Recenzja filmu

Gladiator II (2024)
Ridley Scott
Paul Mescal
Denzel Washington

Nie odwracaj Scotta ogonem

Scott zabrał się więc za jeden z największych hitów kina i udowodnił nam, że jego czasy raczej już minęły. Niektórzy chcą wierzyć, że nareszcie nastanie ten moment, kiedy ten reżyser nakręci
Faktu iż Ridley Scott w ostatnich latach przeżywa swoją regresję nie trzeba nikomu przedstawiać. Jego opowieści coraz mniej mają w sobie widowiskowości i oryginalności, a coraz więcej prostoty i klisz powielanych od innych reżyserów. Za nim już wtopy finansowe, nieudane sequele, filmy dzielące widzów i krytyków. Może to wszystko zmusiło go do powrotu w swoje czasy świetności. Zabrał się więc za jeden z największych hitów kina i udowodnił nam, że jego czasy raczej już minęły. Niektórzy chcą wierzyć, że nareszcie nastanie ten moment, kiedy ten reżyser nakręci widowisko, które wbije nas w fotel - na razie jest coraz dalej od tego.

Gladiator to ktoś kto walczy dla rozrywki senatorów, cesarza, innych elit rzymskich i ludu. Pierwsza jego odsłona w swojej prostocie potrafiła zamknąć emocje, jakość i widowiskowość jakiej ludzie potrzebowali. Nie ma co ukrywać, że Scott przełamał konwencje i stworzył nowy kierunek w gatunkach historycznych. Legendarny i przełomowy film musiał doczekać się jednak kontynuacji, bo pomysły się kończą. Po latach ewolucji, powieleń i nowych pomysłów związanych z tą dziedziną, Scott nadal wierzy, że jego sztuczki ekranowe zadziałają przy tej samej prostej historii. Niestety rozbija się o kalkę siebie samego, a próba uniknięcia kopii staje się nieudolna.
Nie można ukrywać, że Gladiator nigdy nie był oryginalną i niesamowitą narracyjną historią. Pozostawał w swojej łatwości opowiadania o zemście i odpłacie za krzywdy jakie spotkały bohatera. Jego sukces oparł się na jakości i wyglądzie przełamującym normy. Nowa odsłona pozostaje więc pełna przeciętnych narracyjnych wątków, a zwroty akcji nie istnieją lub przewidzenie ich nie stanowi większego problemu dla widza. Widowiskowość nie może równać się z dzisiejszymi możliwościami. Film z takim budżetem zamiast oprzeć się na dobrych plenerach pozostaje w studiu i nagrywa tam coś co później otrzymuje życie (albo raczej jego imitacje) podczas dodania CGI.
Kontynuacja zdaje się udawać ze wszystkich sił, że nie jest pierwszą częścią. Kilka zmian postaci, drobne wymiany fabularne itd. Jednak główna historia oparta na zemście i braku większych zwrotów pozostaje taka sama. Gladiator II to de facto Gladiator, tylko z rozdwojeniem jaźni. Może właśnie stąd bierze się tytuł, bo cesarz grany przez Joaquina Phoenixa zostaje zastąpiony dwoma braćmi (Joseph Quinn, Fred Hechinger), którym zabrakło wystarczająco szaleństwa żeby sprostać odwzorowaniu emocji Phoenixa w jednym bohaterze. W obsadzie zabrakło również charyzmy Russella Crowe’a, którego bohater zostaje rozbity gdzieś pomiędzy polityczne i wojskowe analizy Pedro Pascala, a walkę i chęć zemsty Paula Mescala. Rozdwojenia postaci staje się, więc tutaj największą modyfikacją historii jaką stosuje Scott.
Gdyby historia kroczyła w bardziej samodzielny sposób, a nie obracała się żeby sprawdzić czy na pewno odpowiednio dobrze wychwala pierwowzór, mogłaby być pełniejsza. Scott jednak pozostaje rutynowy i nie jest w stanie nam nic zaoferować. Jedynie Denzel Washington stara się kreować swoją postacią jakieś napięcie lub coś na wzór zainteresowania. Reszta obsady, tak samo jak reżyser, skupia się na swoich pierwowzorach i lepszych wersjach, a przez to nie prezentują nam nowych kreacji. Od takiej obsady należałoby wymagać czegoś więcej niż nieudolnej i podupadającej na duchu kopii.
Końcowo odkrywa się, że za całą historią stała jakaś IDEA. Wielkie słowo za którym ukrywa się rzymska republika, która była marzeniem Marka Antoniusza, potem Maximusa, a teraz Luciusa. Cała ta idea ma spajać wydarzenia i pokazać, że ta fabuła od zawsze gdzieś dążyła. Niestety nigdy nie było tego widać. Cała opowieść ukryła cele do których dąży, a końcowe wypowiedzenie kilku magicznych frazesów o demokracji nie spowoduje, że zidentyfikujemy walkę o ten cel, jako główne zamierzenie bohatera. To trochę tak jakby nagrać film o zemście, a na koniec rzucić, że tak naprawdę to bohater walczył o demokrację, ale nie było tego widać, bo był tak skupiony walką o koniec walki (tak to nie ma sensu, a to właśnie ten film).
Oczywiście produkcja próbuje również kontynuować historię w zgodności z wydarzeniami oryginału. Scott chciał ciekawie ukryć połączenia pomiędzy dwoma filmami. Niestety te wszystkie wątki i opowieści nie są interesujące, bo oglądając ten sam film osadzony odrobinę w innych realiach jesteśmy po prostu znudzeni. Gladiator II pozostaje więc filmem, któremu brak świeżości, kreatywności i oryginalności. Jest kopią wykonaną tak, żeby nikt nie wiedział że to kopia, ale gdy tylko człowiek spojrzy na dwa dzieła obok siebie to stwierdzi, że jedno drugiemu nie dorównuje.
1 10 6
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
Recenzja Gladiator II
Dotychczas myślałem, że największym fanem "Gladiatora" na świecie jest Ralph z "Sopranos". Teraz wysunął... czytaj więcej
Recenzja Gladiator II
Stary, dobry Ridley Scott powraca po roku, by dać nam znowu "kino historyczne". Dla niego jest to towar... czytaj więcej
Recenzja Gladiator II
Pierwszego „Gladiatora” Ridleya Scotta nie oglądałem w kinie. Niestety nieco się na niego spóźniłem i już... czytaj więcej