Recenzja filmu Totalny kataklizm (2008)
Jason Friedberg
Aaron Seltzer

Tania katastrofa

Rzadko się zdarza, aby udało się w jednym filmie sparodiować prawie wszystkie produkcje ostatniego roku na zasadzie: jeden film – jeden naprawdę żenujący żart
Filmweb sp. z o.o.
Jestem pełen podziwu dla twórców "Totalnego kataklizmu". Jakkolwiek już w poprzednich swoich dziełach, takich jak "Wielkie kino" czy "Poznaj moich Spartan", wykazali się prawdziwym talentem, to tym razem osiągnęli mistrzostwo świata. Rzadko się bowiem zdarza, aby udało się w jednym filmie sparodiować prawie wszystkie produkcje ostatniego roku na zasadzie: jeden film – jeden naprawdę żenujący żart. Co więcej, każdy z tzw. dowcipów jest tandetnie opakowany i sprawia wrażenie, jakby jakaś grupa przygłupich nastolatków z osiedla dostała kamerę, drobne kieszonkowe i wolną rękę.  A jednak udało się to sprzedać, i to jest właśnie najlepszy żart.

Głupie komedie to gatunek niezwykle popularny i ceniony w Stanach. Choć u nas, w ojczyźnie kina moralnego niepokoju i misji dziejowych, taka postawa jest wśród krytyki, od dekad walczących o nową szkołę polską, nie do pomyślenia, to jednak "prości" ludzie chętnie się z nich śmieją... Zamiast więc wygrzebywać ze studenckich notatek linijki o François Rabelais i karnawalizacji, wrażliwi chłopcy i dziewczęta parający się krytyką wolą  załamać dłonie. Komedie braci Farrelly –   syf, "Supersamiec" – syf, itd., itd. Wyjątek zrobiono chyba tylko dla "Nagiej broni 2 i ½", ale w tym przypadku trzeba by być kompletnie  wyprutym z poczucia humoru, aby nie docenić jej polotu. Tym razem jednak krytycy  będą mieli w pełni uzasadnione powody do utyskiwanie, bo tytuł  "Totalny kataklizm" doskonale oddaje istotę filmu.

Nie ma sensu streszczać fabuły nowego dzieła Friedberga i Seltzera, bo polega ona z grubsza na kumulacji przygłupich gagów dotyczących coraz to innych znanych filmów. Mamy więc kompletny miszmasz, który charakteryzuje się tym, że nikt nawet nie próbuje udawać, że robi coś innego niż bezsensowne kino klasy C. Tanie kostiumy, tanie żarty, tanie dekoracje i żałosne efekty specjalne to magiczna formuła tego filmu. A jednak chyba dzięki niej odnosi on sukcesy finansowe.

W końcu nie widzę innej motywacji do pójścia do kina, niż chęć zobaczenia czegoś naprawdę żenującego i głupiego, filmu, który przekracza świadomie i bezwstydnie ramy kina klasy C i na dodatek nie wstydzi się tego. To jest kino trashowe i jako takie może zyskać sobie nawet fanów. W końcu perwersyjne przyjemności można czerpać z wielu źródeł, czemu więc nie z wielkiego ekranu.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 71% uznało tę recenzję za pomocną (80 głosów).
Krzysztof Michałowski
ocenia ten film na:
1 10 2/10 bardzo zły

przeczytaj również recenzje użytkowników (4)

Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię