Recenzja filmu Sex Pistols: Wściekłość i brud (2000)
Julien Temple

Spowiedź buntowników

I am an Antichrist, I am an Anarchist... - śpiewał kiedyś Johnny Rotten, wokalista Sex Pistols. Anarchiści, buntownicy - tego typu epitety przylgnęły do zespołu na długie, długie lata. Media ...
Filmweb sp. z o.o.
I am an Antichrist, I am an Anarchist... - śpiewał kiedyś Johnny Rotten, wokalista Sex Pistols. Anarchiści, buntownicy - tego typu epitety przylgnęły do zespołu na długie, długie lata. Media kształtowały ich obraz bardzo tendencyjnie, ignorując to, co zespół sam miał do powiedzenia. Ważny był skandal i łamanie wszelkich stereotypów i praw. Ważne było to, że Rotten pluje na scenie (co było zresztą wynikiem jego kłopotów z zatokami) i ośmiela się mówić słowo "pieprzyć" w telewizji. Określono ich jako pozbawionych Boga nihilistów, podburzających do buntu i anarchii, namawiających do narkomani i wywołujących burdę za burdą. Malcolm McLaren, manager zespołu popędzał jeszcze tę machinę, działając według hasła "im głośniej, tym lepiej". Prasa sama podkręcała jeszcze śrubę i kiedy zespół nie dostarczał odpowiedniej ilości skandali, były one zmyślane. Nagonka w mediach doprowadziła do tego, że nie chciano organizować grupie występów na żywo, promotorzy wycofywali się ze współpracy, a kolejne firmy fonograficzne zrywały kontrakty. Efekt był taki, że zespól przetrwał tylko 26 miesięcy i wydał tylko jedna płytę.

Sex Pistols stał się jednak jednym z najbardziej wpływowych i najbardziej rozpoznawalnych zespołów w historii muzyki, ogłosił koniec ery nabrzmiałego, nudnego rocka. Zdołał przekonać, że nie trzeba grac 20-minutowych solówek na perkusji, aby przekazać coś, co jest warte słuchania. Byli wyzywający i prowokujący. Ale wynikało to z ich zawziętej i wytrwałej obrony prawa do indywidualizmu i postawy kwestionującej system. Nie było jednak ich zamiarem robienie rewolucji społecznej. Ideą było raczej przeforsowanie własnych, indywidualnych opinii do głównego nurtu. Ideą była też po prostu zabawa, byli paczką młodych ludzi, którzy chcieli się po prostu dobrze bawić. Skoro nikt inny nie grał muzyki, która oni chcieli słuchać, zaczęli ją grać sami.

Nie śpiewali jednak o miłości. Śpiewali cyniczne teksty o przedmieściach, represjach, nienawiści i agresji. Faktem jest, że to, co nadawało zespołowi charakter, to fakt bycia młodym i bycia złym i niezadowolonym ze swoich widoków na przyszłość.

Bardzo dużą rolę odgrywała ówczesna sytuacja w Anglii - ekonomiczna i społeczna. Właśnie z niej narodził się punk. Była to odpowiedź na bezrobocie wśród młodzieży, na osiedla pełne biedy, na góry śmieci piętrzące się na ulicach z powodu strajków służb miejskich, na wybuchy bomb IRA. A z drugiej strony na kreowanie modelu państwa szczęśliwego i narodowego samozadowolenia, którego symbolem stała się angielska królowa. Młodzi ludzie, pochodzący z klasy robotniczej, ubierający się ekscentrycznie nie z powodu mody, ale braku pieniędzy na nowe, nie podarte ciuchy, mocno przeżywali to, co się działo w ich kraju. Trzeba zrozumieć, że sposób wyrażania siebie miał tak samo dużo wspólnego z polityką i ekonomią, jak i samą muzyką. Nie ma przyszłości w marzeniach o Anglii, nie daj sobie wmówić, czego chcesz, nie daj sobie wmówić, czego potrzebujesz - śpiewali.

Film "Sex Pistols: wściekłość i brud" wszystko nam to pokazuje. Historia zespołu zostaje pokazana na tle anarchistycznego kolażu materiału zawierającego wiadomości, reklamy, prognozy pogody, teleturnieje. Na tle tego, czym żyła ówczesna Anglia. Film ukazuje głównie, jakie zdarzenia kryły się za histerycznymi nagłówkami w prasie, o tym jak zespół naprawdę funkcjonował, a raczej jak nie działał według tego, co się o nim mówiło i pisało.

Film ma bardzo antynarkotykowy charakter. Przez lata zespół kojarzony był z Sidem Viciousem, basistą i heroinistą, który oskarżony o zamordowanie swojej dziewczyny Nancy, czekając na proces, umiera z przedawkowania. (Historia ta opisana została zresztą w filmie "Sid i Nancy" z Garym Oldmanem). Słabość Sida do narkotyków odbiła się bardzo na wizerunku zespołu, nie była jednak pochwalana przez resztę grupy, która jednak nie potrafiła w porę zareagować i ocalić przyjaciela. To jeden z wątków, przy którym członkowie zespołu są w tym filmie niezwykle szczerzy. Pod koniec widz ma łzy w oczach. To ostatnia rzecz, jakiej można się spodziewać po filmie o Sex Pistols, ale to właśnie jest samo sedno - nigdy nie wiadomo, czego się po nich spodziewać, na tym polegała ich siła

Większość ujęć w filmie została wykorzystana wcześniej w obrazie "The Great Rock 'n' Roll Swindle", który Temple wyreżyserował w 1980 roku. Film ten był jednak materiałem autopromocji Malcolma McLarena, dzięki któremu mógł czuć się ważny i doceniony. Dzisiejszy film jest zaś historią zespołu, jego członków, ludzi, którzy naprawdę tworzyli jego filozofię i muzykę. Składa się głownie ze zdjęć archiwalnych, nigdy wcześniej nie pokazywanych zdjęć zespołu, włączając koncerty, próby, sesje nagraniowe, naturalne, zwykłe momenty, łącznie z legendarnym i bezcennym już dziś wywiadem z Sidem Viciousem tuż przed jego śmiercią. To wszystko przeplatane jest nowo sfilmowanymi wywiadami z czterema członkami zespołu. Nie zobaczymy jednak ich twarzy, tylko sylwetki. Po to, by nie odrywać widza od historii zespołu takiego, jakim był kiedyś - pełen energii, młodości i czystości przekazu.

To bardzo szczery film, łamiący pewne stereotypy i legendy krążące o zespole. To film nie dla fanów, nie dla 40-50-latków, którzy słuchali ich kiedyś. To film zrobiony z myślą o ludziach, którzy za czasów ich grania nosili agrafki nie w nosach, ale w pieluchach, by teraz poznali niezwykłą magię i siłę, jaką mieli Rotten i jego ekipa. By zmierzyli się z historią i mieli odwagę zmierzyć się ze swoim własnym światem, dyktującym im, co, z kim, jak i dlaczego. By przestali akceptować i mówili głośno o tym, co ich boli. Ale jednocześnie robili to mądrze i nie skończyli... jak Sid.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 100% uznało tę recenzję za pomocną (22 głosy).

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)