Recenzja wyd. DVD filmu

Teksańska masakra piłą mechaniczną (1974)
Tobe Hooper
Marilyn Burns
Allen Danziger

Horror, który powinien być tylko jeden

Strach to uczucie trudne do skategoryzowania. Jest negatywnym i subiektywnym odczuciem, odciskającym bądź nie swoje obłe macki na ludzkich umysłach. Czy lubimy się  bać, uwalniać w sobie ...
Strach to uczucie trudne do skategoryzowania. Jest negatywnym i subiektywnym odczuciem, odciskającym bądź nie swoje obłe macki na ludzkich umysłach. Czy lubimy się bać, uwalniać w sobie pierwotne instynkty przetrwania? Odpowiedź ciężka i niejednoznaczna. Dla jednych z nas skrzypienie furtki, które podkreśla świst podmuchu powietrza podczas nocnego spaceru lub drewniana huśtawka zawieszona na grubych linach do gałęzi drzewa, którą porusza lekki wiatr, staje się powodem do zaciskania zębów i pojawiania się gęsiej skórki na całym ciele. Wtedy momentalnie robimy się nerwowi. Trzęsą się nam ręce, a nogi robią się jak z waty. Twarz przybiera trupio blady kolor, myśli robią się dziwne: "a jak będzie jak w tym filmie"?. Drudzy z kolei to tacy, których nic zwyczajnie nie rusza: żaden krwawy bądź klimatyczny horror, drastyczne filmy dokumentalne, dzieła odtwarzające wydarzenia oparte na faktach, zjawiska nadprzyrodzone – mity, wierzenia, legendy; czy produkcje zawierające wrażliwą tematykę religijną. Jak więc zrobić coś co może trafić do każdego odbiorcy i przerazi go do szpiku kości? Czy produkcja popularnych, rozsławionych w latach 70. "Slasherów", w których liczba bohaterów maleje w dziwnych okolicznościach, była rozwiązaniem na "anty-strachową" bolączkę reżyserów?
Dobrym przykładem "slasherowego" widowiska jest "Teksańska masakra piłą mechaniczną" z 1974r, która stała się pierwszym tak zniewalającym krwawą jatką horrorem, a dziś współczesnym wyznacznikiem filmowego okrucieństwa, że należy stwierdzić, iż obraz ten powinien być tylko jeden. Swoim zakończeniem i niepewnością musi intrygować i konsternować widza. Żadnych kontynuacji, niepotrzebnego przeciągania i robienia sequeli sequelów, w których kolejne pokolenia pokoleń morderców będą siać postrach gdzie tylko popadnie. Tobe Hooper i Kim Henkel wykonali kawał nieziemsko dobrej roboty. Napisali scenariusz, którego wcielenie w życie na pewno nie było łatwym zadaniem. Szkic poruszał tematykę masakry, którą człowiek zgotował drugiemu człowiekowi. Był wyrazem zwierzęcego okrucieństwa, aktu bezsensownej nienawiści, którą w połowie lat siedemdziesiątych XX w. wyreżyserował Tobe Hooper. Świat w końcu usłyszał terkot wprawianej w ruch piły mechanicznej, jej niesamowity jazgot podkreślany przez ciężką i pochyloną sylwetkę mężczyzny, którego zdeformowaną facjatę przykrywała postrzępiona maska z szytych ludzkich twarzy.


18 sierpnia 1973r. Niby piękny, słoneczny dzień, który piątce przemierzających równiny Teksasu przyjaciół, w żaden sposób nie zapowiada niezmierzonego okrucieństwa, którego później doświadczą. Wszystko zaczyna się gdzieś na jednej z małych otoczonych przez połacie ziem dróg. Przemierza ją zielonkawa furgonetka kierowana przez Kirka (William Vail), któremu towarzyszą Jerry (Allen Danziger), Pam (Teri McMinn) oraz rodzeństwo: Sally (Marilyn Burns) i Franklin Hardesty (Paul A. Partain). Znajomi udają się w odwiedziny domu, w którym niegdyś dorastali dzieci Hardesty’ch. Atmosfera wydaje się być w porządku, lecz między przyjaciół wdziera się lekki niepokój spowodowany doniesieniami speakera o tajemniczych morderstwach, zbezczeszczeniach i kradzieży zwłok z cmentarza. Takie informacje zauważa również widz, który odczuwa z tego powodu lekką konsternację. Zastanawia się więc, jak to co usłyszeli Ci młodzi ludzie wpłynie na nich samych i rozwój późniejszych wydarzeń. Dodajmy do tego tajemniczego, obłąkanego autostopowicza (Edwin Neal), którego zabierają młodzi, sadysty sapiącego z podniecenia z powodu widoku krwi spływającej z rozciętego wnętrza dłoni. Żadne z gromadki "wycieczkowiczów" nie wie, że przybłęda będzie bratem chorego umysłowo, zwalistego "artysty ludzkich twarz": Leatherface’a, który lada moment, jak chwasty wypleni wszystkich po kolei.

"Teksańska masakra Piłą Mechaniczą" ma w sobie ten pierwiastek zła i naturę czystej żądzy mordowania, które trudno ująć w recenzji i wyraźniej opisać. Widoczne jest to na samym początku filmu, w którym lektor informuje o makabrycznej zbrodni, której świadkiem w 1973r. były teksańskie ziemie. To co się tu wydarzyło było jednym z najbrutalniejszych i najdziwniejszych aktów przemocy w historii USA. Potem pojawiają się ohydne i makabryczne obrazy gnijących, przytwierdzonych drutem do nagrobka zwłok ludzkich, w które to wtapia się głos speakera. Mężczyzna mówi o dwunastu grobach, gdzie w niektórych przypadkach ciału brakuje głowy i innych narządów. Ten niesamowity wyraz okrucieństwa, kanibalizmu i braku poszanowania do istoty drugiego człowieka wzmacnia przekaz filmu i przekręca o 180 stopni trybiki naszych instynktów i dobrej woli. Kim trzeba być żeby tego dokonać? Zwierzęciem? Nieznającą zahamowań bestią? Tajemnicą, która jako widza doszczętnie wbiła mnie w fotel, pozostaje ciemny obraz, pośród którego słychać odgłosy czyichś drobnych czynności, jakby ten ktoś przetaczał się przez zagracony teren. Wtórują temu dziwne niepokojące odgłosy. Wszystko przypomina migawkę, gdyż ów mrok na zmianę zastępuje krótki błysk flasha aparatu fotograficznego, ukazującego fragmenty zmasakrowanych, zakrwawionych zwłok ludzkich. Przypomina to śledczego, który pod osłoną nocy odkrywa porzucone i zakopane gdzieś ciała i następnie je fotografuje. Ten specyficzny fragment filmu wdziera chłód w ciało widza i może lekko naruszyć jego psychikę. Zastanawia, co może przynieść następna migawka wymieniająca się z mroczną pustką.


Warto zwrócić uwagę na postać "Leatherface’a", w którą wcielił się Gunnar Hansen. Ekipie filmu na pewno nie łatwo było znaleźć osobę, która idealnie jak na scenariusz produkcji zagra tego psychopatę. Aktor musiał mieć potężną zwalistą sylwetkę, a grając tą rolę niezgrabnie się poruszać, nawet w biegu. Nie zapomnijmy, że musi scalić się z okrucieństwem i dzikością głównego bohatera. I tak, doskonale zrobił to wspomniany wyżej Gunnar Hansen. Strach i przerażenie postaci, na które polował "łowca skór" był naturalny i było tego o wiele więcej niż samego szatkowania wrogów piłą mechaniczną.

Czy produkcja ta straszy, odraża tak jak powinna? Byłoby idealnie gdyby ów film skończył się na fanatycznym tańcu ciemiężcy: Leatherface’a ze swoją mechaniczną "zabawką", gdyby po prostu dalej nic nie było. Żadnych kolejnych części, sequeli, które dałyby kilku lub więcej rozdziałowy "slasherowy" tasiemiec. To był zbyt dobry film, którego markę i całość popsuli jego następcy.
1 10
Moja ocena:
8
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
33% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (3 głosy).
Udostępnij:
W latach 70. i 80. za sprawą takich twórców, jak Wes Craven, George A. Romero, David Cronenberg czy Tobe Hooper wyłonił się nowy nurt w klasycznym horrorze - kino gore. ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 57%
Obrazu Tobe Hoopera nikomu zapewne bliżej nie trzeba przedstawiać, wśród pasjonatów kina grozy to dzieło kultowe. Fabuła jest tu nadzwyczaj prosta: oto piątka ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 51%