"Crimson Desert" to tytuł pełen sprzeczności i na razie mam z nim spory problem. Z jednej strony dostajemy fantastyczną piaskownicę, którą tak łatwo się zachwycić, z drugiej niedopracowane misje
Nowa gra od Pearl Abyss, twórców kultowego "Black Desert Online", jest jednym z najbardziej wyczekiwanych tytułów 2026 roku. Już od pierwszych pokazów przyciągała uwagę graczy, a fragmenty rozgrywki krążące w mediach społecznościowych tylko podsycały wyobraźnię. Mogło się wydawać, że "Crimson Desert" będzie kolejnym wielkim hitem z otwartym światem, w którym każdy zakamarek kryje wyzwanie. A jak w praktyce prezentuje się akcja i czy hype był uzasadniony?
Pearl Abyss
Głównym bohaterem "Crimson Desert" jest Kliff, młody wojownik o aparycji przywodzącej na myśl wikinga, który po zmasowanym ataku na swoją społeczność ledwo uchodzi z życiem. Członkowie Szarogrzywych rozpraszają się więc po kontynencie Pywel, by odbudować siły i stawić czoła przeciwnościom. Kliff wyrusza na poszukiwanie bliskich, a na jego drodze stają zarówno sojusznicy, w tym grywalne postacie (m.in. Damiane i Oongka), przedstawiciele lokalnych społeczności, jak i liczni przeciwnicy. Poszukiwania prowadzą go nawet ku niebiosom, gdzie trafia do tajemniczej Otchłani.
Gra czerpie motywy z największych hitów ostatnich dwudziestu lat, sięgając do tytułów takich jak: "Red Dead Redemption", "The Legend of Zelda", "Horizon Zero Dawn", "BioShock" czy "Dark Souls". Nie brakuje też odniesień do serii "Kingdom Come: Deliverance" czy "Wiedźmin". Chociaż za projekt odpowiada studio z Korei Południowej, produkcja wyraźnie aspiruje do europejskiego stylu, zarówno pod względem narracji, jak i klimatu. Przy całej tej mieszance ze względu na ogólny charakter zabawy całość najbardziej przypomina serię "Assassin’s Creed" na sterydach.
Pearl Abyss
Lokacje w "Crimson Desert" przyciągają uwagę szczegółami, a rozległe Pywel skrywa mnóstwo niespodzianek. Fauna i flora zostały starannie zaprojektowane, do tego podczas eksploracji łatwo natrafić na elementy, które wzbogacają immersję. Kontynent zamieszkują przedstawiciele różnych ras dobrze znanych miłośnikom fantastyki, dzięki czemu stworzono całkiem wiarygodne ekosystemy.
Produkcja jest dopracowana wizualnie i dźwiękowo, co sprawia, że świat łatwo wciąga i zachwyca detalami. Projekty postaci głównych i pobocznych, a nawet zwierząt, są pełne detali, a po przełączeniu widoku na pierwszoosobowy łatwo się w nich zatracić. Muzyka opiera się na charakterystycznych dla gatunku fantasy brzmieniach, które wpadają w ucho. I niestety, na tym kończą się największe zalety gry, a problemy zaczynają się uwidaczniać.
Pearl Abyss
Największy zarzut mam do fabuły, bo wyzwania, które powinny spajać otwarty świat, zawodzą najbardziej. Przez pierwsze godziny stawiamy czoła typowym aktywnościom w stylu "przynieś, podaj, pozamiataj", które sprawiają, że początek przypomina rozbudowany samouczek i trudno nie poczuć lekkiego rozczarowania. Większość zadań fabularnych jest wyjątkowo przyziemna i znacznie odbiega od efektowności zaprezentowanej w materiałach promocyjnych. Dopiero po mniej więcej dwunastu godzinach historia powoli zaczyna się rozkręcać.
Główny wątek, podzielony na rozdziały, pozostaje liniowy, lecz składające się na niego etapy sprawiają wrażenie losowych i brakuje między nimi płynności. To pomysły, które sprawdziłyby się jako aktywności poboczne, ale jako trzon fabuły wypadają po prostu blado i nie oddają potencjału świata. Oliwy do ognia dolewa fakt, że część polskich tłumaczeń została przygotowana niedbale, przez co miejscami gubi się sens zadań, komentarzy czy powiadomień.
Pearl Abyss
Problemem jest realizacja niektórych wyzwań. Nie zawsze wiadomo, czy to niedopatrzenia twórców, czy celowy element projektowy. Zdarza się, że mimo osiągnięcia celu inną drogą niż sugerowana, gra uznaje próbę za nieudaną, co potrafi frustrować. Do tego dochodzą kwestie techniczne – tytuł wielokrotnie zawieszał się przy starcie na PC i Asus ROG Ally X, mimo że spełniały one wymagania sprzętowe. Warto też zaznaczyć, że pierwsze uruchomienie gry bywa wyjątkowo uciążliwe, ponieważ ekrany ładowania są horrendalnie długie.
A walka? Choć trailery mocno ją eksponują, początkowo jest jej zaskakująco mało. Najczęściej do starć wystawiałam Kliffa, który może korzystać z broni białej oraz dystansowej. Po uważnej lekturze drzewka umiejętności postawiłam na widowiskową walkę dwoma mieczami, opartą na efektownych kombinacjach, które robią wrażenie, ale nie zawsze są równie skuteczne. Najczęściej walczymy z grupami przeciwników, i tu kluczowa jest zwinność i refleks, podczas gdy starcia z bossami wymagają zupełnie innego podejścia, którego czasem trzeba się wyuczyć. Problem w tym, że okazji do szlifowania umiejętności jest stosunkowo niewiele, przez co starcia z wymagającymi przeciwnikami mogą wywoływać frustrację. Poziom trudności bywa nierówny, a gdy utkwimy na danej misji, pozostaje powtarzanie jej do skutku.
Pearl Abyss
Gra oferuje bardzo wiele opcji sterowania. Rozbudowane combosy w pojedynkach, wymagające wciskania kilku przycisków naraz nie są niczym nowym ani specjalnie ekscytującym. Zdecydowanie gorzej wypadają one jednak przy eksploracji świata. Przesyt dostępnych opcji sprawia, że mechaniki gry mogą być nadmiernie skomplikowane i nieprzystępne dla nowych graczy.
"Crimson Desert" to tytuł pełen sprzeczności i na razie mam z nim spory problem. Z jednej strony dostajemy fantastyczną piaskownicę, którą tak łatwo się zachwycić, z drugiej niedopracowane misje skutecznie studzą entuzjazm. Zawartości nie brakuje i zabawa może ciągnąć się jeszcze długo po premierze, ale całość sprawia wrażenie niewykorzystanego potencjału. Wystarczyłoby lepiej rozegrać początek i dorzucić więcej widowiskowych scen znanych z trailerów, by od pierwszych minut przykuć uwagę gracza i wciągnąć go w świat gry. Tymczasem brakuje obiecanej "marchewki na kiju", która pociągałaby gracza do dalszej eksploracji i motywowała do kontynuowania przygody.