Recenzja filmu Piękna i bestie (2017)
Khaled Walid Barsaoui
Kaouther Ben Hania

W okowach beznadziei

"Piękna i bestie" zdumiewa solidnością wykonania i stopniem oddziaływania na emocje widza. Gwarantuję, że w obliczu tego, z czym zmagać się będzie bohaterka, z trudem będziecie w stanie spokojnie ...
Filmweb sp. z o.o.
Kino tunezyjskie rzadko dociera do Polski. Obraz Kaouther Ben Hanii może to jednak zmienić. Film jest doskonałą wizytówką kinematografii Tunezji i zapewne zachęci wiele osób do bliższego jej poznania.

"Piękna i bestie" zdumiewa solidnością wykonania i stopniem oddziaływania na emocje widza. Gwarantuję, że w obliczu tego, z czym zmagać się będzie bohaterka, z trudem będziecie w stanie spokojnie usiedzieć na miejscu. Krew się w Was zagotuje na widok bezduszności, obojętności i pogardy, z jaką posiadający władzę traktują tych, którym teoretycznie powinni służyć.


Kiedy poznajemy Mariam, widzimy zwyczajną kobietę radośnie szykującą się na imprezę. Ma 21 lat, pochodzi z prowincji, teraz jednak mieszka w stolicy, gdzie uczęszcza na uniwersytet, a wolny czas spędza na niewinnych radościach i zabawach. Dziesięć minut później widzimy ją poturbowaną, przerażoną, biegnącą ulicami pustego nocą miasta. Okazuje się, że została zgwałcona przez policjantów. Kobieta, za namową poznanego wcześniej na imprezie Youssefa, rozpoczyna walkę o swoje prawa. Chce oskarżyć policjantów. Co okaże się misją niemalże niemożliwą.

Ben Hanię nie interesuje sam gwałt. Będziemy o nim słyszeć, zobaczymy jego urywki nagrane przez kamerę przemysłową. Reżyserka skupia się na tym, co następuje później. I sceny te przerażają bardziej niż większość tego, co oferują filmowe horrory. "Piękna i bestie" to obraz skrajnej beznadziei. Mariam odbija się od kolejnych osób. Podczas feralnej nocy zmaga się z bojętnością ze strony tych, którzy powinni pomagać szarym obywatelom, a także fałszywie pojętą solidarnością, każącą pomagać "swoim" bez sprawdzenia wiarygodności oskarżeń. Kobieta raz za razem gwałcona jest psychicznie, pomiatana, a nawet fizycznie atakowana. Gdyby nie upór Youssefa, który jako uczestnik Arabskiej Wiosny nie może pogodzić się z pogardą dla praw obywatelskich, kobieta nigdy nie poszłaby do szpitala i na policję. I zapewne wyszłaby na tym lepiej. Cierpienie, jakiego doświadcza podczas tej nocy, jest bowiem niewyobrażalne.


Za sprawą świetnie poprowadzonej przez Kaouther Ben Hanię widz będzie towarzyszył bohaterce fizycznie i emocjonalnie. Reżyserka przedstawia historię Mariam w sposób skrajnie beznamiętny. Przypomina to relację osób tak straumatyzowanych, że pozostających poza granicami ekspresji emocjonalnej. Tę reakcję odczuwać będą jednak widzowie. Ben Hania sprawia, że oglądający wielokrotnie wściekle zaklną na policjantów oraz personel szpitalny, z trudem panując nad potrzebą wstania i ruszenia kobiecie na pomoc. Taka reakcja jest starannie pielęgnowania przez reżyserkę, która "Piękną i bestie" uczyniła przypowieścią alegoryczną – surową i trochę teatralną. Nie wszystkie sceny należy traktować bowiem dosłownie. Ich wartość polega na tym, że wywołują emocjonalny odzew, że zmuszają do refleksji nad miejscem jednostki w systemie zwanym państwem.

"Piękna i bestie" osadzona w konkretnej kulturze jest zarazem opowieścią uniwersalną. Z łatwością można sobie wyobrazić, że podobną niechęć do angażowania się i próbę krycia kolegów przejawiać będą pracownicy polskich szpitali i policji. To historia bliska i przerażająco wiarygodna. A wszystko to dzięki mocnemu scenariuszowi, bardzo solidnej reżyserii i świetnej grze wcielającej się w główną bohaterkę Mariam Al Ferjani
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 100% uznało tę recenzję za pomocną (13 głosów).
Marcin Pietrzyk
ocenia ten film na:
1 10 8/10 bardzo dobry