Recenzja filmu

15/18 (2026)
Cédric Kahn

Trudne sprawy

"15/18" to rasowe kino społecznie zaangażowane w najlepszym wydaniu, przypominające topowe produkcje braci Dardenne czy Kena Loacha.
Trudne sprawy
źródło: Materiały prasowe
"15/18" otwiera ujęcie walizki, którą grana przez Malou Khebizi Lucia, wnosi po schodach. Swoboda i luz, z jakimi 17-latka wita się z osobami odbierającymi bagaż sugerują, że dziewczyna jedzie w odwiedziny do dobrych znajomych. To jednak nie wakacje ani hotel – Lucia trafia na oddział zamknięty szpitala psychiatrycznego po kolejnym kryzysie. Czuje się jak u siebie, bo wraca tu regularnie. Z większością personelu jest na "ty", na dzień dobry przekomarza się z pielęgniarkami przeszukującymi walizkę w poszukiwaniu zakazanych przedmiotów. Kobiety reagują na zaczepki z mieszaniną humoru i czułości. Chwilę później pouczą lekarza zaczynającego staż w placówce, że nastolatka bywa agresywna i ma za sobą lata doświadczeń przemocy seksualnej. 

Kahn od pierwszej sceny wrzuca nas w sam środek szpitala psychiatrycznego dla nastolatków w wieku 15-18 lat. W publicznej placówce spotykają się osoby z rozmaitym zapleczem rodzinnym, religijnym, klasowym. To miejsce, w którym na leczeniu przebywają dzieciaki z pierwszymi objawami schizofrenii, ofiary przemocy, w tym seksualnej, młodzież z problemami z agresją, po samookaleczeniach, po próbach samobójczych. Niektórzy pacjenci stanowią zagrożenie dla siebie i otoczenia. Dość powiedzieć, że chłopak przebywający w izolatce jest nazywany przez rówieśników "Hannibalem", a jedną z ich ulubionych atrakcji są wycieczki pod jego celę, by nasłuchiwać jego wrzaski. Ktoś traci nad sobą panowanie podczas rozmowy z lekarzem, chwilę później dziewczyna usiłuje wymusić dodatkową dawkę leków, ktoś inny testuje granice i próbuje flirtować z ochroniarzem. Obok Lucii – ofiary przemocy seksualnej, którą matka nie jest w stanie się odpowiednio zaopiekować – na oddział trafia chłopak, który pewnego dnia znienacka spakował walizkę i omal wyskoczył przez okno, informując rodziców, że wyrusza na poszukiwanie swoich przodków z Egiptu. W tym momencie można już dostać zawrotów głowy. A dla pracowników oddziału jest to tzw. "zwykły czwartek". Lekarze próbują tu dotrzeć do dzieciaków, które system często zawodzi już od urodzenia. Takich, które nie zawsze mogą liczyć na wsparcie bliskich w niełatwym procesie leczenia.

Reżyser podąża za swoimi bohaterami z iście dokumentalnym zacięciem. Operator Patrick Ghiringhelli realizował zdjęcia przy użyciu trzech kamer jednocześnie, dzięki czemu poszczególne sceny grupowe można było swobodnie inscenizować, dając aktorom większą przestrzeń do improwizacji. W ten sposób stworzony przez Francuza świat staje się autentyczny i pełen życia już od rozpoczynającego ujęcia. Na pierwszym planie pozostają nastoletni pacjenci, ale Kahn kreśli też zniuansowany i pozbawiony sentymentalizmu portret pracowników szpitala. Dbałość o detale i wierne odwzorowanie codzienności placówki czy realiów pracy w szpitalu robią wrażenie. Współscenarzystka Kahina Le Querrec spędziła pół roku z pracownikami oraz pacjentami szpitali psychiatrycznych, przygotowując dokumentację do projektu i ta skrupulatność przekłada się bezpośrednio na scenariusz. 



Autorzy nie romantyzują leczenia, nie naciągają historii pod przygotowaną wcześniej tezę. Pokazują placówkę jako złożony, niedoskonały system naczyń połączonych. Z zaangażowanymi, choć zmęczonymi pracownikami zmagającymi się z wypaleniem zawodowym, niekiedy bezradnymi wobec nastawienia rodziców, którzy nie chcą angażować się w leczenie dzieci. Zachęcającymi wielokrotnie pacjentów do składania zeznań przeciwko oprawcom, mimo świadomości, że większość z nich nigdy tego nie zrobi. Kahn i Le Querrec portretują przy tym swoich bohaterów z ujmującą empatią. Pozwalają każdej historii wybrzmieć, przeplatając swobodnie poszczególne wątki pacjentów i lekarzy. Tworzą w ten sposób organiczny świat i bohaterów, za którymi chce się podążać. Można też czytać "15/18" jak hołd dla pracowników publicznej służby zdrowia i stawiać go w szranki z nagradzanym serialem "The Pitt" portretującym codzienność amerykańskiego szpitalnego oddziału ratunkowego.

Strategia reżyserska Kahna, zakładająca wykorzystanie głównie środków z arsenału kina dokumentalnego, sprawdza się tak dobrze przede wszystkim za sprawą obsady. Rzadko trafia się tak dobrze napisany i wyreżyserowany film z bohaterem grupowym. Reżyserka castingu Marlène Serour przesłuchała ponad tysiąc młodych aktorów do ról nastolatków występujących w filmie. Niemal cała młoda obsada, poza Malou Khebizi wcielającą się w główną bohaterkę Lucię i Patience Munchenbach, która gra porzuconą przez rodziców Charline, to debiutanci. Dodatkowo reżyser sam wciela się w Étienne, psychiatrę nadzorującego oddział. Aktorzy wchodzą w stworzony przez Kahna świat z taką naturalnością, że trudno uwierzyć, że próby do filmu trwały zaledwie jeden (!) dzień. Nastolatkowie przeżywają na oddziale swoje pierwsze miłości, dzielą się w równym stopniu ciuchami i kosmetykami, co życiowymi traumami. Znajdują w rówieśnikach wsparcie, na jakie często nie mogą liczyć w domach rodzinnych. 

"15/18" to rasowe kino społecznie zaangażowane w najlepszym wydaniu, przypominające topowe produkcje braci Dardenne czy Kena Loacha. Kahn zagląda kamerą w miejsca, które, jeśli już są portretowane na ekranie, to zwykle w sposób pełen uproszczeń i czasami szkodliwych stereotypów. Reżyser oddaje też młodym pacjentom podmiotowość i sprawczość, nie tracąc jednocześnie z pola widzenia ich kruchości. Pokusa ucieczki, chęć kwestionowania autorytetów, jest u nastolatków ogromna. Kahn jednak daje do zrozumienia, że bez wsparcia szpitala większość pacjentów nie byłaby w stanie sobie poradzić w codziennym życiu. A celem leczenia jest, co personel podkreśla na każdym kroku, przygotowanie dzieciaków do samodzielności. Ot, taki evil "Lot nad kukułczym gniazdem".
1 10
Moja ocena:
7
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?