Recenzja filmu Listy do M. (2011)
Mitja Okorn

Prezent na Święta

Pod względem zdjęć, scenografii i ścieżki dźwiękowej "Listy do M." są cukiereczkiem. Idealny prezent dla oczu zmęczonych jesienną szarówką.
Filmweb sp. z o.o.
Choć do Gwiazdki zostało jeszcze półtora miesiąca, z wystaw sklepowych już straszą nas starcy w czerwonych kubrakach, a z głośników płynie upiornie słodka melodia "Last Christmas". Sprzedawcy nie próżnują – święta to przecież najlepsza okazja do opychania towarów. Za ich przykładem poszła telewizja TVN, wpuszczając w listopadzie do kin bożonarodzeniową komedię romantyczną "Listy do M.". Film Mitji Okorna jest jak stół zastawiony dwunastoma tradycyjnymi wigilijnymi potrawami. Barszcz z uszkami zastępuje Maciej Stuhr, dublerką kutii jest słodka Katarzyna Zielińska, zaś karpia godnie reprezentuje sztywny jak rybia ość Paweł Małaszyński. Miejsce dla zbłąkanego wędrowca zajął dawno niewidziany na dużym ekranie Wojciech Malajkat.

Jak to z wigilijnym menu bywa, nie wszystkie dania są jednakowo smaczne. Sprawdza się wątek złego Mikołaja (świetny Tomasz Karolak), który cały boży dzień spędza na poszukiwaniach skradzionej komórki. Podoba mi się historia owdowiałego prezentera radiowego (Stuhr) zmuszonego odbębnić świąteczny dyżur, zamiast spędzić wieczór z synem.  Poruszająca jest też opowieść o policyjnym negocjatorze (Adamczyk) próbującym ratować swoje małżeństwo. Niestrawnie robi się w chwilach, gdy twórcy zamieniają "Listy" w reklamówkę świątecznych gadżetów albo każą Agnieszce Wagner ogrywać stereotyp królowej śniegu (nie bójcie się – miłość roztopi i jej lodowate serduszko). Z kolei Roma Gąsiorowska mogłaby wreszcie zrezygnować z min i tonu głosu charakteryzujących pacjentów oddziału zamkniętego.  

Święta to czas, gdy powinno się wybaczać bliskim ich słabości. Nie będę więc narzekał na to, że snując fabularne nitki, scenarzyści "Listów" zbyt mocno inspirowali się klasycznym wielowątkowym "To właśnie miłość".  Ledwie wspomnę także o paru drętwych jak kazanie na pasterce dialogach. Ważniejsze, że polska produkcja emanuje bożonarodzeniową aurą i bywa autentycznie zabawna. Pod względem zdjęć, scenografii i ścieżki dźwiękowej "Listy do M." są cukiereczkiem – warszawska Arkadia wygląda na ekranie jak Harrods, a Warszawa może pretendować do miana najelegantszej  stolicy świata. Idealny prezent dla oczu zmęczonych jesienną szarówką.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 58% uznało tę recenzję za pomocną (359 głosów).
Łukasz Muszyński
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (4)