Recenzja filmu Ugryź mnie! (2014)
Mina Djukic

Choć całość zawodzi, są w filmie miejsca, którymi nie sposób się nie zachwycać. Jak na przykład milcząca scena seksu, której kluczowym elementem jest doskonała gra światła i cienia. Oglądając ją, ...
Filmweb sp. z o.o.
Każda scena "Ugryź mnie" jest jak muśnięcie pędzla impresjonistycznego malarza. Sama w sobie niewiele znaczy. Niektóre z nich wydają się pozbawione sensu lub sprzeczne z sąsiadującymi scenami. Żeby odnaleźć prawdziwy sens, trzeba spojrzeć na cały obraz, a nie na poszczególne jego elementy. Dopiero wtedy wywoła zamierzony efekt. A przynajmniej powinien go wywołać. Bo choć zamiar serbskiej reżyserski Miny Djukic jest dość czytelny, to realizacja pozostawia wiele do życzenia.

photo.title

W sumie Djukic sama jest sobie winna. Wzięła się bowiem za realizację jednej z najtrudniejszych form filmowych: opowieści onirycznych. Kłopot z tego rodzaju historiami polega na tym, że przed skończeniem dzieła trudno powiedzieć, co "zadziała", a co okaże się strzałem w stopę. Czasami dialogi pozornie o niczym odsłaniają niesamowitą głębię intelektualną i emocjonalną. Innym razem sprawiają wrażenie pretensjonalnego zadzierania nosa przez artystę o nadmiernie rozdętym ego. W "Ugryź mnie" niestety mamy do czynienia właśnie z tym drugim rodzajem opowieści. Symbolem nieznośnej ciężkości bytu jest tu rozmowa przy jedzeniu arbuza, którą skwitować można jedynie parsknięciem śmiechem.

Problemem filmu jest również to, że w chwili ujawnienia się całego kształtu przypowieści nie mamy do czynienia z żadnym szczególnym objawieniem. Okazuje się, że jest to w gruncie rzeczy dość banalna powiastka o lękach ludzi, którzy muszą porzucić bezpieczny (na swój dziwnie niekształtny sposób) świat dziecięcych fantazji, by wkroczyć w dorosłość i życie z konsekwencjami swoich wyborów. Nie dostajemy żadnego ciekawego wyjaśnienia, dlaczego Djukic zdecydowała się utrzymać historię Leni i Lazara w konwencji snu. Ich podróż po serbskich bezdrożach rozgrywa się niejako poza czasem i podąża krętą logiką sennych majaków, gdzie przyczyna i skutek nie zawsze dają się łatwo zidentyfikować. Postacią, która ma być w jakiś sposób istotna dla całości, jest niezmienny narrator, pojawiający się w dość przypadkowych sytuacjach, by wygłosić parę banałów. Być może Leni i Lazar wcale nie istnieją, będąc jedynie jego wytworem. Ale narrator, choć wszechpotężny, w "Ugryź mnie" nie pełni żadnej istotnej roli. Gdy zatem film dobiega końca, jedynym wyjaśnieniem wyborów artystycznych reżyserki jest niewiele mówiące: "Bo tak". Djukic miała taki kaprys i go zrealizowała. Jej filmowa impresja jest jednak mocno niedoskonała i zamienia się w bohomaz.

photo.title

Choć całość zawodzi, są w filmie miejsca, którymi nie sposób się nie zachwycać. Jak na przykład milcząca scena seksu, której kluczowym elementem jest doskonała gra światła i cienia. Oglądając ją, można poczuć, czym mogło być "Ugryź mnie": wysmakowanie ulotną grą niewypowiedzianych pragnień. Takich chwil jest w całym filmie kilka. Ale w ostatecznym rozrachunku sprawiają wrażenie przynęt na zarzucanej przez reżyserkę wędce, na którą stara się złapać uwagę widza. Strategia skuteczna, lecz tylko do pewnego momentu. Na ostateczną ocenę dzieła ma niestety niewielki wpływ.

Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 45% uznało tę recenzję za pomocną (20 głosów).
Marcin Pietrzyk
ocenia ten film na:
1 10 4/10 ujdzie

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)