Recenzja filmu

Moje wspaniałe życie (2021)
Łukasz Grzegorzek
Agata Buzek
Jacek Braciak

Letnie przesilenie

Tak jak jego poprzednie obrazy, tak i ten, rozgrywający się w Nysie, rodzinnym mieście reżysera – przy całej ekscentryczności postaci – zachwyca autentyzmem: dialogów, scenerii, atmosfery. ...
Letnie przesilenie
Łukasz Grzegorzek spełnia życzenia. Gdy pięć lat temu oglądałem jego debiutanckiego "Kampera", rozpływając się nad ożywczymi kreacjami Piotra Żurawskiego i Marty Nieradkiewicz, zapragnąłem też zobaczyć w głównej roli Jacka Braciaka, mającego tam epizod-petardę. W "Córce trenera", następnym filmie Grzegorzka, to właśnie Braciak grał pierwsze skrzypce, z kolei w jedną z drugoplanowych postaci wcieliła się Agata Buzek. Wówczas pomyślałem sobie, że nie marzę o niczym innym, jak tylko zobaczyć ją jako wiodącą bohaterkę innej historii w podobnym klimacie. I oto w 2021 roku oglądamy kolejne słodko-gorzkie dzieło Grzegorzka, tym razem należące do Buzek. Powołując się na prawo trzech życzeń, dodam tylko, że za jakiś czas jako protagonistkę czwartego filmu reżysera miło byłoby ujrzeć Małgorzatę Zajączkowską, która w "Moim wspaniałym życiu" gra matkę postaci Buzek, Joanny przez bliskich nazywanej "Jo".

W Jo, czterdziestokilkuletniej anglistce, są dwa wilki. Pierwszy z nich dzielnie znosi niełatwą i hałaśliwą codzienność stale krzyżującego się życia rodzinnego i zawodowego. Stara się być dobrą żoną, matką, córką, a nawet babcią, jako że dysfunkcyjna wielopokoleniowa familia Lisieckich stłoczona jest w jednym domu: Joanna, Witek (Braciak), mąż i zarazem dyrektor jej szkoły, mama z chorobą Alzehimera (Zajączkowska), nastoletni syn (Paweł Kruszelnicki) oraz starsza latorośl (Jakub Zając) z partnerką (Wiktoria Wolańska) i małym dzieckiem. Drugi wilk jest przeciwieństwem Jo-superkobiety. W dawnym mieszkaniu rodziców, oficjalnie służącym do udzielania korepetycji z angielskiego, bohaterka regularnie spotyka się z kolegą z pracy i kochankiem (jeden z najlepszych komediowych występów Adama Woronowicza), z którym pali blanty, spełnia się erotycznie, tańczy i prowadzi niezobowiązujące rozmowy, innymi słowy, urzeczywistnia rozmaite znaczenia kryjące się za pojęciem "czilery" i zdaje się być sobą. Dwa wilki nie muszą ze sobą walczyć – każdy z nich ma swoje terytorium, a te dzięki wysiłkowi Joanny nie pokrywają się mimo niebezpiecznego sąsiedztwa. Do czasu. Ktoś bowiem odkrywa to podwójne życie i anonimowo grozi Jo ujawnieniem reszcie Lisieckich jej zarejestrowanej smartfonem "nieperfekcyjności". A zatem najpewniej wszystko będzie musiało się zmienić.



Szantaż, jakiego doświadcza nauczycielka, i działania mające na celu wyeliminowanie zagrażania strukturyzują akcję filmu i przydają jej dynamiki. Niekiedy jednak nadwyrężają realistyczny ton filmu i zdają się być drogą na skróty – tak, by życiowe przesilenie, doświadczane przez Joannę tuż przed końcem roku szkolnego, mogło jak najpełniej wybrzmieć podczas stu minut seansu. Na szczęście trudno dopatrzeć się innych rys w filmie Grzegorzka. Tak jak jego poprzednie obrazy, tak i ten, rozgrywający się w Nysie, rodzinnym mieście reżysera – przy całej ekscentryczności postaci – zachwyca autentyzmem: dialogów, scenerii, atmosfery. Przyjemnie ogląda się też zróżnicowaną paletę kolorów, niekiedy o bardziej pastelowym lub neonowym nasyceniu, która sytuuje się zarówno z dala od pozującej na wyrafinowany splin szarzyzny, jak i katalogowych barw szczęścia. Podobnie ulokowane jest emocjonalne brzmienie filmu: mimo niebłahości kryzysu przeżywanego przez bohaterkę nie jest to kino, które brutalnie kopie czy rozdziera serce lub bezrefleksyjnie poklepuje po plecach i na siłę podciąga kąciki ust. Jest za to kinem empatii przypominającym czułą rozmowę, dającą poczucie, że może być lepiej, choć droga do owego "lepiej" zapewne okaże się wyboista.

"Moje wspaniałe życie" jest też pierwszą od dwunastu lat główną rolą Agaty Buzek (pamiętna Sabina z "Rewersu" Borysa Lankosza). Co prawda w ostatniej dekadzie artystka wielokrotnie pojawiała się na ekranie, jednak zwykle na drugim planie (wspomniana "Córka trenera" czy "Niewinne" w reżyserii Anne Fontaine) lub wręcz w epizodach. Tym, którzy nie mieli okazji widzieć jej obezwładniającej aktorskiej szarży w spektaklu Krzysztofa Warlikowskiego "Wyjeżdżamy" (2018), może wydawać się, że Buzek szczyt kariery (przynajmniej w ojczyźnie, bo wiele z jej angaży to międzynarodowe projekty) ma już za sobą. Grzegorzkowi należą się zatem podwójne brawa – nie tylko za przypomnienie o potencjale tej wybitnej i wszechstronnej aktorki, lecz także za powołanie do ekranowego życia jednej z najbardziej pogłębionych i niesztampowych postaci kobiecych w polskim kinie ostatnich lat.



Jo jest bowiem bohaterką ryzykowną, krnąbrną i rozsadzającą konwenanse społeczne. A jednak – podobnie protagonistka serialu "Fleabag", której gorszące zachowanie też oburzyłoby niejednego tradycjonalistę – fascynuje, budzi sympatię i podziw. Paradoksalnie łatwiej przecież kłamać, misternie obudowywać swój świat siecią iluzji i odwlekać trudne do przeprowadzenia reformy życiowe, niż po prostu zmierzyć się z rzeczywistością i powiedzieć, co i gdzie nas boli. Bohaterka grana przez Buzek, wypchnięta ze strefy pozornego komfortu, zmuszona jest do konfrontacji i wzajemnego zapoznania jej dwóch odmiennych codzienności, do wizyty w swoistym laboratorium emocji i postaw. Reżyser, nie moralizując przy tym, zdaje się mówić widz(k)om: Macie głos – rozmawiajcie na własnych warunkach, zanim ktoś trzeci narzuci wam swoje. A jeśli nawet tak się stanie, sprawa nie jest przegrana. Życie wciąż może mieć wspaniały smak, o ile jesteśmy sobą.
1 10
Moja ocena:
7
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
83% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (12 głosów).