Tokio Calling

"Enter the Void" jest drugim po "Nieodwracalne" filmem Gaspara Noe, który udało mi się obejrzeć. Filmy te łączy wiele, głównie klimat i typ zdjęć. O ile jednak w drugim z nich fabuła i sposób ...
"Enter the Void" jest drugim po "Nieodwracalne" filmem Gaspara Noe, który udało mi się obejrzeć. Filmy te łączy wiele, głównie klimat i typ zdjęć. O ile jednak w drugim z nich fabuła i sposób narracji były dopracowane do perfekcji, o tyle "Enter the Void" zbyt wiele razy popada w banał i tendencyjność. To oznacza jednak, że film dostarcza tak niesamowitych wrażeń artystycznych i wizualnych, że mimo zbyt dużej dosłowności trafił na listę moich ulubionych dzieł kinematografii.

Nie bez powodu akcja filmu traktującego o życiu po śmierci i wizjach zaświatów została umiejscowiona w Azji. Prawdy Buddyzmu mieszają się tu z zupełnie pozbawionym metafizyczności światem seksu,  nakrotyków i przemocy. Mam wrażenie, że miraż kolorów  i ciężki klimat mogło udźwignąć tylko Tokio - pretendujące do największej aglomeracji świata (a przez wielu za taką właśnie uważane), gdzie trafiają, oprócz przedstawicieli licznych korporacji, tłumy wyrzutków z innych kontynentów. Jednym z nich jest Oscar (Nathaniel Brown), młody chłopak, który przybył do Tokio z nieznanego nam na początku powodu. To, co wiemy od pierwszych minut, to to, że lubi eksperymentować z nowymi nakrotykami i zaczyna je rozprowadzać na coraz szerszą skalę. Mieszka w zaniedbanym mieszakaniu, które dzieli z siostrą. Kłótnie i rozmowy z nią, nakrotyki i sporadyczne spotkania z innymi zażwającymi zdają się tym, na czym Oscar w głównej mierze spędza swoje dni. Jednak wieczór, którego będziemy świadkami, jest zupełnie inny od tego, co dotychczas zajmowało głównego bohatera. A my razem z nim będziemy mieli okazję tego doświadczyć.

Gra światłem, która pojawia się już przy napisach początkowych i towarzyszy widzowi przez ponad dwie godziny, sprawia, że widz doskonale wczuwa się w odczucia głównego bohatera i zostaje wciągnięty w duszny klimat wielkiego Tokio. Zdjęcia w filmie sprawiają, że mimo metafizycznych doświadczeń, jakie są w nim ukazane, historia nie traci na audentyczności - można mieć wrażenie, że w trakcie oglądania jesteśmy pod wpływem substancji, o których opowiada.

Wrażenia podczas seansu i po nim są niesamowite. Zdjęcia, przy których powstawaniu czerpano garściami z video i pop artu, oddają klimat narkotykowego świata, a sceny w których oglądamy świat "z wnętrza" głównego bohatera sprawiają, że czujemy, jakbyśmy fizycznie brali udział w jego odlotach. Sama historia schodzi na drugi plan. Ani kreacje aktorskie, ani muzyka nie są w stanie przyciągnąć i zaciekawić na tyle na ile udaje się to zrobić zdjęciom. W odbiorze przeszkadza też długość dzieła, które spokojnie możaby zamknąć w mniej niż dwóch godzinach materiału. Niemniej jednak miałkość historii została uratowana przez niezwykłą oryginalność, z jaką reżyser ją opowiada. Polecam wszytskim ceniącym dobre zdjęcia, temat nakrotyków i klimat filmów Gaspara Noe. Fanom łatwych fabuł i filmów akcji zdecydowanie odradzam.
1 10 6
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
50% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (6 głosów).
Udostępnij:
Gaspar Noé przed paru laty wywołał prawdziwą burzę swym obrazem "Nieodwracalne", który zasłynął między innymi najdłuższą sceną gwałtu analnego w historii. Na kolejne ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 82%
W swoim najnowszym filmie pt. "Enter the Void" Gaspar Noé poddaje tekst Tybetańskiej Księgi Umarłych postmodernistycznej reinterpretacji. Tworzy psychodeliczną opowieść o ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 76%