Recenzja filmu Król (2019)
David Michôd

Samotność na szczycie

Michôd portretuje średniowieczną Anglię bez cienkiej choćby warstwy pudru. Oglądając niedomyte ciała, ropiejące rany oraz zalegające na ulicach nieczystości, ma się wrażenie, że lada chwila z ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Król (2019)
Król nie ma przyjaciół. Ma tylko zwolenników i wrogów – słyszy w jednej ze scen tytułowy bohater filmu Davida Michôda, Henryk (Timothée Chalamet). Młodzian jeszcze do niedawna spędzał czas w gospodach, osuszając kolejne dzbanki wina wraz ze swoją wierną kompanią. Teraz musi jednak przejąć schedę po ojcu i wstąpić na tron Anglii. Nowy monarcha próbuje nie zagubić się w gąszczu dworskich intryg. Nie wie jednak, komu ufać, a kogo trzymać na dystans albo umówić na natychmiastowe spotkanie z katowskim toporem. Korona zaczyna ciążyć chłopakowi jeszcze bardziej, gdy okazuje się, że władca Francji nasłał na niego płatnego mordercę. Jeśli Henryk nie zareaguje, wyjdzie na słabeusza. Jeśli jednak postąpi w myśl zasady "ta zniewaga krwi wymaga", popchnie kraj w stronę wyniszczającego konfliktu.

Zrealizowany na motywach kronik Szekspira "Król" to opowieść o tym, że dziedzictwo przodków bywa często niechcianym bagażem, który przeznaczenie każe nam wziąć na barki. To także film o brutalnej logice męskiego świata, w którym przemoc jest najprostszym (i często jedynym) sposobem na radzenie sobie z problemami, co w efekcie prowadzi do serii niepotrzebnych tragedii. W tej mrocznej, skąpanej w krwi historii światełkiem w tunelu wydaje się przyjaźń między Henrym a Falstaffem – niegdyś zawołanym żołnierzem, dziś obrastającym w tłuszcz próżniakiem bez grosza przy duszy. Grany przez znakomitego Joela Edgertona bohater wnosi do historii humor, a zarazem pełni w niej rolę moralnego kompasu. W przeciwieństwie do młodego króla rozumie bowiem, że wojna nie ma w sobie nic szlachetnego, a za kościelnymi sztandarami i podniosłymi frazesami płynącymi z ust doradców kryje się wyłącznie brudna polityczna gra.

Michôd portretuje średniowieczną Anglię bez cienkiej choćby warstwy pudru. Oglądając niedomyte ciała, ropiejące rany oraz zalegające na ulicach nieczystości, ma się wrażenie, że lada chwila z ekranu wybije niewyobrażalny fetor. Podobny brak romantyzmu widać również w inscenizacji pojedynków i scen batalistycznych. Twórca "Królestwa zwierząt" do spółki z operatorem Adamem Arkapawem ("Makbet") w konfrontacjach odzianych w ciężkie zbroje samców widzi wyłącznie makabryczną odmianę meczu rugby. Spore pole do popisu ma tu Chalamet, który po rolach w "Tamtych dniach, tamtych nocach" oraz "Moim pięknym synu" kojarzył się raczej z postaciami kruchych wrażliwców. W "Królu" młody aktor sieje postrach, przerabiając wrogów przy pomocy mieczy i sztyletów na posiłek dla wron. W filmie Michôda pyszny epizod zalicza również Robert Pattinson jako następca tronu Francji, Louis – śliski dandys-sadysta obrzucający adwersarzy wymyślnymi inwektywami. Sceny z jego udziałem to w większości komediowe perły będące kolejnym dowodem na to, jak wszechstronnym aktorem potrafi być gwiazdor "Cosmopolis".

Reżyserowi udało się tchnąć nową energię w znaną od setek lat opowieść o moralnych dylematach władcy oraz cenie, jaką płaci on za bycie panem życia i śmierci. "Król" to film ambitny, a zarazem rozrywkowy: pozbawiony męczących dłużyzn, zainscenizowany z rozmachem, zagrany i zrealizowany nowocześnie. Mierzy się z Szekspirem na własnych zasadach: wyciąga z niego esencję, dodając swój styl. Korona Henryka V nie jest pokryta patyną.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 96% uznało tę recenzję za pomocną (52 głosy).
Łukasz Muszyński
ocenia ten film na:
1 10 8/10 bardzo dobry
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię