Recenzja wyd. DVD filmu

Królestwo niebieskie (2005)
Ridley Scott
Orlando Bloom
Eva Green

Drewniane królestwo

Będę szczera i przyznam się, iż mimo wielkiej sympatii dla pana Ridleya Scotta i jego dzieł, ten film wolałam obejrzeć w domowym zaciszu niż w kinie. I pewnie źle zrobiłam, wiadomo - w kinie ...
Będę szczera i przyznam się, iż mimo wielkiej sympatii dla pana Ridleya Scotta i jego dzieł, ten film wolałam obejrzeć w domowym zaciszu niż w kinie. I pewnie źle zrobiłam, wiadomo - w kinie lepsze efekty, dźwięk itp., ale ja jakoś wolałam "delektować się" tym filmem w samotności. Piszę "delektować się", bo myślałam, że będzie tak faktycznie, ale jak bardzo się zawiodłam! Może jak poszłabym do kina, to nie nachodziłaby mnie chęć co 10 minut, żeby jednak się zdrzemnąć, przecież i tak nikt nie zauważy... W kinie pewnie bym sobie na to nie pozwoliła, wszak moja kieszeń nieźle ucierpiałaby na takim wydatku, więc marnować ten cenny kinowy czas to grzech! A i tak głośność dźwięku pewnie by mi utrudniła choć jedną krótka chwilkę odpoczynku... Ale przecież jak dobry film, to i na małym ekranie zrobi wrażenie, prawda? Ale do rzeczy!

No nie obędzie się bez porównań do "Gladiatora", mojego absolutnego numeru 1 wśród wielkich amerykańskich superprodukcji. "Królestwo..." cienko przędzie - niby tematyka historyczna, a jakoś dziwnie zakłamana, że niby co?, kowale stawali się rycerzami i walczyli o Jerozolimę? Hollywood nigdy nie dbało o historyczna prawdę. Orlando może i porywał we "Władcy Pierścieni", gdzie odznaczał się jasną czupryną i nieskazitelnym appearance'em oraz niespecjalnie musiał grać, ale jako lekko brudnawy, zdruzgotany po śmierci żony, zacięty Balian, jest po prostu drewniany, nijaki, nie przekonuje mnie, jedynie utwierdza w przekonaniu, że aktor z niego kiepski, albo przynajmniej za słaby by podtrzymać prawie 3 godzinny film główną rolą. Russelowi - gladiatorowi do pięt nie dorasta, o czym pan Scott wcześniej nie pomyślał. Bloom w swoim aktorstwie przypomina kolejny kawał drewna - mianowicie Bena Afflecka z "Pearl Harbor", też wypłynął na fali popularności, lepiej wyglądał niż grał, co się potwierdziło w filmie. Reszta aktorskiej obsady - wielkie nazwiska już bardziej przekonywująca, zwłaszcza Liam Neeson i Jeremy Irons.

Główna rola kobieca w wykonaniu Evy Green - nie powala niczym, a w szczególności urodą, a chyba właśnie taki był sens jej angażu do tej produkcji. W scenie ze służkami Sybilla wypada słabo, każda z jej pomocnic byłaby na jej miejscu piękniejsza, dostojniejsza i jakaś bardziej wschodnia. Przecież widać na pierwszy rzut oka, że to Europejka!

Przykro mi się robi, kiedy myślę, jak reżyser chciał wpasować tematykę we współczesność. W "Gladiatorze" mu się udało, w "Królestwie niebieskim" - nie. Film ogląda się tylko oczami, nie sercem, nawet dialogi nie zapadają w pamięć. Nachalne moralizatorstwo mi się nie podoba. Mam wrażenie, że takie przedsięwzięcia reżyserskie to rajd Ridleya Scotta po Oscara. Ale nie takim gniotem panie Scott, proszę! Ideały sięgnęły bruku, nawet techniczna strona jakoś nie zachwyciła, te sceny oblężenia tak się dłużyły... I to zakończenie - jakże do przewidzenia! Orlando i Eva tworzą najmniej gorącą parę roku! Brawa im za to!

Panie Scott, proszę o zmianę tonu, może jakąś mniejszą produkcję. A do wzruszenia się? Nie wyjdzie już panu drugi "Gladiator", nie ma się co szarpać, takim "Niebieskim drewnem" nic pan nie wskóra (no chyba, że wysokie miejsce w box office, ale czy o to panu chodzi?). A na drugi raz proszę o trafniejszą obsadę. Może tak Joaquin Phoenix?
1 10 6
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
37% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (30 głosów).
Obraz malowniczego pola. Środkiem spacerujący mężczyzna delikatnie gładzi dłonią zboże. Scena zmienia się. Widzimy las zimą i tego samego mężczyznę obserwującego lot ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 57%
Tak sobie pomyślałem, że recenzje stają się nudną formą wypowiedzi na temat filmu. Wszędzie ich pełno i nie wnoszą nic ciekawego do naszych małych "kinematograficznych" ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 53%