Recenzja filmu

Raport mniejszości (2002)
Steven Spielberg
Tom Cruise
Colin Farrell

Przepowiemy to panu hurtowo

Jako kryminalny thrilleroakcyjniak SF film sprawdza się znakomicie i polecam go z czystym sumieniem każdemu miłośnikowi dobrego kina rozrywkowego.
Właśnie obejrzałem ten film ponownie i za drugim - podkreślam, za drugim - razem widzi się w nim trochę dziur logicznych, które zmniejszają frajdę i wybijają człowieka z totalnego zanurzenia w świecie przedstawionym. W tak dystopijnej wizji zgrzytają też trochę spielbergowe dowcipasy w stylu przypiekania hamburgerów jetpackiem podczas walki w czyimś mieszkaniu - to, co świetnie grało w "Indiana Jonesie", tutaj jest zupełnie nie na miejscu. Na szczęście rzeczonych śmichów-chichów nie ma zbyt wiele. Ostatnim trochę kulejącym elementem są próby przemycania w tym filmie poważniejszych treści, poza samą kryminalną intrygą. Aj waj... czego my tu nie mamy... Żałoba po stracie dziecka, rozstanie z tego powodu rodziców, poczucie winy, uzależnienie od narkotyków, etyczność więzienia ludzi za niepopełnione przestępstwa, permanentna inwigilacja... To wszystko jest albo jedynie lekko draśnięte i pozostawia w związku z tym niemiłe swędzenie zwojów mózgowych, albo jest potraktowane tak łopatologicznie, że niejedna kreskówka dla dzieci może się poszczycić głębszym ujęciem takich tematów.

Ale podkreślam jeszcze raz - jeśli nigdy nie widzieliście tego filmu, to stawiam dolary przeciwko orzechom, że nie zauważycie żadnej z opisanych powyżej wad. Dlaczego? Z powodu wspomnianej kryminalnej intrygi, która stanowi główną oś fabularną i która jest absolutnie pierwszorzędna i mistrzowsko nakręcona. Historia agenta prewencji Johna Andertona (jak zawsze mydłkowaty Tom Cruise) wgniata w fotel, chwyta za gardło i nie puszcza aż do samego końca. Akcja pędzi do przodu, a ekran zalewają znakomite, nawet po latach, efekty specjalne. Są one w dodatku wplecione w film tak, jak powinno się to robić - są elementem tła, wzbogacają świat przedstawiony; nie są celem samym w sobie, jak np. w takim "Ready Player One" niejakiego Stevena Spielberga... Przedstawiona w tym obrazie wizja przyszłości jest przemyślana, przekonująca i niestety bardzo prawdopodobna (może oprócz jetpacków - nawet jeśli zapomnieć o smażeniu nimi mięsa).

Jako kryminalny thrilleroakcyjniak SF film sprawdza się więc znakomicie i polecam go z czystym sumieniem każdemu miłośnikowi dobrego kina rozrywkowego. Jestem przekonany, że gdybym mógł sobie dzisiaj wykasować wspomnienia i obejrzeć go jeszcze raz na świeżo, bez znajomości fabuły, zrobiłby na mnie tak samo kolosalne wrażenie, jak za pierwszym razem. Z tego powodu nie zmieniam więc oceny, którą mu onegdaj wlepiłem: 10/10. I na koniec ostrzeżenie - nie czytajcie zbyt wiele o tym filmie, bo jak widzicie to nieznajomość zakręconej jak ruski termos intrygi jest gwarantem dobrej zabawy. Jeśli niechcący dowiecie się zbyt wiele, to całe napięcie pójdzie się kochać, a wam będzie trudno zatopić się bez reszty w świecie, w którym morderców chwyta się, zanim popełnią zbrodnię.
1 10
Moja ocena:
10
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
100% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (4 głosy).
Udostępnij:
Spielberg udowadnia w tym filmie jedno, że nawet najambitniejsze założenie jest w stanie uczynić tylko kinem rozrywkowym, które choć nie wiem jak by chciało aspirować do ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 31%