Rozum podpowiada mi, że problemy z rytmem zabawy, niewielkie zróżnicowanie poziomów oraz kontrowersyjny pomysł na powrót Ryu Hayabusy mogą nieco hamować impet, z jakim produkcja Platinum Games
Ze wszystkich chwil narracyjnego bezwstydu w serii "Ninja Gaiden" najcieplej wspominam scenę z drugiej części gry – rzecz na poziomie zapałki i pustyni z "Lawrence’a z Arabii", if you ask me. Oto odziany w czerń arcymistrz ninjutsu Ryu Hayabusa kończy prać na kwaśne jabłko miotającego piorunami demona u podnóża Statui Wolności, by nagle otrzymać desperackie wezwanie o pomoc: po ulicach Wenecji ganiają wilkołaki! Puf, bomba dymna, jedna sklejka montażowa dalej i już tłuczemy włochatego człekoluda przy postoju vaporetto. Tak to się robi w słonecznej Italii. Albo w Nowym Jorku. Czyli – w Japonii.
Xbox Game Studios
Platinum Games
Team Ninja
Za te miniaturowe arcydzieła kampu powinniśmy dziękować nieodżałowanemu Tomonobu Itagakiemu, największej gwieździe rocka wśród twórców gier wideo. Zmarły niedawno artysta pozostawił po sobie piękne dziedzictwo – tradycję ultratrudnych naparzanek, w których szatkujemy mięso, miażdżymy kości, miotamy smocze kule i traktujemy rakiety ziemia-powietrze niczym upierdliwe muchy. Słowem: robimy wszystko, czego nie zrobiłby żaden szanujący się ninja.
Xbox Game Studios
Platinum Games
Team Ninja
Itagaki nie dożył premiery, zmarł w wieku 58 lat. I choć przy serii nie pracował od wielu lat (ostatnim sygnowanym przez niego tytułem była oryginalna wersja "Ninja Gaiden II” z 2008 roku), byłby nową grą zachwycony – jeśli nie z powodu jej wysokiej jakości, to z racji otaczającej ją popkulturowej narracji. Podobnie jak kilka innych tytułów prosto z pieca, od "Battlefield 6" po "Hollow Knight: Silksong", produkcja płynie na fali nostalgii za "starymi dobrymi czasami", w których gry były uwolnione spod wielowektorowej presji rynku. I, zazwyczaj, oddzielały niedzielnych graczy od legend blokowiska.
Xbox Game Studios
Platinum Games
Team Ninja
Ryu Hayabusa nie znieważa diabelskiego pomiotu chamskimi odzywkami jak Dante z "Devil May Cry". Nie wodzi anielskich legionów na pokuszenie niczym rozerotyzowana wiedźma Bayonetta. Jeśli jednak chodzi o barometr zajebistości, wskazówka i tak wybija poza skalę. To zimny jak głaz profesjonalista i mistrz morderczego fachu; człowiek niewielu słów i wielu uczynków; w nowej grze celowo zestawiony z zapalczywym żółtodziobem – Yakumo.
Xbox Game Studios
Platinum Games
Team Ninja
Większość gry spędzimy w skórze młodzika z konkurencyjnego klanu Kruków. I jako że podobne przesunięcie akcentów jest zdradą o świcie, zamachem na fandom i Bóg wie czym jeszcze, w internecie trwa już Wiosna Ludów. Jej uczestnikom, a zwłaszcza prowodyrom tradycyjnie zalecam zimny kompres na czoło. Nasz ulubieniec Ryu jest w "Ninja Gaiden 4" grywalną postacią, a przy okazji – szacowną figurą Starego Mądrego Psa. Obcujemy z nim na tyle długo, by zabrał nas do krainy pacholęcych fascynacji. I na tyle krótko, by w symbolicznym geście przekazał pałeczkę Yakumo.
Xbox Game Studios
Platinum Games
Team Ninja
Sama fabuła jest raczej pretekstowa, w czym nie dostrzegam grzechu ciężkiego. Choć gatunek „hack & slash” pozostaje zaskakująco pojemny, jeśli idzie o mitologiczno-kulturoznawcze inspiracje, bazą pożywnego śniadania są proste scenariopisarskie wytrychy. Czasem wystarczy uzasadnić obecność gracza w miejscu krwawej młócki. Kiedy indziej warto postraszyć go starożytnym bóstwem albo nakręcić kilkoma zdaniami o cnotach szlachetnych ludzi.
Xbox Game Studios
Platinum Games
Team Ninja
Przeszkadza mi natomiast fakt, iż globtroterskie przygody ograniczono do minimum. Akcja rozgrywa się w Tokio dalekiej przyszłości i poza zapośredniczoną w cyberpunku estetyką, która pasuje do serii jak każda inna, niewiele tu atrakcji. Deszcz zacina, para bucha z kominów, neony rozświetlają miejski labirynt, a etapy umiejscowione w leśnych ostępach lub aseptycznych laboratoriach sprawdzają się jako narracyjne kontrapunkty. Brakuje mi jednak wykwitów dzikiej wyobraźni Itagakiego, żonglerki stylistykami, miejscówkami, nastrojami. Poziomy są zbyt duże, architektonicznie ubogie i mimo intrygujących mechanik eksploracji niewiele się w nich dzieje.
Xbox Game Studios
Platinum Games
Team Ninja
Zrzucę ten feler (czy raczej – świadomą decyzję artystyczną) na barki studia Platinum Games. To pierwsza gra w historii cyklu, w której Team Ninja połączyło siły z innym deweloperem. Zmodyfikowany system rankingowy, mnogość buildów oraz rozmaitych przedmiotów ułatwiających walkę, a także zestaw prostych misji pobocznych to domena twórców "Bayonetty" i "Vanquisha". Feeling samych pojedynków kojarzy się natomiast z dokonaniami Team Ninja, nawet pomimo faktu, że gra pracuje na "domowym" silniku Platinum. Znajomy dreszczyk poczujecie wraz z pierwszą odciętą kończyną i zablokowanym ciosem.
Xbox Game Studios
Platinum Games
Team Ninja
Opowieść o systemie walki wypadałoby zacząć od końca: jest najlepszy. A teraz detale: jest skomplikowany. Jako Yakumo mamy do dyspozycji arsenał czterech broni. Każda z nich oferuje inne możliwości ofensywne i zarazem funkcjonuje w dwóch trybach: jako kawał żelastwa, którym fechtujemy w tradycyjnych starciach, oraz jako nasycony magią krwi oręż specjalny, którego używamy po nabiciu specjalnego paska. Gra premiuje ciągłą żonglerkę atakami, kontrami oraz ciosami specjalnymi w obydwu wariantach. A ponieważ wrogowie, poza rozbudowanym repertuarem zwykłych szlagów i ciągnących się w nieskończoność combosów, posiadają sygnalizowane ataki, cała zabawa zamienia się w ekscytującą zgadywankę. Postawić na pewny blok czy lepiej skontrować nadciągający atak? Spożytkować pasek na serię dewastujących uderzeń czy odłożyć go na trudniejsze czasy? Wejść w tryb Ręka Noga Mózg na Ścianie i nękać wrogów błyskawicznymi cięciami, a może odpalić giga-turbo-duper finiszera i pójść na fajrant?
Xbox Game Studios
Platinum Games
Team Ninja
Za sprawą obłędnej liczby kombinacji oraz rozbudowanej mechaniki parowania i kontrowania ciosów "Ninja Gaiden 4" ma więcej wspólnego z bijatyką niż z tradycyjną grą akcji (uprzedzając pytania – TAK, w glorii i chwale wracają Izuna Drop, Flying Swallow oraz Gilotyna). Liczba napierających przeciwników, ich nieposkromiona agresja oraz siła, z którą biją, wymusza jednak na graczu dwutorowe myślenie: nie tylko o zagrożeniu przed oczami, ale i o przestrzeni dookoła. Nie ma zmiłuj – ekran wygląda zazwyczaj jak sylwestrowe niebo, zagrożenie nadciąga z pięćdziesięciu stron świata i nawet szeregowi siepacze potrafią przyfasolić na tyle mocno, by nasza sytuacja stała się dramatyczna. Gdy dodacie do tego potężnych szefów, bonusowe starcia na specjalnie dedykowanych arenach oraz wracających oknem żartownisiów z misji pobocznych, marzenia o bezstresowej rozrywce możecie odłożyć na później.
Xbox Game Studios
Platinum Games
Team Ninja
Obłędne tempo przesuwa zabawę w niegościnne dla casualowych graczy rejony. Bez względu na to, czy mówimy o kolejnych potyczkach, czy o świetnie zaimplementowanych elementach platformowych, normą jest 60 (lub 120) klatek na sekundę. I choć gra oferuje znacznie łatwiejsze tryby zabawy, to nie da się ukryć, że najwięcej frajdy dają starcia z bezlitosną maszyną. Gracze odchowani na wikcie z "Dark Soulsów" połamią sobie zęby na pysznościach upichconych przez Platinum Games. Tu nikt nie czeka na swoją kolej, nie potrzebuje ochłonąć po stu dwudziestu ciosach na oślep, nie pozwala w spokoju zażyć lekarstwa. To świat, w którym wszystko jest naddźwiękowym pociskiem balistycznym. A wy zawsze stoicie na drodze.
Xbox Game Studios
Platinum Games
Team Ninja
Wkraczający na scenę w trzecim akcie Ryu Hayabusa stanie się źródłem największej polaryzacji wśród fanów. Przydzielono mu rolę aktora drugoplanowego we własnym spektaklu, podarowano zaledwie jedną broń (wraz z zestawem czarów) i wrzucono w sam środek zaliczonych już etapów. Nie będę kłamał – lubię podobne psikusy, zwłaszcza w kontekście tak długich i nierównych serii. Czuję też, że pozostanę w swoim szacunku dla artystycznego ryzyka odosobniony. Uczulam jednak, że jeśli w przeciągu kilku lat "Ninja Gaiden 4" okaże się katalizatorem renesansu hardkorowych „hack’n’slashów”, będziecie mieć głupie miny.
Xbox Game Studios
Platinum Games
Team Ninja
Rozum podpowiada mi, że problemy z rytmem zabawy, niewielkie zróżnicowanie poziomów oraz kontrowersyjny pomysł na powrót Ryu Hayabusy mogą nieco hamować impet, z jakim produkcja Platinum Games wpada na skostniały rynek. Tymczasem napompowane adrenaliną serce płonie bezwarunkową miłością. "Ninja Gaiden 4" wydarło je ze mnie wraz z trzewiami. Takich gier, najzwyczajniej w świecie, już się nie robi.
Michał Walkiewicz - krytyk filmowy, dziennikarz, absolwent filmoznawstwa UAM w Poznaniu. Laureat dwóch nagród PISF (2015, 2017) oraz zwycięzca Konkursu im. Krzysztofa Mętraka (2008). Stały... przejdź do profilu