Recenzja filmu

Czwartkowy Klub Zbrodni (2025)
Chris Columbus
Helen Mirren
Pierce Brosnan

Radość na starość

Reklamowany jako komedia kryminalna "Czwartkowy Klub Zbrodni" nie spełnia się w żadnym z tych gatunków
Radość na starość
źródło: materialy promocyjne
Nie każdy senior może sobie na to pozwolić, ale emeryci w ośrodku Cooper’s Chase muszą czuć się jak wybrańcy. Zabytkowy dwór przemieniony w dom opieki. Zamiast ciasnych klitek, przestronne apartamenty. Obiady jak z restauracji, przednie wino z najlepszych roczników, przepastna biblioteka. Wokół malowniczy ogród, trawnik zawsze wytwornie skoszony, wewnątrz nawet śladu kurzu, a widoku przez okna nie rozmywa choćby jedna smuga. Ulokowana na wzgórzu rezydencja, otoczona przez las. Nieopodal tylko sielska mieścina, gdzie życie toczy się swoim powolnym rytmem. Bez wątpienia już to czujecie: gatunkowe warunki brzegowe zostały spełnione z nawiązką. A nauczeni seriami książek o Herkulesie Poirocie czy o pannie Marple doskonale już wiecie, ze to więcej niż sprzyjające okoliczności dla rozkwitu kolejnego siedliska zbrodni.

Rzecz jasna tę kryminalną aurę wyczuwają również członkowie "Czwartkowego Klubu Zbrodni". Wśród nich zawsze elokwentny były psychiatra Ibrahim (Ben Kingsley), lubujący się w organizacji protestów lider związków zawodowych Ron (Pierce Brosnan) oraz przewodząca klubowi była dyplomatka / agentka służb specjalnych Elizabeth (Helen Mirren). Jesień życia różne miewa oblicza. W Cooper’s Chase jest miejsce dla stereotypowego szydełkowania, kontemplacji, yogi i prozaicznych, uspokajających artystycznych aktywności. "Czwartkowy Klub Zbrodni" wychodzi jednak daleko poza schemat a za cel stawia sobie rozwiązywanie niezamkniętych spraw bądź wątpliwych sądowych rozstrzygnięć. Sprawdzanie, czy faktycznie sprawiedliwość doszła do głosu, a winny został złapany. Klubowiczów zajmują sprawy minione. Gdy jednak dochodzi do zabójstwa na ich podwórku – jeden z współwłaścicieli Cooper’s Chase zostaje śmiertelnie uderzony w głowę w swoim mieszkaniu – klubowicze rozpoczynają własne śledztwo. Złapanie sprawcy to kwestia numer jeden. Drugą jest fakt, że w związku z nią istnienie ośrodka zaczyna wisieć na włosku. Choć może najważniejsza jest frajda z zabawy w detektywów. 



"Czwartkowy Klub Zbrodni" to kino na czwartkowy wieczór: po pracy, po zakupach, rozwieszeniu prania, po kolacji i bezczynnym kręceniu się po domu. Film lekki jak piórko, przyswajany na granicy obojętności, dramaturgicznie letni i anonimowy w aspekcie produkcyjnej roboty. Na gwiazdorską obsadę na pewno wszyscy zwrócą uwagę. Jednak zainteresowanie utrzymywane będzie nie dzięki ich gwiazdorskim rolom, ale samej obecności sławnych kinowych osobowości. Niestety scenariusz daje jedynie znikome okazje, by ktokolwiek mógł błysnąć aktorskim warsztatem. Dostajemy głównie skrawki i pozy. Elizabeth opiekuje się już niesamodzielnym, tracącym pamięć mężem, a jej szpiegowska przeszłość i słabość do rozwiązania zagadek zaakcentowana jest głównie przez bondowski samochód i gadżet w postaci holmesowskiej lupy. Ibrahim nie wniesie żadnej wnikliwej analizy, a o tym, że był psychiatrą, przypomina muszka, kamizelka i dwurzędowy garnitur. Ron może zorganizuje jeden protest przeciwko zamknięciu ośrodka, ale już dawno zgasła w nim porywczość. O jego robotniczym pochodzeniu w największej mierze świadczą jeansowe spodnie i flanelowa koszula. Powierzchowne to i sztuczne. Przebojowa przeszłość gdzieś tkwi w tych postaciach, ale reżyser, Chris Columbus, wydobywa ją nie w akcentowanych cechach charakteru, ale przez kostium i rekwizyty. Szkoda.

Reklamowany jako komedia kryminalna "Czwartkowy Klub Zbrodni" nie spełnia się w żadnym z tych gatunków. Trudno doświadczyć dreszczyku emocji, chyba że na bieżąco sprawdzacie, czy na pewno zdążycie na autobus po zakończonym filmie. Humoru jest tu znikoma ilość: wystarczy wam jeden palec, by doliczyć się umieszczonych z premedytacją żartów. Może więc chodzić o wszechobecną pogodność, lekkość, beztroską niezdarność lokalnej policji czy konieczność przymknięcia oka na kilka proceduralnych niedorzeczności i umowności. W piątek o "Czwartkowym Klubie Zbrodni" będzie wam przypominać jedynie ikonka "obejrzyj ponownie" na Netfliksowej aplikacji. 
1 10
Moja ocena:
4
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?