Recenzja filmu Patryk (2018)
Mandie Fletcher

Komedia romantyczna pod psem

Wielka szkoda, że twórcy wykorzystują tytułowe zwierzątko do zaledwie kilku gagów. Zwłaszcza że poza nimi nie mają widzom za wiele do zaoferowania. Po scenach, w których mopsik poluje na kota ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Patryk (2018)
Naukowcy jeszcze tego nie udowodnili, ale w przyrodzie mnóstwo jest dowodów na to, że gdy tylko przed oczami stają nam słodkie zwierzątka, nasze mózgi zamieniają się w różową galaretkę  i wszystko dookoła przestaje mieć znaczenie. Tę zbiorową przypadłość łatwo wykorzystać w kinie – jeden urokliwy piesek potrafi przysłonić największe filmowe wykroczenia. Mając w rękawie tak cenną kartę w postaci urodziwego pyszczka tytułowego pieska, twórcy "Patryka" zdecydowali się jednak postawić na miny i grymasy… ludzkiej bohaterki. Nie muszę chyba tłumaczyć, że to nie to samo.


Główną bohaterką filmu jest blondwłosa Sara, która właśnie została porzucona przez chłopaka, a zaraz potem umiera jej babcia. Podczas odczytu ostatniej woli nieboszczki okazuje się, że ta miała niemałe poczucie humoru – swojego ukochanego mopsika Patryka zostawiła właśnie Sarze – postrzeganej przez całą rodzinę za najmniej odpowiedzialną i najbardziej nieuporządkowaną. Na domiar złego dziewczyna już wkrótce zaczyna pracę na pełen etat jako nauczycielka, właściciel jej mieszkania nie toleruje zwierząt, a sam Patryk bardzo źle znosi samotność. Sara staje na głowie, by jej życie się nie rozpadło.

Wielka szkoda, że twórcy wykorzystują tytułowe zwierzątko do zaledwie kilku gagów. Zwłaszcza że poza nimi nie mają widzom za wiele do zaoferowania. Po scenach, w których mopsik poluje na kota bądź rozszarpuje z rozpaczy pół mieszkania – co służy jedynie do nakreślenia godnej pożałowania sytuacji głównej bohaterki – uwaga twórców zostaje przekierowana na miłosne rozterki Sary. Tym samym z kina familijnego "Patryk" zamienia się w komedię romantyczną. Fakt, że film nieoczekiwanie przestaje być propozycją "dla całej rodziny”, nie jest jednak najistotniejszy. Gorzej, że "Patryk" wcale się nie sprawdza jako historia w stylu "Bridget Jones".


Sara pod wieloma względami przypomina kultową bohaterkę Renée Zellweger. Problem w tym, że grająca właścicielkę mopsa Beattie Edmondson robi wszystko, by uczynić swoją postać jeszcze bardziej nieporadną i nieatrakcyjną, niż starała się to zrobić Zellweger. W efekcie Edmondson, będąc piękną dziewczyną, przybiera pokraczne pozy i robi odstręczające miny. Wszystko, by nas rozśmieszyć i przekonać, że jest zwyczajną dziewczyną. Niestety, i tak jej się to nie udaje. Zamiast tego budzi jedynie irytację i zakłopotanie.

Niewykluczone, że wyrozumiali widzowie dostrzegą w tych aktorskich wygibasach i wygłupach coś zabawnego. Przypuszczalnie publikę rozśmieszy nawet kilka trafionych żartów (na plus da się na przykład policzyć rolę ucharakteryzowanej nie do poznania Jennifer Saunders – prywatnie matki Edmondson). Kto wie, być może film Mandie Fletcher robiłby lepsze wrażenie bez nieznośnego polskiego dubbingu? Niestety, dystrybutor nie dał widzom szansy, by się o tym przekonać. Pozostaje mi więc ocenić to, co widziałam – a tego nawet słodki mopsik nie ratuje. 
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 100% uznało tę recenzję za pomocną (8 głosów).
Dorota Kostrzewa
ocenia ten film na:
1 10 4/10 ujdzie