Człowiek, który zniszczył

świetny serial. Od kiedy jest głównym scenarzystom Doktor Who serial zleciał na psy. To
totalna porażka. Wszelkie zmiany zamiast być na lepsze są na jeszcze gorsze. Ten człowiek
ma gdzieś fanów serialu.

6
  • Ja bym tak nie powiedziała...
    W niczym mi Moffat nie przeszkadza, a w starszych sezonach moje ulubione odcinki były dziełem Moffata (The Empty Child, The Doctor Dances, The Girl in the Fireplace, Blink, Silence in the Library). W szczególności BLINK.
    Jedyne co mu mogę zarzucić to za duże oderwanie od starszych serii.

    • Jak dla mnie Moffat nadaje się idealnie do fillerów, do takich historii jedno lub dwuodcinkowych. Blink było genialne. Zresztą, wszystkie jego odcinki w sezonach 1-4 były świetne (no, może mi się w czwartym sezonie mniej podobało, ale to ze względu na River). Ale niestety, to, co widzę po spoilerach i opiniach... Niestety, Moffat nie nadaje się na kogoś, kto miałby tworzyć cały sezon. Dlatego chwała za to, że Sherlocka robił z Gatissem, inaczej ten serial też pewnie byłby do bani.

  • Nieprawda.
    Zmiany na lepsze:
    - Lepszy charakter Doktora
    - Bardziej zakręcona fabuła
    - Więcej nawiązań do klasycznych serii

    Zmiany na gorsze:
    - Koloryzacja Daleków (Bardzo mi nie przeszkadza, ale jednak jest)
    - Drobne usterki fabularne

    Trzy zmiany na lepsze, dwie na gorsze.

    • Nowy charakter doktora jest jeszcze OK. A fabuła to porażka. Postaci sztuczne, często ich decyzje zaprzeczają sobie i w żaden sposób nie jest to wyjaśnione (np. Amy dzień przed ślubem chce przelecieć Doktora, a kilka odcinków później strasznie kocha Rory'ego). Poza tym beznadziejne rozwiązanie tajemnic (widać, że nie zaplanowane wcześniej, tylko wymyślane na siłę). Dziury fabularne (np. do dziś nie wyjaśnili jakim cudem pod koniec 5 sezonu TARDIS zamknęła River, a nawet sprawili, że ma to jeszcze mniej sensu).
      Nawiązania do starych serii są, ale kompletnie olano te nowe, których ów odcinki są kontynuacją (np. olano wątek Jenny, nagle zniknął Londyn).
      Poza tym cały serial zamerykanizowano i zrobiono z tego opowieść w stylu amerykańskich komiksów o superbohaterach i kompletnie zniszczono brytyjski klimat serialu.

      • Jak to "Zniknął Londyn"? Że akcja nie dzieje się w Londynie?
        Co do Amy, to powiedziałbym, że przełom w jej relacjach z Rorym nastąpił w odcinku o "wampirach".
        Usterki fabularne jak były, tak niestety są.
        A zamerykanizowania nie ma. Prawda, że sposób "podania" głównego wątku zmienił się, ale pojedyncze, niezwiązane z nim bezpośrednio odcinki nadal są utrzymane w schemacie takim, jak przedtem.

        • Postać Amy jest tak sztuczna i nielogiczna, że aż razi w oczy. Trójkąt Doktor-Amy-Rory, ok, rozumiem. Coś nowego, ale nie róbmy z tego serialu telenoweli. Ktoś zarzucił to już w innym temacie, ale napisze to: za Moffata akcja przeniosła się w małe miasteczka, zamknięte pomieszczenia, mieszkania - co stałą się z ratowaniem wszechświata, całymi rasami kosmitów? Pokazywani są już coraz rzadziej. Naprawdę lubię 11. Doktora (pogodziłam się nawet z odejściem 10., którego bardzo lubiłam), ale Amy coraz częściej kreowana jest na główną gwiazdę i miejscami Doktor, który jest de facto tytułowym bohaterem, schodzi na drugi plan.
          Żeby tworzyć "zakręconą fabułę" trzeba się naprawdę nieźle napracować, żeby miała logiczną ciągłość, if you know what I mean.

    • Tak bardzo zakręcona fabuła, że zakończenie 5 sezonu, gdzie to powinien być jego popis, wyszedł bardzo średnio i nudawo

  • Owszem. Można powiedzieć, że sezon piąty jest nudny, przegadany. Całkowicie do dupy. Jednak udało mu się zrobić coś w tym serialu niespotykanego:
    wątek przewodni całego sezonu (pęknięcia) i utrzymanie spójności sezonu. Po obejrzeniu ten sezon najbardziej mi się podobał, lubię jak odcinki sezonu serialu tworzą pewną całość i wątek główny jest chociaż wspomniany. To daje poczucie spójności sezonu i wrażenie, że jest poukładany.

  • użytkownik usunięty

    Raczej na odwrót , odcinki Moffata są najlepsze

  • Zgadzam się jak najbardziej. Teraz wszystko jest podane na tacy, nie wiem czy Moffat traktuje nas (fanów) jak idiotów, czy tak bardzo chce wejść amerykańcom w dupe, że spłycił ten serial do potęgi. Nie wspomnę nawet o nieścisłościach i niekonsekwencji w niektórych wątkach, bo aż mnie krew zalewa! Odcinki ogólnie są dobre, ratują je aktorzy, ale sama "historia" w nich ukazywana jest godna pożałowania. O ile np. pierwszy sezon był kiczowaty to wciąż miał w sobie magię i te brytyjskość, dla której też się ten serial oglądało. Tęsknie za Russell T. Davies... i przerażam mnie fakt, że to Moffat bierze się za odcinek rocznicowy!

  • Ja jestem niezdecydowana. Gdy zaczęłam oglądać DW i przywiązałam się do tego serialu, to był RTD, więc jest sentyment. Ciekawa jestem jakby zrobić sondę tylko wśród osób, które zaczęły oglądać DW od któregoś z moffatowych sezonów, ale oczywiście znają wszystkie 7 z nowych serii. O RTD to słyszałam argumenty przeciw, że potwory były dziwne, jak te pierdzące lub Abzorbaloff i w ogóle że za jego czasów były najgorsze odcinki w historii jak Love and Monster czy 42 (dla mnie nie były one takie złe :P). Brakuje mi trochę nawiązywania do poprzednich serii u Moffa. Mój ulubiony sezon to 4, ale to raczej zasługa Donny bardziej niż twórców serialu. Na pewno pojedyncze odcinki Moffa były niezłe.

    • Jestem osobą, o której mówisz, gdyż przygodę z Doktorem zaczęłam od Matta Smitha, a następnie wróciłam do Ecclestone'a i Tennanta. Jest to oczywiście tylko moje subiektywne wrażenie, ale uważam, że 11ty Doktor wiele zyskuje właśnie dzięki scenariuszowi.

      RTD bardzo często zdarzały się słabsze odcinki i naprawdę dziwni kosmici. Szczególnie pierwsza seria, którą oglądałam po odcinku z okazji 50tej rocznicy, wydała mi się wręcz parodystyczna.
      Co więcej, o wiele wyżej cenię finały sezonów w wykonaniu Moffata, niż RTD (lewitujący Doktor, Ziemia holowana przez Tardis, ehh...).

      Co do odcięcia się przez Moffata od poprzednich serii, to uważam, że w przypadku serii nowych Moffat nie miał wyboru (serii klasycznych nie oglądałam) - Davies pozamykał wszystkie swoje wątki - Donnie wymazał pamięć, Rose dostała klona na wychowanie. Ok,j eden niezamknięty wątek to w zasadzie Jenny, ale może wróci w seriach z Capaldim (no i River, ale ten wątek Moffat sam obie zakończył).

      Za dużą zasługę Moffata uważam także odcinek jubileuszowy, który jest jedyn wielkim hołdem złożonym temu serialowi (choć byłoby sympatyczniej, gdyby Ecclestone pojawił się na dłużej niż pół sekundy, bo jednak był tym pierwszym "nowym" Doktorem).

  • Moffatowi sodówka do głowy uderzyła , moim skromnym zdaniem. Na BBC był program z wiernopoddańczymi tekstami aktorów wystepujacych w DW, oczywiście od 5 sezonu. - mdliło mnie. Mata lubie, jest genialny , aż szkoda jego aktorstwa. 5sezon jeszcze jakoś znosze, ale im dalej tym gorzej, a jego "regeneracja"?? co to było?
    Moffatowi trafilo sie kilka dobrych odcinków - w tym genialny Blink, a Russel miał tylko kilka gorszych, chociaż dla mnie wszystkie były dobre. Poza tym Moffat i Davis nie sa jedynymi scenarzystami, ale ogólnie brak Davisa jest zauważalny .
    Moffata nie lubię - wolno mi , a drugi odcinek 3 sezonu Scherlocka tylko mnie utwierdził w tej niechęci .
    Wracając do DW - odcinek jubileuszowy był tragedią- to oczywiście moja subiektywna opinia , a Eccleston nie pojawił sie wcale , tylko go "wyświetlono" przez chwilkę.
    Mozliwe, że kiedyś zmienię zdanie, ale na razie brak mi Davisa i jego dziwacznych być może pomysłów :).

  • Po obejrzeniu sezonów 1-7 jestem skłonna zaryzykować hipotezę, że zarówno Moffat, jak i Davies są Dalekami, którzy uwzięli się na Doktora, głównie na Dziesiątego. Do specjalu "The End of Time" ich okrucieństwo nie ma granic, gdyż Dziesiąty umiera praktycznie przez połowę czwartego sezonu i dwa ostatnie specjale. Od piątego do siódmego sezonu nadal specjalizują się w dręczeniu Doktora, ale Jedenasty już tak łatwo się nie przyznaje do tego, że cierpi. Teraz przed nami ósmy sezon, zobaczymy, co Dalekowie nam pokażą i czy potrafią z Capaldiego wykrzesać choć część tej nieziemskiej iskry, którą miał Dziesiąty. Najtrudniejsze zadanie dopiero przed nimi :):):)

  • Narzekanie...

    Popatrz na pierdzących kosmitów (właściwie facetów w przebraniu), kiczowate chwyty scenariuszowe, i człowieka, który ma "love-life" z gadającą płytą chodnikową za poprzedniego scenarzysty.

    A DW ciągle się zmienia i jako fani musimy się do tego przyzwyczaić, bo to napędza ten serial.

    Pozdrawiam

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: