Przypływ

Jak widać, tematyka marynistyczna jest wiecznie żywa. Film ten to prosta historia marynarska. Jest statek, jego kapitan, zgrana załoga, morze, cel podróży... Ten drewniany skrawek angielskiego ...
Jak widać, tematyka marynistyczna jest wiecznie żywa. Film ten to prosta historia marynarska. Jest statek, jego kapitan, zgrana załoga, morze, cel podróży...
Ten drewniany skrawek angielskiego lądu, pływający po morzach i oceanach rządzi się własnymi prawami. Tytułowym panem i władcą, niemalże bogiem, jest kapitan Aubrey grany przez Russella Crowe. Jego kreacja to twardy i nieugięty, jak przystało na prawdziwego przywódcę, mężczyzna. Kapitan wiedziony wygórowaną ambicją niemalże przechodzącą w szaleńczy pęd rusza za francuskim statkiem Acheronem. Staje się on dla Aubreya tym samym, czym dla kapitana Ahaba biały wieloryb. Nikt i nic nie może mu przeszkodzić w dopadnięciu tegoż celu. Pościg za obcym okrętem przeciąga się ponad wyznaczone mu rozkazy, staje się obsesją. Jednak kapitan dzięki swej nieugiętości, przyjaźni z lekarzem, nie tylko staje na wysokości zadania, ale i otwiera oczy na wiele spraw.

Ukazana tu szara rzeczywistość marynarskiego życia nie wiele ma wspólnego z wysublimowanym pięknem obrazów marynistycznych czy też poematów opisujących piękno wędrownego życia marynarza. Życie na statku wojennym jest przepełnione marazmem zwykłych dni przerywanych rzadkim heroizmem i częstą śmiercią.

Kapitan wiedziony chorą ambicja przeciwstawia się nawet przyjaźni na rzecz schwytania ściganego okrętu. By uprzyjemnić sobie wielotygodniowe i wielomiesięczne męki rozstania ze stałym lądem oraz by czymś się zająć, kapitan wraz z lekarzem grywa wieczorami na skrzypcach i wiolonczeli. Piękna muzyka nie trafia jednak w proste marynarskie gusta.

Podobieństwo obu kapitanów, pomimo że druga, francuskiej strony, nie została pokazana, widoczna jest już od samego początku. Obaj twardzi i nieugięci - przepływają nawet przylądek Horn, walczący z całą zajadłością, przy czym niepozbawieni honoru, mający prawdziwego marynarskiego nosa, by móc po setkach mil morskich wypłynąć tuż za rufą przeciwnika, obaj grywają też dla odprężenia muzykę.

Akcja jednak wprowadza kilka ciekawych wątków. Choćby jeden z chłopców pracujących na oficerskich stanowiskach, któremu lekarz amputuje rękę, po tym jak ją złamał podczas ostrzału. Kapitan na pocieszenie daje mu książkę o słynnych bitwach morskich i opowiada o swym ideale, Lordzie Nelsonie. Chłopak zaczyna widzieć w kapitanie wzór do naśladowania. W pewnym momencie "łapie" dobry kontakt z przyjacielem kapitana, okrętowym lekarzem i przyrodnikiem z zamiłowania. Powoli to właśnie on staje się ideałem dla chłopca. Drugim ciekawym wątkiem są zmagania przyjaciela kapitana, lekarza. Stając na pokładzie statku, przeradza się w część organizmu, załogi. Przychylność marynarzy zyskuje kilkoma udanymi zabiegami, w tym udaną trepanacją czaszki. Aubrey obiecuje mu postój na Wyspach Galápagos, co mogłoby mu zapewnić jego pięć minut w historii nauki. Jednak to kapitan rządzi i dzieli na statku... Trzeci wątek wart uwagi to niezdarny oficer, który zostaje uznany przez załogę za Jonasza, czyli przyczynę wszystkich nieszczęść na statku, co kończy się tragicznie.

Można by rzec, że jest to prawdziwe męskie kino, nie tylko dlatego, że kobiety występują tu tylko przez moment w jednej scenie, lecz z tego powodu, że opowiadają prostą historię przyobleczoną w pełne przygód i zmagań nie tylko z przyrodą, ale i z samym sobą, nie pozbawioną elementów realnej walki pełnej brutalności, gdzie jest też miejsce dla prawdziwej męskiej przyjaźni potrafiącej zdjąć "klapki" z oczu...

Gdy w kinach króluje "Matrix", na ulicach bandyci, to i tak na okręcie rządzi pan i władca, kapitan Aubrey.
1 10
Moja ocena:
7
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
70% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (10 głosów).
Udostępnij:
17 marca pojawił się na DVD oczekiwany z niecierpliwością film Petera Weira "Pan i Władca: na krańcu świata" oparty na dwóch książkach Patricka O'Briana. Jest to ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 94%