Recenzja filmu

Skyfall (2012)
Sam Mendes
Daniel Craig
Judi Dench

Narodziny legendy

Pięćdziesiąt lat wytrwałej służby, na które składają się wzloty i upadki, to doskonały pretekst, by wyprawić zasłużonego męża stanu w sentymentalną podróż, swoiście podsumowując pięć dekad jego ...
Pięćdziesiąt lat wytrwałej służby, na które składają się wzloty i upadki, to doskonały pretekst, by wyprawić zasłużonego męża stanu w sentymentalną podróż, swoiście podsumowując pięć dekad jego działalności, a to wszystko zapakować w jubileuszowy prezent dla fanów. Za przyszykowanie rocznicowej odsłony Bonda odpowiedzialny był Sam Mendes i choć nie musiał utwierdzać nikogo w przekonaniu o swoim pietyzmie, udowodnił pragmatyzm i dryg do gospodarowania monstrualnym budżetem. "Skyfall" to bowiem kipiące emocjami wizualne kopnięcie na (niemal) każdym kroku, niepozbawione subtelności, rysu psychologicznego, nostalgicznego sznytu, zdrowej dawki humoru oraz bardzo dobrego aktorstwa i muzyki.

Wizja oferowana przez Mendesa tętni ambiwalencją. Z jednej strony "Skyfall" pociągnięty jest poetyką nowoczesnego techno-thrillera, ale z drugiej sporadycznie zerka przez ramię na swoich poprzedników, nawiązując do tradycji (głównie) z lat siedemdziesiątych, zręcznie przeplatając stare z nowym, klasykę ze współczesnością. Bond to nadal pełnokrwisty bohater, którego poznaliśmy w "Casino Royale", lecz jednocześnie więcej w nim gracji, elegancji i wdzięku; samemu filmowi nie brakuje przymrużenia oka i umowności. Ponadto, choć najbardziej osobista misja agenta 007 ocembrowana jest posępnością, to na pęczki w niej także błyskotliwego żartu.

O sile scenariusza stanowią przede wszystkim delikatna psychologia, miejsce na refleksję, zadumę i odrobinę melancholii oraz relacje między wyraziście napisanymi postaciami. Cieszy reinkarnacja Q, który tym razem jako młody, ekscentryczny komputerowy geek staje się komediowym sercem filmu. To emocjonalne przypada M, której przeszłość daje o sobie znać, z impetem uderzając o framugę. Główna intryga, zawiązana wokół niej, jest w swojej prostocie całkiem udana, mamy wiarygodny szwarccharakter napędzany przez jeden z najbardziej oczywistych bodźców, mamy egzotyczne wojaże, a we wszystkim kluczową rolę odgrywają najnowsze technologie. W gruncie rzeczy, "Skyfall" podzielić można na kilka rozdziałów, z których każdy ma inną atmosferę i charakter, a wspólnym mianownikiem jest zaangażowanie emocjonalne. Mam wrażenie, że ostatnio było zbyt wiele filmów, w których napięcie siadało w trzecim akcie lub rozjeżdżały się pod koniec - tutaj nie ma tego problemu.

Pomijając parę zgrzytów z CGI, strona realizatorska jest perfekcją. Choć niektóre sekwencje akcji mogłyby wydawać się przesadzone na papierze, w praktyce nie burzą obranej konwencji. Ich realizacja cieszy tym bardziej, że pożegnano się z frenetycznym montażem znanym z ostatniej części. Zdjęcia  to w ogóle temat na osobny esej. Fraza “ładne zdjęcia” stała się ostatnio dość wyświechtana, stąd proponuję nadać fotografii "Skyfall" zgoła inny określnik - zjawiskowa, wprawiająca w zachwyt. Nie mam pojęcia, czy można jednoznacznie wskazać boga sztuki operatorskiej, ale z całą pewnością Roger Deakins osiągnął w niej mistrzostwo i potrafi zaskoczyć nawet w dobie współczesnych superprodukcji. Szanghaj rozpościerający się przed jego kamerą początkowo przywodzi na myśl "Łowcę androidów", stając się konglomeratem szkła i stali skąpanych w neonowych refleksach, by po chwili równie udatnie zaprosić na przebieżkę po dawnych, odrestaurowanych wnętrzach, ujmując Azją zakorzenioną w tradycji. Niektóre kadry szkockich krajobrazów przywołują natomiast melancholię i proszą się wręcz o zawieszenie na ścianie. Wszystkie sceny są doskonale zaaranżowane i pełne życia. Świetna jest również oprawa dźwiękowa. Całość ilustruje solidna, elektryzująca muzyka Newmana pełna ambientowych naleciałości i nawiązań do oldschoolu.

Obsada aktorska właściwie nie ma słabych punktów. Jedyne negatywne odczucie, jakie mogę mieć względem kolejnej bezbłędnej interpretacji Craiga jest żal, że nie będzie przyodziewał szpiegowskiego rynsztunku wiecznie. Jego Bond ma w sobie tym razem więcej klasy i ogłady, a ubytek nieokiełznania przeniósł na ciętą ripostę w szermierce słownej. Judi Dench raz jeszcze jest doskonała, tym razem mając największe dotychczas pole do popisu. Nowym nabytkami są Ben Whishaw, który najwyraźniej urodził się do roli wspomnianego już Q oraz Ralph Fiennes w roli pozbawionego złudzeń, szorstkiego biurokraty z interesującą przeszłością. Oczekiwania spełnił także Javier Bardem, który zgrabnie balansuje na cienkiej granicy między szarżowaniem a przesadą. Jego Silva ma wiele wspólnego ze śmietanką psychopatycznych łotrów, budząc w widzu dość sprzeczne odczucia. Nadal nie jestem przekonany do Naomie Harris, ale nie sposób odmówić jej pewnego czaru. Za to Bérénice Marlohe jako najwłaściwsza Bond girl z powodzeniem hipnotyzuje i uwodzi, szkoda jedynie, że tak krótko.

Niegdyś prym wiodła opinia, że dotychczasowe epizody Bonda z Craigiem odzwierciedlają podróż nieujarzmionego człowieka, który dopiero dojrzewa do zostania pełnoprawnym, przerysowanym, niezniszczalnym agentem 007. Idąc tropem tej teorii, "Skyfall" stanowi zarówno konkluzję trylogii bondowskich korzeni, jak i preludium nowego początku, które otwiera wszechświat możliwości. W 2002 roku, rocznicowa odsłona Bonda wplątała franczyzę w sytuację kryzysową. Dziesięć lat później, kolejny hołd w stronę cyklu nie tylko zaciera drobny niesmak po (przyzwoitym skądinąd) "Quantum of Solace", ale w dodatku przywraca wiarę w to, że wiele złotych dla serii momentów dopiero przed nami, czego sobie i każdemu wielbicielowi serdecznie życzę.
1 10 6
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
75% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (36 głosów).
Udostępnij:
Bond nawiedza światowe kina już po raz 23. Rok 2012 to dla całej serii mały jubileusz, gdyż właśnie teraz mija dokładnie 50 lat od premiery "Doktora No", czyli pierwszego ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 78%
Już przeszło pół wieku najsłynniejszy agent Jej Królewskiej Mości zapewnia doskonałą rozrywkę milionom widzów i czytelników na całym świecie. Czy w tym poważnym - jak na ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 88%