Recenzja filmu Ewa nie chce spać (2019)
Pia Hellenthal

Wolność "nie"

Dla wielu widzów obraz kreślony przez reżyserkę Pię Hellenthal wcale nie jest portretem jednostki wolnej, niezależnej. Ewa jest raczej fascynującą mistyfikacją. To twór wykreowany przez bohaterkę ...
Filmweb sp. z o.o.
Niemiecki dokument "Ewa nie chce spać" idealnie nadaje się jako punkt wyjścia na drodze do odkrywania siebie. Jeśli nurtuje Was pytanie, kim jesteście, to pierwsze wskazówki znajdziecie, studiując swoje reakcje wobec tytułowej bohaterki filmu. Dla jednych będzie inspiracją w negowaniu etykiet, w odrzucaniu ról społecznych przydzielanych nam ze względu na płeć, wygląd, pochodzenie. Dla innych – przerażającą wizją postapokaliptycznego pejzażu egzystencjalnego: pustki, braku sensu, rozciąganej w czasie autodestrukcji.
 
Ewa Collé ma dwadzieścia parę lat. Czasami jest modelką, częściej zarabia jako pracownica seksualna. Nieustannie przenosi się z miejsca na miejsce. Jest też internetową celebrytką od czasu, kiedy jeszcze jako nieletnia dziewczyna zaczęła w sieci dokonywać kompletnego ekshibicjonizmu. Ewa ma dość radykalne poglądy. W swojej działalności opowiada się za skrajnym nonkonformizmem i odrzucaniem oczekiwań otoczenia. Twierdzi, że nie powinny nas definiować jakiekolwiek etykiety czy społeczne konwenanse.

Obserwując Ewę, widzimy osobę, która w dość specyficzny sposób pojmuje wolność osobistą. Bohaterka neguje koncepcje XX-wiecznej psychologii, które promowały rozwój osobisty jako tworzenie dojrzałej, całościowej, w pełni autonomicznej osobowości. Jej zdaniem samoświadomość jest jej potrzebna nie do budowy, lecz do negacji. Głosi wolność od siebie samej, od swych doświadczeń w dzieciństwie, od wpływów społeczności, kultury. Być w pełni wolną oznacza dla niej rozpłynięcie się w świecie, zanik siebie jako definiowalnej, uchwytnej dla innych jednostki. Jest w tym sporo z postrzegania osoby w kulturach Wschodu. O ile jednak tam mamy do czynienia z szeroką, karmiczną perspektywą, o tyle w przypadku Ewy liczy się jedynie to jedno życie, a jej pragnienie nieistnienia jest raczej formą ucieczki niż dążenia do wywalczenia wolności poprzez przełamanie mocy, jaką nad nią mają inni ludzie i społeczeństwo jako całość. 

Dla wielu widzów obraz kreślony przez reżyserkę Pię Hellenthal wcale nie jest portretem jednostki wolnej, niezależnej. Ewa jest raczej fascynującą mistyfikacją. To twór wykreowany przez bohaterkę na potrzeby świata zewnętrznego. Prawdziwe życiowe doświadczenia stają się elementem nieustającego perfomeru, zmieniając się w fikcję, w tworzywo iluzorycznego "Ja", które wchodzi w interakcje z tym, co na zewnątrz. Nawet imię – Ewa Collé – jest kreacją, Bohaterka jest golemem ery cyfrowej, który maskuje dramat Don Kichota, jaki jest udziałem protagonistki. W żadnym momencie filmu nie uwalnia się ona bowiem od etykiet, od presji społecznej. Sama siebie opisuje licznymi społecznie uznanymi określeniami (a nawet terminami psychiatrycznymi). Co najwyżej staje w kontrze do nich albo też wykorzystuje je przeciwko tym, którzy próbują ją oceniać. Czy to można nazwać wolnością? Dla niektórych tak, inni uznają to za działanie reaktywne, a zatem pozostawanie w obrębie narzuconego systemu zachowań.

To, jaki stosunek będzie miał widz wobec tytułowej bohaterki filmu, jest największą wartością "Ewa nie chce spać". Reżyserka dokumentu zdaje się bowiem w pełni ukontentowana rolą usłużną w procesie autokreatywnym Ewy. Większość scen filmu zostało upozorowanych specjalnie po to, by nadać symboliczny charakter zgodny z przesłaniem deklarowanym przez bohaterkę. Jednak Hellenthal nie zdecydowała się na całkowite porzucenie pozorów dokumentalnego voyeryzmu. I dlatego od czasu do czasu próbuje dogrzebać się do prawdziwej osoby kryjącej się za tworem zwanym Ewą. Nie udaje jej się to, a sceny rodzinnej idylli wydają się tylko osłabiać postmodernistyczną grę tożsamością, która uprawiana jest przez zdecydowaną większość dokumentu. To zaś w ostatecznym rozrachunku czyni z "Ewa nie chce spać" rzecz nie do końca uformowaną, zawieszoną pomiędzy analitycznym studium jednostki a dziwnym wytworem na bazie sprzężenia zwrotnego reżyser-przedmiot filmu.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 100% uznało tę recenzję za pomocną (3 głosy).
Marcin Pietrzyk
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły