Recenzja filmu

Grinch (2018)
Yarrow Cheney
Scott Mosier
Benedict Cumberbatch
Cameron Seely

Nic nowego nie będzie

"Grinch" to pozycja przeznaczona wyłącznie dla najmłodszego widza. Film jest wykonany poprawnie, ale trochę zbyt zachowawczo. Brakuje mu pazura poprzedniej adaptacji.
W kulturze często przewijają się historie uniwersalne, które doskonale znamy, a mimo to chętnie sięgamy po ich nowe inkarnacje. Święta - pod kątem popkultury - mogą kojarzyć się z reklamami Coca-Coli, "Kevinem" (tak mocno wbitym w naszą lokalną kulturę, że niepotrzebującym nowych wcieleń, choć - a jakże - reboot serii już jest przygotowywany), uniwersalną "Opowieścią wigilijną" Dickensa (najnowszą bodajże prezentacją tej historii jest film Roberta Zemeckisa), czy Grinchem Dra Seussa - w Polsce znanym chyba przede wszystkim dzięki filmowi Rona Howarda z Jimem Carrey'em w roli zielonego złośnika. I to właśnie perypetie tego ostatniego doczekały się w tym roku nowej odsłony.




Są na świecie istoty, które bardzo źle znoszą coroczną okołoświąteczną atmosferę. Zapach wigilijnych pierniczków, świąteczne ozdoby i wszędobylskie choinki, a także wszechogarniająca życzliwość doprowadzają je do szewskiej pasji. Do tych istot należy Grinch - zielony stworek, który wprost nie może znieść bożonarodzeniowej otoczki. Dla Grincha problem ten jest o tyle palący, że mieszka w pobliżu Ktosiowa - miasteczka, które mogłoby służyć za definicję amerykańskiego hipermarketu w drugiej połowie grudnia. Grinch w antyświątecznym amoku postanawia zrobić wszystko, żeby zepsuć poczciwym mieszkańcom miasteczka tegoroczne święta.

Oczywiście trudno byłoby doszukiwać się w fabule "Grincha" czegoś więcej niż prostej opowiastki o tym, jak magia Świąt potrafi wyleczyć nawet najbardziej skaleczoną duszę. Historia jest niezwykle wręcz jednowymiarowa i od samego początku wiadomo, jak się skończy. W takiej sytuacji jedynymi aspektami, które mogą umilić seans osobom towarzyszącym najmłodszej widowni, są aspekty wizualne oraz humor. 




Jeżeli chodzi o wygląd świata przedstawionego - jest on jak najbardziej dopracowany. Oglądając radośnie świąteczne Ktosiowo, jego feerię barw i dźwięków, można nieomal poczuć zapach świątecznych pierników. Bardzo dobrze się z tym komponują sylwetki futrzanych, sympatycznych mieszkańców miasteczka. Nawet wygląd częściowo ascetycznej rezydencji Grincha sprawia wrażenie miejsca względnie przytulnego.

Z humorem w animacji jest niestety już trochę gorzej. Co prawda niektóre gagi twórcom się naprawdę udały, ale ogólnie rzecz biorąc zabawa bazuje przede wszystkim na naiwnym slapsticku i jest skierowana do najmłodszego widza. Na pewno pod tym względem nie jest to pozycja do której chciałoby się rokrocznie wracać.




"Grinch" to pozycja przeznaczona wyłącznie dla najmłodszego widza. Film jest wykonany poprawnie, ale trochę zbyt zachowawczo. Brakuje mu pazura poprzedniej adaptacji, co nie jest zarzutem, jeżeli spojrzeć na film okiem młodszej widowni. Seans nie ma w sobie nic godnego zapamiętania na dłużej, ale dobrze wkomponowuje się w popkulturowy klimat Świąt.
1 10 6
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
71% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (7 głosów).
Udostępnij:
Święta są, nie ma co udawać, bardzo skomercjalizowane. Ledwo znikną z półek i wystaw znicze, a już oglądamy w witrynach choinki, a w telewizji św. Mikołaj sprzedaje ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 50%