Recenzja filmu Nieustraszeni bracia Grimm (2005)
Terry Gilliam

Egzorcysta AD. 1812

Terry Gilliam to już dziś nie tylko imię i nazwisko jednego z najciekawszych i najoryginalniejszych reżyserów, ale również marka - marka kojarzona z niebanalnym i ciekawym kinem. Przez lata ...
Filmweb sp. z o.o.
Terry Gilliam to już dziś nie tylko imię i nazwisko jednego z najciekawszych i najoryginalniejszych reżyserów, ale również marka - marka kojarzona z niebanalnym i ciekawym kinem. Przez lata swojej twórczości Gilliam udowodnił, że jest jednym z nielicznych prawdziwych "autorów" filmowych potrafiących realizować swoje odważne projekty w stolicy światowego filmu, w której od lat króluje komercja a wyniki box office czyta się z większą uwagą niż Biblię.
Jego najnowszy film "Nieustraszeni bracia Grimm", zrealizowany za 80 milionów dolarów w hollywoodzkim systemie, w którym producenci (w tym przypadku bracia Weisntein) mają niekiedy większy wpływ na ostateczny kształt dzieła niż sam reżyser, pokazuje, iż Gilliam, nawet kiedy kręci obraz stricte komercyjny, potrafi to zrobić w sposób wyjątkowy i niepowtarzalny.

Pierwsza połowa XIX wieku. Po okupowanych przez Francuzów Niemczech podróżują bracia Wilhelm i Jakub Grimm. Wykorzystując naiwność wieśniaków i wiarę w zabobony za sutą opłatę podejmują się walki z wyimaginowanymi wiedźmami, odczyniania uroków i zdejmowania klątw.
Ten proceder przyniósł im sporą sławę, jak również wcale niemałe bogactwo. Jednak wszystko co dobre szybko się kończy. Bracia zostają schwytani przez francuskiego generała Delatombe'a. Ten - pod groźbą śmierci - wysyła ich do niewielkiej wioski, której mieszkańcy są od jakiegoś czasu nękani przez tajemniczego porywacza, którego ofiarą padają małe dzieci. Delatombe wierzy, że odpowiedzialni za tę zbrodnie są oszuści podobni do braci Grimm. Jednak, kiedy nasi bohaterowie przybywają na miejsce i zaczynają badać sprawę dochodzą do wniosku, że tym razem będą musieli stawić czoła nie wymyślonym, ale prawdziwym demonom.

"Nieustraszeni bracia Grimm" spotykają się z bardzo różnymi opiniami zarówno ze strony widzów jak i krytyków. Wszyscy zgodnie chwalą Gilliama za wizualną stronę filmu, ale kiedy wypowiadają się na temat fabuły zdania są skrajnie podzielone.

Autorem scenariusza jest oficjalnie Ehren Kruger. W rzeczywistości jego tekst nie przypadł do gustu Gilliamowi, który określił go jako kalkę "Mumi" Stephena Sommersa i poddał, we współpracy z Tonym Grisoni, gruntownej przeróbce. W rezultacie powstał film będący połączeniem komercyjnej, wyładowanej efektami specjalnymi letniej superprodukcji z surrealistyczną, postmodernistyczną i zachwycającą wizualnie baśnią.
Ta wybuchowa mieszanka na pewno nie przypadnie wszystkim do gustu. Jeśli jednak "poczujecie" klimat i dacie się porwać szalonej opowieści Terry'ego Gilliama nie wyjdziecie z kina zawiedzeni.

"Nieustraszeni bracia Grimm" to okazja do spotkania z bohaterami baśni, które każdy zna i pamięta. Dzięki nieokiełznanej wyobraźni Terry'ego Gilliama w filmie znaleźli się Czerwony Kapturek, Jaś i Małgosia, Piernikowy ludzik jak również cała masa odniesień do "Królewny Śnieżki", "Kopciuszka", "Śpiącej królewny", "Czarodziejskiej fasoli" i wielu innych historii spisanych przez braci Grimm. Ta swobodna żonglerka baśniowymi motywami w połączeniu ze sporą dawką humoru sprawiają, że oglądając "Nieustraszonych braci Grimm" bawimy się tak dobrze, że zwyczajnie nie zwracamy uwagi na scenariuszowe błędy i naiwność niektórych rozwiązań fabularnych.

Jednak nawet najwięksi malkontenci nie będą narzekać na stronę wizualną filmu. Terry Gilliam, który słynie z tego, że wielką wagę przywiązuje do wyglądu swoich filmów, tym razem dał z siebie wszystko. Dzięki wspaniałym kostiumom, doskonałej scenografii i solidnym efektom specjalnym udało mu się stworzyć na ekranie atmosferę, która nie tylko nie rozczaruje fanów wcześniejszych osiągnięć autora "Brazil", ale w której doskonale odnajdą się również wielbiciele kina spod znaku Tima Burtona.

"Nieustraszeni bracia Grimm" z całą pewnością nie są filmem dla wszystkich. Ci, którzy alergicznie reagują na wszelkie baśnie bądź też, co możliwe, nigdy żadnych nie czytali mogą się w kinie wynudzić. Ci jednak, którzy lubią szalony, surrealistyczny humor i w dzieciństwie z wypiekami na twarzy słuchali opowieści o Jasiu i Małgosi oraz o Czerwonym Kapturku z całą pewnością będą się dobrze bawić. Polecam.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 83% uznało tę recenzję za pomocną (66 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (3)

Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię