Recenzja filmu Annabelle wraca do domu (2019)
Gary Dauberman

Gdzie diabeł mówi dobranoc i rodzą się spin-offy

Masa wprowadzonych do filmu artefaktów sprawia, że obecność samej Annabelle staje się tak naprawdę zbędna. Przeklęta laleczka nominalnie funkcjonuje jako katalizator zdarzeń (a raczej jako jeden ...
Filmweb sp. z o.o.
"Annabelle wraca do domu" jest jak witryna sklepowa przed Bożym Narodzeniem. Pięknie ozdobione atrakcje kuszą oglądających obietnicami szczęścia, radości, miło spędzonego czasu. I wiele osób ulega pokusie. Szczególnie ci, którzy dobrze wspominają sklep dzięki wcześniejszym, udanym zakupom. I dopiero po powrocie do domu, kiedy na chłodno spojrzą na zakupione rzeczy, dojdą do wniosku, że obietnice witryny sklepowej nie zostały spełnione. I wcale nie ma powodów do zadowolenia.

photo.title

Gary Dauberman jest mistrzem w kuszeniu widzów. Potrafi przykuć uwagę i świetnie żongluje niedopowiedzeniami. Scena otwierająca (z Patrickiem Wilsonem i Verą Farmigą), choć przecież nieszczególnie oryginalna, w kontekście całego filmu okazuje się jedną z najlepszych. Jest lekka, klimatyczna, a przede wszystkim spójna. Później Dauberman cierpliwie dawkuje atrakcje. Dodaje nawet filmowi odrobinę humoru. I choć nie są to sceny komediowe wysokich lotów, to jednak w tym horrorze sprawdzają się pierwszorzędnie. Reżyser wypada jednak najlepiej, gdy bawi się z oczekiwaniami widzów i sugeruje, że zbliża się coś strasznego, co jednak nigdy nie nadchodzi. Jest to zabieg zdecydowanie lepszy od zbyt często stosowanych w horrorach ostatnich lat fałszywych jump-scare'ów.

Niestety Dauberman nie wie, kiedy należy skończyć budowanie klimatu i zająć się prawdziwym straszeniem widzów. Przeciąga więc wstęp w nieskończoność, co po 40 minutach rodzi dyskomfort, a po kolejnym kwadransie prawdziwy niepokój. Od początku jest bowiem jasne, że twórcy postarają się w filmie wykorzystać jak najwięcej ze zgromadzonych przez Warrenów przeklętych artefaktów. Im mniej czasu pozostaje do końca, tym oczywistsze staje się, że większość z nich zostanie sprowadzona do roli zawalidróg, które nie będą stanowić dla bohaterek realnej przeszkody. I tak też niestety się dzieje.

Finał "Annabelle wraca do domu" jest prawdziwą piętą achillesową filmu. I odnoszę wrażenie, że jest to problem systemowy całego uniwersum "Obecności". Zakończenie "Zakonnicy" stanowił przecież popis idiotyzmów trudnych do zaakceptowania nawet widzom starającym się zachować dystans. Podobnie w "Topielisku. Klątwie La Llorony": w finale znalazło się kilka scen, które zamiast budować napięcie, niszczyły klimat swoimi naciąganymi i nieprawdopodobnymi pomysłami. W "Annabelle wraca do domu" razi przede wszystkim marnotrawstwo materiału. Twórcy wrzucili do wora wszystko i najzwyczajniej w świecie nie byli w stanie wykorzystać tego bogactwa do budowy przerażających i klimatycznych sekwencji.

photo.title   photo.title   photo.title

Masa wprowadzonych do filmu artefaktów sprawia też, że obecność samej Annabelle staje się tak naprawdę zbędna. Przeklęta laleczka nominalnie funkcjonuje jako katalizator zdarzeń (a raczej jako jeden z kilku katalizatorów, bo przecież horror nie miałby racji bytu, gdyby nie wścibstwo nastoletniej bohaterki). Jednak sam fakt, że wszystkie zgromadzone przez Warrenów przedmioty są wciąż niebezpieczne (i dlatego pozostają zamknięte na klucz), wystarcza, by rozpocząć serię dantejskich scen.

Lalka nie jest źródłem grozy w filmie, choć przecież tytuł jasno sugeruje coś zupełnie innego. Przestraszyć może jedynie tych, u których dyskomfort budzi sam jej wygląd. Jedynym prawdziwym źródłem niebezpieczeństwa jest... suknia ślubna. I nie zdziwię się, jeśli otrzyma własny film. Po obejrzeniu "Annabelle wraca do domu" można bowiem dojść do przekonania, że horror powstał głównie po to, by stać się trampoliną do rozwijania cyklu w nowych kierunkach. Dauberman wytyczył szlaki dla wielu spin-offów. Niestety, odbyło się to kosztem lalki Annabelle i trzeciego filmu mającego jej imię w tytule.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 58% uznało tę recenzję za pomocną (40 głosów).
Marcin Pietrzyk
ocenia ten film na:
1 10 4/10 ujdzie
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię