Recenzja filmu Zabawa zabawa (2018)
Kinga Dębska

Sposób, w jaki Dębska przygląda się bohaterkom, wciąż czyni z niej jedną z najwrażliwszych polskich autorek. Nie ma tu ani efektownego ironizowania, ani połajanki z moralnej stratosfery. ...
Filmweb sp. z o.o.
Jak pamiętamy z nauk Jerzego Pilcha, nie ma żadnej filozofii picia, jest tylko technika. Spadające na dno bohaterki filmu Kingi Dębskiej nie są więc ani poetkami, które wpisują swój alkoholizm w narrację większą niż życie, ani figurami w rozprawce o naszym narodowym rytuale, ani nawet męczennicami, które piją, by zapomnieć o patriarchalnej opresji. To kobiety, które mijamy na ulicy, u których leczymy niestrawność i które stoją w naszym narożniku w trakcie rozwodów.  Kobiety, o których zwykle nie słyszymy – o ile pod wpływem alkoholu nie zapracują sobie na niesławę.    

photo.title   photo.title   photo.title

Dorota (Agata Kulesza) pije szampana. Jest wziętą prokuratorką, poznajemy ją na kolacji, która zamienia się w pijacki rajd po Warszawie spuentowany kraksą w przejściu podziemnym. Teresa (Dorota Kolak) woli wódkę. To wybitna lekarka. Tuż po odebraniu prestiżowej nagrody zaszywa się w barze, do którego pasuje chyba każdy cytat z Bukowskiego i każda scena z Barei. Najmłodsza Magda (Maria Dębska) wybiera białe wino. Kiedy nie pracuje, studiuje, ale teraz akurat dogorywa na imprezie, gdzie czai się już na nią wielki zły wilk. Wszystkie będą miały kiepski wieczór i jeszcze gorszy poranek, a jednak reżyserka nie robi z ich cierpienia pornografii. Pokazuje tylko, że nie ma takiego statusu socjalno-bytowego, który impregnowałoby na alkoholizm.

Jak nietrudno się domyślić, podobne fabularne rozdanie zamienia niektóre partie utworu w ciężkostrawną przestrogę. Jej absurdalnym wyrazem jest podniesiony z ulicy wątek kobiety, która zwiedziła samochodem warszawskie podziemia – tutaj ma twarz Agaty Kuleszy, męża z poselskim immunitetem i życie wykrojone z satyry na nowobogackich. I choć twórczyni "Moich córek krów" publicystką jest raczej niespełnioną, a swoją krytyką wyważa otwarte drzwi, to w sercu filmowej historii kryje się coś jeszcze, mianowicie solidarność z ludźmi na życiowym zakręcie. Sposób, w jaki Dębska przygląda się bohaterkom, wciąż czyni z niej jedną z najwrażliwszych polskich autorek. Nie ma tu ani efektownego ironizowania, ani połajanki z moralnej stratosfery. Reżyserka nie przegina też w drugą stronę i nie czyni z alkoholiczek ofiar wielowiekowej tradycji. Zadowala się empatią, dla której znalazła ekwiwalent w filmowym języku.


Utrzymanie podobnej równowagi to trudne zadanie, lecz każdy element filmu – od kadrowania przez prowadzenie aktorek po dialogi – na nią pracuje. Tercet Kulesza-Dębska-Kolak przekonująco odtwarza pozbawione głębszej filozofii "techniki" picia oraz różne stadia alkoholowego upojenia. Z kolei dzięki bezpretensjonalnej optyce reżyserki, nawet klamrowa scena rodzinnego obiadu, który zamienia się w festiwal resentymentów, nie sprawia wrażenia kliszy. I jeśli coś kładzie się cieniem na jej strategii, jest to właśnie aura filmu potrzebnego, filmu na społeczne zamówienie – tylko o wódce, upadku i wyciąganiu się za uszy z bagna, w przedziwny sposób pozbawionego oddechu oraz szerszej przestrzeni społecznej i kulturowej. Zafiksowanego na skutkach, a nie na przyczynach. Rozpoczynającego się i kończącego brzdękiem kieliszków.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 75% uznało tę recenzję za pomocną (32 głosy).
Michał Walkiewicz
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły