Recenzja filmu

Kiedyś będziemy szczęśliwi (2011)
Paweł Wysoczański
Daniel Furmaniak

Z czarnej serii w kolorze

Lipiny - owiana złą sławą, dotknięta ubóstwem i nędzą, najbardziej zmarginalizowana dzielnica Śląska. "Kiedyś będziemy szczęśliwi" spod ręki Pawła Wysoczańskiego to historia nastoletniego Daniela ...
Lipiny - owiana złą sławą, dotknięta ubóstwem i nędzą, najbardziej zmarginalizowana dzielnica Śląska. "Kiedyś będziemy szczęśliwi" spod ręki Pawła Wysoczańskiego to historia nastoletniego Daniela wychowującego się właśnie w tym miejscu. Chłopiec mieszka wraz ze swoją nietuzinkową i bardzo charakterną babcią Anielą. Pewnego dnia chłopak kupuje telefon komórkowy, by nakręcić filmu o swoich koleżankach i kolegach, a konkretniej mówiąc - o ich marzeniach. W tym momencie reżyser w sposób fabularnie wiarygodny tworzy niewdzięczną w moim odczuciu, konwencję "filmu w filmie". Obok bohatera "właściwego" (Daniela) do głosu dochodzi troje wyłonionych w szkolnym "kastingu" rówieśników chłopaka. Wysoczański wykazuje się tutaj dużą dojrzałością reżyserską. Bardzo umiejętnie bowiem przybliża nam każdą postać z osobna, efektem czego na swoje pięć minut staje się ona bohaterem na równych prawach z Danielem. 

Co zatem sprawia, że posępna historia dotkniętej biedą i apatią życiową młodzieży nie tylko widza nie zatrważa, a nawet wywołuje nieśmiały uśmiech na trzy kwadranse seansu? A zasługa w tym bardzo atrakcyjnego "opakowania" tegoż dokumentu. Ponieważ "Kiedyś będziemy szczęśliwi" to film urzekający i bezbłędny w formie. Tworzące znakomitą stronę wizualną zdjęcia (Dominik Górski) i montaż zgrabnie balansują na granicy surowego realizmu i artystycznego polotu. Odważną w kategorii filmu dokumentalnego muzykę napisał nie byle kto, bo Michał Lorenc ("Psy", "Bandyta", "Symetria"), a całość została udekorowana niewielką dawką humoru. 

Z gąszczu nazwisk twórców filmu wyłania się nadający produkcyjnej renomy patronat Roberta Glińskiego. Lubujący się w tematyce wykolejeń społecznych reżyser "Świnek" już przy okazji swojej produkcji z 2001 roku zbudował styl mogący stanowić subtelny kontrast konwencji względem dokumentu Wysoczańskiego. "Cześć Tereska", bo o nim mowa, formalnie dokumentalnym nie jest. Jednakże dzięki zimnej stylistyce określającej szare wielkomiejskie blokowiska oraz angażowi prawdziwej zdeprawowanej młodzieży, kryterium autentyczności dokumentu zostało spełnione w 100%. Wybitnie karkołomnym zatem nie będzie stwierdzenie, iż na przykładzie filmu z 2011 roku i produkcji Glińskiego zaciera się granica między dokumentalizowaną fabułą a fabularyzowanym dokumentem, a za taki na pewno należy uznać obraz Wysoczańskiego
 
"Kiedyś będziemy szczęśliwi" to opowieść beznadziejna, wprowadzająca w marazm, ale i  jednocześnie przepełniona pukającym do tylnych drzwi, optymizmem. Filmem o (nieosiągalnych) marzeniach ludzi z "pustego obszaru" Paweł Wysoczański pretenduje do nagrody Grand Prix na XXI łódzkim Festiwalu Mediów. 
1 10 6
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
88% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (26 głosów).
Udostępnij: