Recenzja filmu Yuma (2012)
Piotr Mularuk

To dobry chłopak był

Mularukowi udała się jedna rzecz – w tle opowiadanej przez niego historii widać, jak zmieniał się styl życia Polaków na przełomie lat 80. i 90.
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Yuma (2012)
Przełom lat 80. i 90. był w Polsce czasem transformacji – nie tylko polityczno-społecznej, ale i prywatnej, indywidualnej. O tej drugiej polscy twórcy opowiadali dotąd rzadko, a jeśli już, to w sposób kontrastowy: mieliśmy "Psy" Pasikowskiego – film traktujący zachodzące wówczas zmiany z odpowiednią powagą, były też "Młode wilki" o pierwszej miłości i młodzieńczej fascynacji gangsterskim stylem życia. W "Yumie" Piotra Mularuka ani "psy", ani "wilki" głosu jednak nie mają.

photo.title

Zyga jest pierwszym chłopakiem z przygranicznego Brzegu, który postanowił wyrwać się z popeerelowskiej beznadziei. Za namową przedsiębiorczej ciotki zaczyna szmuglować za niemiecką granicę tanie papierosy. Na miejscu – w rajskim Reichu – okazuje się, że dobrobytu jest tak dużo, że można brać go garściami i przywozić do Polski. Zyga zaczyna więc jumać. Co ważne, robi to nie tylko dla siebie; obdarowuje kradzionymi produktami całe miasto. Dzięki niemu brzydkie ulice Brzegu szybko zaczynają nabierać kolorów.

Na samym początku filmu twórcy służą cytatem z Wikipedii tłumaczącym, czym jest tytułowa "juma". Zachodnia pisownia tego słowa sugeruje jego wieloznaczność – "Yuma" odnosi się nie tylko do szabrów za zachodnią granicą, ale i westernu Delmera Davesa, a ponieważ jednemu z bohaterów kojarzy się ze słynnym więzieniem w Arizonie, jest też zapowiedzią tragicznych wydarzeń. Zydze nie straszne jednak złowieszcze sygnały. Jest jak Robin Hood wrażliwy na społeczną niesprawiedliwość. Zabiera przesadnie bogatym Niemcom, by dawać obrabowanym w czasie okupacji Polakom.

photo.title

Mularuk zadbał, żeby działania Zygi były odpowiednio umotywowane. Problem polega na tym, że nie są one wiarygodne, podobnie jak mało przekonujący jest w roli zuchwałego bohatera Jakub Gierszał. Jego delikatna twarz i wrażliwa natura nijak nie pasują do brutalnego świata podziemnych burdeli i rosyjskich mafiosów. Nie udała się też postać Katarzyny Figury – twarda z założenia burdelmama jest równie groteskowa, co w "Cudownym lecie", a i Kazimierz Mazur ze sztucznym wąsem śmieszy zupełnie przypadkowo. Najciekawszą postacią w "Yumie" jest więc rosyjski gangster grany przez Tomasza Kota – aktora, który potrafi uszlachetnić swoją kreacją nawet najsłabszy film.

Mularukowi udała się jedna rzecz – w tle opowiadanej przez niego historii widać, jak zmieniał się styl życia Polaków na przełomie lat 80. i 90.: od powszechnej biedy, przez pojawiające się na bazarze towary luksusowe, na które i tak nikogo nie było stać, po dwa mercedesy w garażu i trzy złote łańcuszki na szyi. To jednak trochę za mało, żeby ryzykować "Yumę" w kinowej sali.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 32% uznało tę recenzję za pomocną (449 głosów).
Dorota Kostrzewa
ocenia ten film na:
1 10 5/10 średni

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)

Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię