Recenzja filmu

Aida (2020)
Jasmila Žbanić
Jasna Djuricic
Izudin Bajrović

Matka Srebrenicy

Pomimo wyraźnego wątku politycznego "Aida" pozostaje dramatem o uniwersalnej wymowie. (...) Žbanić przeplata przerażające sceny masowej paniki z kameralnymi ujęciami Aidy, jej męża i synów, ...
Matka Srebrenicy
"Robimy wszystko, co możemy" – zapewnia burmistrza Srebrenicy (Ermin Bravo) pułkownik Thom Karremans (Johan Heldenbergh). Wojskowy mówi o ultimatum dla Republiki Serbskiej, o poważnych konsekwencjach jego niedotrzymania i o samolotach bojowych gotowych do startu. Pomiędzy obydwoma stronami siedzi Aida (Jasna Djuricic) – miejscowa nauczycielka pracująca dla ONZ jako tłumaczka. Karremans serwuje kolejne wytarte frazesy o gwarancjach międzynarodowych, Aida tłumaczy, przedstawiciele Srebrenicy mają coraz więcej pytań. W końcu dowódca umywa ręce i stwierdza "I’m just a piano player". Kobieta po raz pierwszy waha się z tłumaczeniem, lecz nie dlatego, że nie rozumie słów pułkownika. Aida po prostu nie wie, jak patrząc w oczy swoim rodakom, ma wytłumaczyć tak absolutne zobojętnienie.


Kiedy na początku lipca 1995 roku serbskie oddziały wkroczyły do Srebrenicy, miasto posiadało oficjalny status "strefy bezpieczeństwa". Ochronę dla bośniackiej enklawy stanowić miały rozlokowane w pobliżu siły pokojowe ONZ, a w szczególności ich holenderski batalion. Wejście do miasta wojsk pod dowództwem generała Ratko Mladića (Boris Isakovic) stanowiło więc poważne naruszenie dotychczasowych ustaleń, pogłębiając tym samym poczucie beznadziei wśród muzułmańskich mieszkańców Srebrenicy. Właśnie w takiej rzeczywistości, zdominowanej przez strach i niepewność Jasmila Žbanić lokuje akcję swojego filmu. "Aida" nie jest jednak typową produkcją wojenną. Žbanić nie interesują ani manewry wojskowe ani działania na froncie. Reżyserka opowiada o tragedii cywili, oddaje głos tym, których historia pomija, i poprzez Aidę stara się przypomnieć nam o dramacie sprzed 25 lat.

Okrutne doświadczenie wojny w Bośni i Hercegowinie (1992-1995) odbija się w twórczości Žbanić już od najwcześniejszych lat. W ramach pracy dyplomowej nakręciła ona dokument "Crvene gumene čizme" (2000) opowiadający o matce poszukującej szczątek swoich dzieci wśród masowych grobów z czasów wojny. O powojennej codzienności Bośniaczek reżyserka opowiadała w produkcjach "Grbavica" (2006) czy "Jej droga" (2010). "Aida" stanowi więc konsekwentny krok w jej twórczości i wydaje się, że Žbanić faktycznie była gotowa na podjęcie się realizacji filmu o tak trudnej i bolesnej tematyce. W tej odważnej próbie reżyserka, co nie dziwi, znów sięga po kobiecą bohaterkę.

Aida jest jedyną nadzieją na ratunek dla swojej rodziny – męża (Izudin Bajrović) i dwóch synów (Boris Ler i Dino Bajrović). Przepustka tłumaczki otwiera przed nią wiele drzwi, w tym te najważniejsze – bramę do bazy wojskowej. Kobieta będzie robiła wszystko, co w jej mocy, by zapewnić najbliższym minimum bezpieczeństwa w niespokojnych czasach. Jej zderzenie z pasywnością dowódców w perspektywie nadciągającego zagrożenia będzie głównym motorem napędowym akcji. Žbanić tak prowadzi osamotnioną bohaterkę w walce z uciekającym czasem, że ciężko pozostać obojętnym na jej losy. Ogromna w tym zasługa odgrywającej Aidę Jasny Djuricic. Razem z nią odczuwamy ból, strach, zagubienie, ale też promyki radości i nadziei. Djuricic pewnie dźwiga ciężar tytułowej roli, wcielając się w rolę zdeterminowanej matki i żony.


Nie tylko Djuricic wypada zresztą przekonująco. Aktorstwo jest zdecydowanie mocną stroną "Aidy". By zobrazować lokalny układ sił, Žbanić nie potrzebowała licznych scen skupionych na bezpośrednich działaniach wojennych, bo już samo napięcie między Karremansem a Mladićem znakomicie odzwierciedla dramaturgię ówczesnej sytuacji. Heldenbergh tworzy portret człowieka zahukanego, niezdolnego do skutecznych działań i ograniczonego biurokratyczną maszyną. Czujemy frustrację pułkownika, ale jednocześnie drażni nas jego bierność. Isakovicowi udaje się natomiast uchwycić charyzmę i zdecydowanie serbskiego generała, który w świetle kamer rozdawał z uśmiechem więzionym przez siebie ludziom tabliczki Toblerone. Te dwie skrajnie różne role zdają się dobitnie tłumaczyć, dlaczego mimo obecności sił ONZ w Srebrenicy doszło do największego ludobójstwa w Europie od czasu II wojny światowej.

Pomimo wyraźnego wątku politycznego "Aida" pozostaje dramatem o uniwersalnej wymowie. Historyczne zawirowania są tłem dla losów rodziny, która musi zmierzyć się z niewyobrażalną tragedią. Žbanić przeplata przerażające sceny masowej paniki z kameralnymi ujęciami Aidy, jej męża i synów, którzy starają się okazać sobie wzajemnie wsparcie. Intymność i czułość jawią się jako jedyna odtrutka na wszechobecne zło. Kiedy zapada zmrok, a rodzina zastanawia się, co przyniesie kolejny dzień, widzimy przede wszystkim ludzi – nie Boszniaków czy muzułmanów, a właśnie ludzi, którzy tak jak my boją się, czują i kochają. Wobec tego obrazu totalnej bezradności nie sposób pozostać obojętnym.
1 10
Moja ocena:
8
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
92% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (50 głosów).