Recenzja filmu Diabeł: Inkarnacja (2018)
Diederik Van Rooijen

Deinkarnacja

"Diabeł: Inkarnacja" to horrorowy teatrzyk, w którym widzimy sznurki, na jakich zawieszono nietoperze; w którym wiemy, zza którego węgła wyskoczy zaraz kolejny diabeł. Cała maszyneria grozy jest ...
Filmweb sp. z o.o.
"Wierzę, że jak człowiek umiera, to umiera", mówi Megan, bohaterka "Diabła: Inkarnacji", nieświadoma, że twórcy szykują dla niej nie lada niespodziankę. Z pozycji widza o zaskoczeniu nie może być jednak mowy: film ma w końcu w tytule "diabła" i "inkarnację", a w oryginalnej wersji – "opętanie". Już w otwierającej scenie mamy zresztą egzorcyzm, lewitującego księdza i powykręcaną jak paralityczka niewiastę o demonicznym spojrzeniu. W sumie nic dziwnego, że reżyser Diederik Van Rooijen od razu wykłada karty na stół – widmo "Egzorcysty" ma się przecież dobrze i mimo czterdziechy na karku wciąż krąży nad Hollywood, a zaśmiewające się złowieszczo panienki z brudnymi paznokciami i żółtymi zębami nie robią już na nikim większego wrażenia. Sęk w tym, że reżyser aż do końca kurczowo trzyma się szablonu. Zaiste, bez zaskoczeń: "Diabeł: Inkarnacja" to film tak słaby jak jego polski tytuł. 

photo.title

Pomysł niby ma ręce i nogi. Zmarła w trakcie egzorcyzmu dziewczyna zostaje przywieziona do szpitalnej kostnicy, gdzie oczywiście wychodzi na jaw, że tli się w niej jeszcze diabelska iskierka. Megan (Shay Mitchell), świeżo upieczona pracownica nocnej zmiany, będzie musiała stawić czoła nawiedzonej, przepracowując przy okazji swoją traumatyczną przeszłość. Czyli klasyczne połączenie: parapsychologia plus psychologia, terror plus terapia. Wszystko oczywiście w odpowiednio klaustrofobicznej przestrzeni prosektorium, równie stosownej dla psychodramy co dla upiornej skradanki w oczekiwaniu na kolejny jump-scare.   

photo.title

I w tym właśnie problem: Van Rooijen kręci horror rutynowo, z podręcznikiem w ręku (był już zresztą całkiem podobny film, "Autopsja Jane Doe"). Kiedy przełożony oprowadza Megan po kostnicy, czujemy, że reżyser po prostu odbębnia ekspozycję, mechanicznie przygotowując pole dla nadchodzących horrorowych atrakcji: "patrzcie, tu jest ciemny korytarz, tu jest winda, tam krematorium, już za chwilę przydadzą się nam w spektaklu". Wiadomo, precyzyjny opis otoczenia to fundament dramaturgii w rozgrywających się na małej przestrzeni filmach. Reżyser ma nawet parę znośnych pomysłów na postraszenie nas elementami scenografii – a to łazienkową suszarką do rąk, a to irytującym oświetleniem działającym na fotokomórkę. Ale brakuje mu inscenizacyjnego polotu, żeby wprowadzić te detale organicznie, mimochodem. Kiedy tylko Megan bawi się gumową piłeczką albo rzuca okiem na kamerę przemysłową, wiemy, że już za chwilę przydadzą się one jako rekwizyty. "Diabeł: Inkarnacja" to horrorowy teatrzyk, w którym widzimy sznurki, na jakich zawieszono nietoperze; w którym wiemy, zza którego węgła wyskoczy zaraz kolejny diabeł. Cała maszyneria grozy jest tu na widoku – zamiast dać się mielić jej trybom, po prostu patrzymy, jak się obracają. Nuda.  

photo.title

Nie sprawdza się też pomysł, by ograć dwuznaczność sytuacji: to prawdziwe opętanie czy może Megan nie potrafi odróżnić rzeczywistości od złudzeń? Bohaterka przeżyła osobistą tragedię, wychodzi z nałogu i zdradza objawy zespołu stresu pourazowego, więc świadectwo jej zmysłów nie jest w pełni wiarygodne. Grająca ją Shay Mitchell robi co może, by uprawdopodobnić ten dramat. Ale reżyser podkopuje zmagania aktorki, z marszu odsłaniając kurtynę tajemnicy. Przywitani sekwencją nadprzyrodzonego egzorcyzmu, nie mamy przecież żadnych wątpliwości co do natury dziwnych zdarzeń w kostnicy. Rezultat jest taki, że kolejne sceny, w których dziewczyna kwestionuje to, co widzi, nie tyle kipią od suspensu, co po prostu niecierpliwią. I tak też ogląda się cały film: spoglądając na zegarek, odliczając czas do końca, wspominając wersje tej historii, które nie zgniły jeszcze w kostnicy horrowych klisz. O jedną inkarnację za dużo.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 92% uznało tę recenzję za pomocną (25 głosów).
Jakub Popielecki
ocenia ten film na:
1 10 3/10 słaby

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)