Recenzja filmu Przemytnik (2018)
Clint Eastwood

Narcos: Emeryci

Choć nie wszystko, co związane z przestępczą działalnością, zostało pokazane w "Przemytniku" w sposób pozytywny, to jednak wyraźnie wyczuwany jest lekki ton i dystans reżysera. ...
Filmweb sp. z o.o.
Niech będą błogosławione kartele! Zaprawdę są ostatnią deską ratunku dla pokrzywdzonych i porzuconych przez państwo. Gdy banki, urząd skarbowy odbierają ostatni grosz, wyrzucają ludzi na bruk i traktują ich jak śmieci, kartele wyciągają pomocną dłoń. Owszem, one też nie szanują pokrzywdzonych, ale przynajmniej dają żywą gotówkę, która zmienia wszystko.

photo.title

Kiedy spotykamy Earla Stone'a (Clint Eastwood) po raz pierwszy, jest duszą towarzystwa i gwiazdą hermetycznego światka hodowców kwiatów ozdobnych. Roślinom poświęcił całe swoje życie, złożył w ofierze nawet własną rodzinę. Ale w jego oczach było warto: miał pieniądze, szacunek i sławę (nawet jeśli tę ostatnią w bardzo małym gronie). Cięcie. Kilka lat później. Earl jest nikim. Jego biznes upadł. Dom przejął bank. Rodzina, poza wnuczką, nie odzywa się do niego. I wtedy pojawia się dar z niebios: grupa Meksykanów chce, by przewiózł paczkę z punktu A do punktu B. Earl w mgnieniu oka zarabia więcej pieniędzy, niż miał w ręce przez ostatni rok. To, co miało być jednorazową fuchą, wkrótce staje się jego pełnoetatowym zadaniem. Każdy kolejny transport przynosi mu więcej pieniędzy, dzięki którym może pomóc wnuczce, kumplom i znów stać się poważanym, wielbionym członkiem społeczności.

Choć nie wszystko, co związane z przestępczą działalnością, zostało pokazane w "Przemytniku" w sposób pozytywny, to jednak wyraźnie wyczuwany jest lekki ton i dystans reżysera. Film Eastwooda przypomina pod tym względem takie produkcje, jak "Rekiny wojny" czy "Barry Seal: Król przemytu". Różni się od nich jedynie intensywnością. "Przemytnik" nie jest tak rozhisteryzowany, głośny i efekciarski. Eastwood opowiada historię Earla lekko, ale spokojnie. Pojawiają się różne zabawne gadżety (jak choćby pozłacana broń ludzi kartelowego bossa), ale zdają się pełnić funkcję ornamentów.

photo.title

Dzieje się tak po części dlatego, że równolegle do wątku przemytniczego rozwijana jest historia starca mającego ostatnią okazję, by odzyskać rodzinę. Ta część filmu wymagała intymności i wyciszenia, ponieważ poruszane są wątki wieloletniego cierpienia i żałoby. Eastwood z wielką wprawą łączy obie historie w całość o spójnej tonacji emocjonalnej.

"Przemytnik" nie jest z całą pewnością kinem wielkim, ale i tak zaskakuje. Eastwood potrafi i wzruszyć, i rozśmieszyć. Sięga po sprawdzone przez siebie pomysły na konstrukcje bohaterów (Earl mógłby być bratem Walta z "Gran Torino"). Bez skrupułów ignoruje moralne implikacje zachowań protagonisty. Nie boi się ckliwości i naiwności, wierząc, że sympatyczne postacie z ciekawie pokazanymi interakcjami zneutralizują wszelkie negatywne skutki przesadnych uproszczeń. I ma rację. Bradley Cooper jako agent DEA, Andy Garcia wcielający się w przestępczego bossa, Ignacio Serricchio grający jednego z kartelowych żołnierzy czy Dianne Wiest w roli żony sprawiają, że całość zyskuje urok i pozostawia po sobie przyjemne wrażenie.

Przede wszystkim jednak siłą "Przemytnika" jest sam Clint Eastwood. Earl nie jest w żadnej mierze wybitną kreacją. Ale sama jego obecność na ekranie uświadamia, jak bardzo tęsknimy za Eastwoodem-aktorem i nie jesteśmy gotowi na pożegnanie się z nim. To zaś doskonale wpisuje się w nostalgiczny ton finału "Przemytnika". I stanowi godne pożegnanie się gwiazdora z fanami jego twórczości. Pozostaje trzymać kciuki, że jego najnowszy film nie będzie ostatni.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 81% uznało tę recenzję za pomocną (63 głosy).
Marcin Pietrzyk
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)