"Pasożyt" to produkcja z 2004 roku, której twórcą jest mało znany szerszej widowni Andrew Prendergast. W zasadzie jest to obraz przez wszystkich już raczej zapomniany, co wcale mnie nie dziwi.
"Pasożyt" to produkcja z 2004 roku, której twórcą jest mało znany szerszej widowni Andrew Prendergast. W zasadzie jest to obraz przez wszystkich już raczej zapomniany, co wcale mnie nie dziwi. Film opowiada nam o losach korporacji, Carmile Oil, której szefem jest Richard Reiser. Obecnie jego firma zajmuje się badaniami nad tajemniczą, nowo poznaną substancją. Do badań zostaje zaangażowana doktor Christine Hansen. Cyniczny Richard nakazuje swoim podwładnym, aby eksperymenty przeprowadzili na opuszczonej platformie wiertniczej, znajdującej się na oceanie. Ekipa, wśród której są inżynierowie i technicy, przystępuje do pracy. Po odkażeniu całego pomieszczenia opary pyłu zapełniają całą platformę. Niebawem dochodzi do przerażających rzeczy. Jeden z członków eksperymentu ginie, a pozostała grupka ocalałych odkrywa, że biorą udział w grze, której stawką jest ich własne życie. Nie chcąc nikogo trzymać w niepewności, napiszę od razu, że "Pasożyt" to film nieudany pod każdym względem. Nie dość, że od początku do końca niemiłosiernie się dłuży, to w dodatku jest nudny jak flaki z olejem. Akcja rozwija się dopiero po czterdziestu minutach od napisów początkowych! Wcześniej bohaterowie filmu prowadzą ze sobą monotonne dialogi, których zadaniem było wciągnięcie widza i zainteresowanie fabułą, a tak naprawdę to nikogo one nie obchodzą. Kiedy wreszcie pojawił się tytułowy pasożyt, myślałem, że będzie trochę lepiej. Myliłem się, gdyż to, co twórcy filmu nam serwują, to jakieś totalne nieporozumienie. Efekty specjalne są na poziomie zerowym. Budżet filmu był bardzo niski i to niestety widać – nawet reżyser filmu, Andrew Prendergast, grał pilota helikoptera! W dodatku ujęcia morza wyglądały, jakby woda była zrobiona komputerowo. Kolejnym mankamentem jest aktorstwo, które prezentuje poziom wręcz fatalny. Twórcy nie postarali się zupełnie, aby dodać filmowi choć odrobinę realizmu. Dla przykładu w jednej ze scen, bohater, uciekając przed monstrum, chowa się za drzwiami. Pasożyt próbuje się tam dostać, a aktor udając, że toczy z nim walkę, po prostu macha drzwiami. Do tego należy dodać zakończenie, które podobnie jak i cały film nic sobą nie reprezentuje. Widząc te sceny, ogarnął mnie ironiczny śmiech. Jedyne, co zastanawiało mnie po obejrzeniu tego filmu, to kto wydaje pieniądze na produkowanie obrazów tak bezsensownych i słabych. Nie będę już więcej pisał o tym "dziele", bo tak naprawdę to nie ma o czym. "Pasożyt" to film żałosny, z pewnością jeden z najgorszych, jakie do tej pory oglądałem. Radzę omijać go szerokim łukiem, bo po seansie może was czekać tylko ogromny zawód. Ja oglądając ten film, przeżywałem ogromne katusze, czego nikomu nie życzę.