Recenzja filmu Martwa cisza (2007)
James Wan

Powiew klasyki

Film "Martwa cisza" reklamowany jest jako nowe dzieło autorów "Piły". Reklama ta jest mocno myląca, choć przecież prawdziwa – autorami filmu rzeczywiście są twórcy pierwszej części opowieści o ...
Filmweb sp. z o.o.
Film "Martwa cisza" reklamowany jest jako nowe dzieło autorów "Piły". Reklama ta jest mocno myląca, choć przecież prawdziwa – autorami filmu rzeczywiście są twórcy pierwszej części opowieści o niezmordowanej krucjacie Pana Zagadki. Jednak "Piła", podobnie jak choćby dzieła Rotha, to przykład współczesnego horroru skoncentrowanego przede wszystkim na wymyślaniu i pokazywaniu jak najbardziej widowiskowych sposobów uśmiercania ludzi. Z takim horrorem "Martwa cisza" nie ma nic wspólnego. I całe szczęście. Obraz Jamesa Wana pozytywnie mnie zaskoczył. To klasyczna opowieść grozy, gdzie istotniejszy jest klimat, nie zaś posoka.

Bohaterem filmu jest młody chłopak, który pewnego dnia otrzymuje lalkę brzuchomówcy, a zaraz potem ginie jego żona. Chcąc wyjaśnić jej śmierć powraca do domu i zaczyna węszyć wokół starej legendy o Mary Shaw – brzuchomówczyni sprzed prawie 70 lat, którą do dziś w miasteczku straszy się małe dzieci. Bohater szybko przekonuje się, że za tymi bajkami kryje się okrutna prawda, a jej rezultatem jest niezaspokojona żądza zemsty.

"Martwa cisza" przypomina horrory z lat 50. i 60. Gotyckie budowle, posępne opuszczone miasteczka, obowiązkowa mgła i pioruny. Wan wykorzystuje cały arsenał tradycyjnej opowieści grozy i na naszych oczach przyobleka ją w nowoczesne szaty. Rezultat jest zaskakująco pozytywny, choć rzecz jasna film nie jest żadnym arcydziełem. Film przypadnie do gustu przede wszystkim fanom czarno-białych opowieści o nawiedzonych domach, opuszczonych rezydencjach i tajemnicach skrywanych przez całe dziesięciolecia.

Mocną stroną całego przedsięwzięcia są zdjęcia Johna R. Leonettiego oraz montaż Michaela N. Knue'a. Kilka sekwencji, jak choćby ta z pogrzebu, to prawdziwe cacuszka, które i w obrazie bardziej 'artystycznym' robiłyby spore wrażenie. Jest też coś intrygującego w przewodnim motywie muzycznym, przywodzącym na myśl klasykę horroru, a jednak zmienioną, zmiksowaną w nową jakość. Widać wyraźnie, że "Martwą ciszę" zrealizowali pasjonaci, co z całą pewnością docenią koneserzy gatunku.

Polskie wydanie DVD to nie tylko film, ale również dodatki. Otrzymujemy alternatywny początek, a przede wszystkim alternatywne zakończenie, z którego dowiedzieć się możemy kilku ciekawostek na temat bohaterów. Są sceny usunięte i materiał o realizacji filmu. Dodano również krótki materiał o złowrogiej i tajemniczej Mary Shaw, co daje okazję przyjrzenia się jej odtwórczyni, Judith Roberts, bez charakteryzacji. Jest również specjalny dodatek, w którym możemy prześledzić pracę fachmanów od efektów specjalnych. Na przykładzie jednej sceny pokazane zostały kolejne etapy dochodzenia do ostatecznego rezultatu. Przydałby się do tego komentarz, ale i samo w sobie wielu na pewno zaciekawi.

Film dostępny jest w trzech wersjach audio i w siedmiu wersjach z napisami. Niestety spolszczony jest tylko sam film, zatem dodatki w pełni docenią tylko ci, którzy znają angielski. Jest to jednak jedyne zastrzeżenie, jak mam do wydania.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 87% uznało tę recenzję za pomocną (94 głosy).
Marcin Pietrzyk
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły

przeczytaj również recenzje użytkowników (3)