Recenzja filmu Jestem taka piękna! (2018)
Abby Kohn
Marc Silverstein

Do szaleńców świat należy

"Jestem taka piękna" nie jest komediowym arcydziełem, co widać choćby po tym, w jak łopatologiczny sposób powyższe przesłanie zostało przekazane. Widz nie musi się specjalnie wysilać, ponieważ ...
Filmweb sp. z o.o.
Czy komedia może zarazem bawić i smucić? Jeśli jesteście fanami skandynawskiego kina, to na powyższe pytanie odpowiecie twierdząco. W Hollywood jednak po taką mieszankę sięga się rzadko. Jednym z tych wyjątków jest debiut reżyserski pary scenarzystów Abby Kohn i Marca Silversteina.


Na swoim podstawowym poziomie "Jestem taka piękna" wpisuje się doskonale w schemat hollywoodzkiej komedii. Pełno jest tu absurdalnych pomysłów i zwariowanego humoru sytuacyjnego. Wystarczy spojrzeć na punkt wyjścia. Grana przez Amy Schumer Renee doznaje urazu głowy, w wyniku czego zmienia się jej postrzeganie swojego własnego ciała. Wszystko, co dotąd było źródłem frustracji i kompleksów, teraz jest powodem do zachwytów. Tak, we własnych oczach jest piękna, seksowna, atrakcyjna. Jej szaleństwo w pierwszej chwili wywołuje uśmiech otoczenia, lecz jej entuzjazm i niepohamowana energia są zaraźliwe, co pozwala jej odnaleźć się w świecie, do którego – jak jeszcze nie tak dawno wierzyła – całkowicie nie pasuje. 

To, co następuje później, jest już klasycznym zestawem scen z filmów z Amy Schumer. To ciało aktorki staje się głównym elementem scen komediowych: jak pierwsze zachwyty obwisłym brzuchem, jak konkurs bikini, jak scena łóżkowa. I oczywiście to wszystko śmieszy. Jakże mogłoby być inaczej? Kontrast między rzeczywistością a tym, jak ją postrzega bohaterka, jest bowiem tak duży, że śmiech jest właściwie odruchem bezwarunkowym. Ale twórcy ubezpieczyli się i nie na samej Schumer i jej wyglądzie opierali się, budując sceny komediowe. Bardzo dobrym dodatkiem okazała się Michelle Williams. Jako mówiąca cienkim głosikiem szefowa wielkiego koncernu kosmetyczno-modowego jest nieustającym źródłem humoru. Nie jest on może wyszukany, ale rozśmiesza całkiem skutecznie.


Kiedy jednak spojrzymy na to, jaki obraz świata Kohn i Silverstein malują, przestaje być już tak zabawnie. Schumer postawiona została tutaj w roli królewskiego błazna – osoby, która jako jedyna ma wolną rękę, by wykorzystywać humor do demaskowania ludzkiej głupoty i obłudy. Z czego z całą bezwzględnością korzysta. "Jestem taka piękna" pokazuje, że żyjemy w chorym świecie. Wszyscy są obarczeni kompleksami niższości, lękami przed niespełnianiem oczekiwań innych i frustracją, ponieważ nie mogą po prostu być sobą. Uroda i bogactwo pomagają przetrwać w tym świecie, ale jest to pomoc iluzoryczna, jaką dostarczają narkotyki i środki przeciwbólowe: otępiają, przez co ułatwiają codzienną egzystencję. Piękni i bogaci są więc niczym więcej jak narkomanami, którzy narzucili światu swoje szaleństwo. Biedni i brzydcy są wobec takiego obrotu sprawy kompletnie bezbronni. Z jednym wyjątkiem: prawdziwe szaleństwo, jak choćby to wynikłe z urazu głowy, które zmienia perspektywę i które czyni odpornym na nacisk społeczny. Jak pokazuje historia bohaterki, jest to bardzo skuteczne narzędzie.


"Jestem taka piękna" nie jest komediowym arcydziełem, co widać choćby po tym, w jak łopatologiczny sposób powyższe przesłanie zostało przekazane. Widz nie musi się specjalnie wysilać, ponieważ jest w filmie wystarczająco dużo postaci, które wprost myśl przewodnią obrazu zwerbalizują. Ale refleksja nad kondycją współczesnego świata nie była głównym celem twórców tej komedii. "Jestem taka piękna" ma przede wszystkim sprawić, by widzowie miło spędzili dwie godziny swojego życia. Dzięki zestawowi sympatycznych bohaterów i całkiem dobrej grze Schumer i Williams cel ten udało się osiągnąć.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 82% uznało tę recenzję za pomocną (60 głosów).
Marcin Pietrzyk
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły