Polski horror w kinach, to równie duża rzadkość, co hieny w śląskim krajobrazie. Po obejrzeniu filmu <a href="http://www.filmweb.pl/Grzegorz+Lewandowski,filmografia,Person,id=310399"
Michał Burszta
Filmweb A. Gortych Spółka komandytowa
Facebook
X
Udostępnij
Skopiuj link
Bądź na bieżąco
Dodaj jako źródło
Polski horror w kinach, to równie duża rzadkość, co hieny w śląskim krajobrazie. Po obejrzeniu filmu Grzegorza Lewandowskiego rozumiemy dlaczego. Ci którzy drżeli ze strachu na "Wilczycy" (a może nawet na obu jej częściach) i nie mogli spać po obejrzeniu "Łzy księcia ciemności", powinni czuć się usatysfakcjonowani. "Hiena" ma dać odpór zalewowi amerykańskich i japońskich horrorów - na zasadzie, że Polacy nie gęsi (hieny?) i wystraszyć potrafią. Przynajmniej widzów z kin. To oczywiście wredne złośliwości, ale trudno się bez nich obejść. "Hiena" stanowi bowiem połączenie pewnych artystycznych ambicji z filmową przaśnością, coś jak przegryzanie muli golonką. Niestrawność murowana. Akcja tego, no niech będzie, horroru, toczy się na Śląsku (cóż za osobliwa nowość w polskim kinie). Mały chłopiec traci w wypadku w kopalni ojca. Poczucie, straty, zagrożenie niepewność (mama szybko znajduje dla nieboszczyka zastępcę), sprawia, że bohater zaprzyjaźnia się z tajemniczym, oszpeconym mężczyzną (Borys Szyc), zamieszkującym pobliskie lasy. Jego pojawienie zbiega się w czasie z serią niewyjaśnionych morderstw. Miejscowi twierdzą, że ludzi zabija hiena, która parę dni wcześniej zbiegła z pobliskiego ZOO. A jak jest naprawdę? Lewandowski postawił w filmie na budowę nastroju i tu rzeczywiście wygrywa (to a propos tych artystycznych ambicji). Świetnie wykorzystał scenerię opuszczonych kopalń, biedaszybów i okalających jej mokradeł. Nie skupia się, tradycyjnej już, biedzie i smucie regionu, ale traktuje go jako zjawisko czysto estetyczne. Niestety podobne zabiegi, to trochę mało, jak na pełnometrażowy film z dreszczykiem. W budowaniu grozy i napięcia, Lewandowski idzie niestety dobrze znaną ścieżką klasyka polskiego horroru Marka Piestraka. Sceny mające w zamierzeniu budzić strach, śmieszą - jak fanfaronady Szyca (ten demoniczny śmiech!), czy "groźne" popiskiwania tytułowej hieny. Także odwołania do klasyki opowieści o Freddym Krugerze, sprawiają raczej wrażenie niezamierzonej parodii. Groza tego filmu, podobna jest do tej, jaką może wywołać niezmiernie poważny pan, który w najmniej spodziewanym momencie powie: - Buuu!. Podskoczymy na fotelu, ale nie znaczy to jeszcze, że się dobrze bawimy. Lewandowski potrafi odnaleźć dusze miejsc, w których inni widzą jedynie brud, smród i pogorzelisko. To duża zaleta, niestety budowanie opowieści nie jest jego najmocniejszą stroną. Może więc to kwestia wyboru konwencji? Przekonamy się niestety dopiero przy okazji jego kolejnego filmu.
1106
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
Udostępnij
Facebook
X
Udostępnij
Skopiuj link
Obserwuj nas na Google News
Obserwuj nas na Google News
Obserwuj nas na Google News
Obserwuj nas na Google News
Dodaj Filmweb jako preferowane źródło w Google
Częściej zobaczysz nasze artykuły w wynikach wyszukiwania.