Recenzja filmu

Matrix (1999)
Lilly Wachowski
Lana Wachowski
Keanu Reeves
Laurence Fishburne

Sztuczna inteligencja kontra człowiek

Można patrzeć na "Matrixa" i odbierać go jako znakomite kino akcji z kultowymi pojedynkami i przełomowymi efektami wizualnymi, z drugiej zaś strony można docenić temat, jaki podejmuje, i ...
Kiedy w 1999 roku bliżej nieznani większości bracia Wachowscy nakręcili "Matrixa", cały świat oniemiał. Sale kinowe należały wyłącznie do nich. Film odniósł olbrzymi sukces kasowy, chociaż nie da się ukryć, że głównie za sprawą nowatorskich efektów specjalnych i związanych z nimi - widowiskowymi pojedynkami. Jednakże rozmowa w kontekście "Matrixa" o jego geniuszu, głównie wizualnym, jest sporym uproszczeniem, bowiem arcydzieło Wachowskich to przede wszystkim wielopoziomowa rozprawa filozoficzna, która obok geniuszu realizatorskiego jest głównym powodem wielkości "Matrixa".

Fabuła jest dosyć prosta. Mr Anderson (Keanu Reeves) od zawsze przeczuwał, że świat w którym żyje jest na swój sposób zadziwiająco enigmatyczny. Dzięki grupce "wolnych" ludzi dowiaduje się, że całe jego życie oraz świat, który znał to mistyfikacja, kontrolowana przez sztuczną inteligencję. Od tej pory Neo (znany wcześniej jako Anderson) postanawia wspólnie z buntownikami odzyskać kontrolę nad ludzkim światem i sprawić, by wrócił on we władanie ludzi.



Zaprawdę wiele jest dzieł filmowych z gatunku science-fiction, które na swój sposób ponownie definiują gatunek i wywołują niemałą dyskusję. Od razu na język nasuwa się kultowa "Odyseja kosmicznaStanleya Kubricka czy też "Łowca androidówRidleya Scotta, które są idealnymi przykładami na wielkość gatunku S/F, gatunku, z którego można wycisnąć bardzo wiele treści, przy jednoczesnym popisie realizatorskim. Jednakże to, co paradoksalnie różni "Matrixa" od dwóch wymienionych wyżej, niewątpliwych wszakże arcydzieł, jest to, że dzieło braci Wachowskich z 1999 roku to pierwsze w historii, tak dosłowne połączenie genialnej formy wizualnej z porażającą treścią. "Matrix" to w końcu zdumiewająca historia świata, który umarł, świata w którym ludzkość zatraciła wolność przez samą siebie, bowiem stworzyła sztuczną inteligencję. O tym samym mówił chociażby James Cameron w swoim "Terminatorze", ale reżyser "Titanica" poszedł niestety bardziej w kierunku skomercjalizowania tematu i zbędnego epatowania jedynie wartką akcją, porzucając tym samym bardzo wiele dialogów i przystanków w filmie, w których padają kluczowe pytania dla całego gatunku SF. "Matrix" więc jest pierwszym filmem fantastycznym w historii, który tak perfekcyjnie łączy formę i treść w jedną, spójną całość, ażeby końcowe meritum miało bardziej uniwersalne oblicze. Cały potęga tego filmu polega na tym, że jest on zrobiony, by zadowolić każdego po trosze. Można patrzeć na "Matrixa" i odbierać go jako znakomite kino akcji z kultowymi pojedynkami i przełomowymi efektami wizualnymi, z drugiej zaś strony można docenić temat, jaki podejmuje, i delektować się cytatami na gruncie filozoficznym, o współczesnej kondycji człowieka, z kolei jeszcze innym może się podobać wątek love story, gdy zwyczajne "ziemiańskie" życie uległo całkowitemu rozpadowi.


Wachowscy "Matrixem" przesunęli granicę kina SF o kolejne zagadnienia. Wcześniej to zrobił Stanley KubrickRidley Scott albo chociażby Terry Gilliam. Od dnia premiery, po dziś dzień, wiele twórców kina akcji, mówiąc kolokwialnie małpuje pomysł Wachowskich, jak ten z tzw. bullet-time, czyli dokładnym pokazaniem trajektorii wystrzelonego pocisku czy ogólnie rzecz biorąc, wszelkich spowolnień, które dodają widowiskowości pojedynkom. W tym kontekście "Matrix" jest filmem bardzo innowacyjnym, który stał się punktem odniesienia dla wielu filmów akcji, w których powiela się udane pomysły Andy'ego i Lany Wachowskich.

Czy zatem "Matrix" to arcydzieło światowego kina? Nie ulega wątpliwości, że to przełomowy film science fiction, arcydzieło swojego gatunku, jednakże wiele rozwiązań zaproponowanych przez Wachowskich jest dostosowanych pod masowego widza. Oczywiście na tym opiera się cały wizerunek filmu, że z jednej strony mamy bardzo ambitny dialog z widzem, o rozwoju technologii, o tym, że sztuczna inteligencja może przejąć kontrolę nad człowiekiem, z drugiej zaś strony film ma wiele momentów przepełnionych patosem i plastikiem, a gra aktorska całej obsady mówiąc delikatnie, nie zachwyca. Ale to wszystko było w końcu zamierzone, i to z dosyć z prozaicznych względów - dotarcia do jak najszerszej widowni na całym świecie. I się udało... bez wątpienia.
1 10 6
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
68% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (19 głosów).
Udostępnij:
Wyobraźcie sobie sen tak prawdziwy, że wydaje się Wam rzeczywistością. Wyobraźcie sobie efekty specjalne tak realistyczne, że zaczynacie się zastanawiać, co jest jawą, a ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 90%