Realizacja trzeciej części serii to spore wyzwanie. Dwójka wynika częstokroć z oryginału, jest jego oczywistym przedłużeniem. W przypadku trzecich części konieczne są już innowacje. W przypadku
Realizacja trzeciej części serii to spore wyzwanie. Dwójka wynika częstokroć z oryginału, jest jego oczywistym przedłużeniem. W przypadku trzecich części konieczne są już innowacje. W przypadku ich braku publika zarzucić może tylko wieczne kopiowanie utartych schematów. Sylvester Stallone i Sheldon Lettich pisząc scenariusz "Rambo III" mieli tego świadomość. Trzecia część zmagań niezniszczalnego komandosa oferuje szereg atrakcji, których próżno szukać w jej poprzednikach.
Po odbiciu jeńców wojennych z wietnamskiego obozu, John porzucił walkę. Osiadł w Tajlandii, gdzie zajął się pomaganiem mnichom na budowie oraz dorabianiem w walkach na kije. Pewnego dnia odwiedza go pułkownik Trautnam wraz z dwójką rządowych dygnitarzy. Proponują Rambo udział w misji w Afganistanie, gdzie miejscowa ludność jest eksterminowana przez rosyjską armię. John jednak odmawia. Wkrótce dowiaduje się jednak, że Trautman wpadł w ręce wroga. Rambo postanawia ruszyć na pomoc swemu przyjacielowi...
Nowości jest sporo, ale z pewnością nie należy do nich ogólny zarys fabularny. Podobnie jak w "Rambo II" głównym wrogiem są Rosjanie. Dodatkowo "Rambo III" jak jego poprzednik i "Rocky 4" jest mocno upolityczniony. Przekaz jest jasny: dołożyć wizerunkowo Rosjanom i pokazać jak szlachetni są Amerykanie. Wszystkie te obrazy powstały jednak w czasie zimnej wojny, więc nie ma się czemu zbytnio dziwić. Zadedykowany jest także "dzielnemu narodowi afgańskiemu". Obecnie można to traktować jako interesujący szczegół. Po zamachach z 11 września 2001 r. realia polityczne mocno się zmieniły. Ciekawe jak dziś "Rambo III" postrzegany jest w USA.
Innowacje zaczynają się w kreowaniu postaci. Przede wszystkim uwagę przykuwa bezpośrednie zaangażowanie w walkę pułkownika Trautmana. Po raz pierwszy możemy obserwować dowódcę Johna w Wietnamie w pierwszej linii ognia. Wizerunek Rambo też uległ modyfikacji. John nie walczy tutaj w imię swego kraju, lecz tylko i wyłącznie dla przyjaciela. Co więcej nie jest tak nieomylny jak w poprzednich częściach. Można nawet powiedzieć, że w porównaniu z wcześniejszymi odsłonami wyszedł z wprawy jeśli chodzi o walkę. Największą nowością jest jednak potężna dawka humoru. Żartują tu wszyscy na czele z samym Rambo. Rozluźnienie atmosfery wychodzi produkcji na dobre. Akcji jest tu pełno, a humorystyczne kwestie dodają tylko frajdy podczas seansu.
Pochwały należą się też twórcom za oprawę strony wizualnej. Wszystkie sekwencje mające miejsce w Afganistanie (poza finałową bitwą), kręcone były w Izraelu nad Morzem Martwym. Lokacja ta nadaje produkcji autentyczności. Brawa należą się też za urozmaicenie akcji. Mamy tutaj popisy konne, starcia z helikopterami, nieodłączną partyzantkę. Taka różnorodność nie pozwala nudzić się nawet przez chwilę. Jedynie efekty specjalne w kluczowej scenie finałowej batalii odstają od reszty. Niewątpliwie jest to znaczny mankament jednak nie na tyle decydujący, by przekreślać tą produkcję jako całość.
"Rambo III" jest zdecydowanie "naj", jeśli chodzi o starą trylogię. Sylvester Stallone jest tutaj najbardziej przypakowany, jest najwięcej akcji, najwięcej trupów (ten prymat zabrał po 20 latach "John Rambo"), najwięcej humoru, całość jest najbardziej przesadzona i zrealizowana z największym rozmachem. Jeśli tylko przymknąć oko na realizm, "Rambo III" dostarcza półtorej godziny rozrywki na najwyższym poziomie. To klasyk kina akcji. Zresztą jak każda odsłona przygód niezwyciężonego komandosa.
110
Moja ocena:
10
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
Udostępnij
Facebook
X
Udostępnij
Skopiuj link
Obserwuj nas na Google News
Obserwuj nas na Google News
Dodaj Filmweb jako preferowane źródło w Google
Częściej zobaczysz nasze artykuły w wynikach wyszukiwania.