Recenzja filmu

Wszyscy jesteśmy Chrystusami (2006)
Marek Koterski
Marek Kondrat
Andrzej Chyra

Film o mnie i o Tobie

Marek Koterski jest jednym z najbardziej konsekwentnych reżyserów polskiej kinematografii. Jak postanowił sobie, że zacznie kręcić filmy o sobie, tak robi to przez 22 lata. Czy jego najnowsze ...
Marek Koterski jest jednym z najbardziej konsekwentnych reżyserów polskiej kinematografii. Jak postanowił sobie, że zacznie kręcić filmy o sobie, tak robi to przez 22 lata. Czy jego najnowsze dzieło kończy jedną z najdłuższych serii w historii kina?

Koterski to geniusz. Potrafi kręcić filmy o sobie w taki sposób, że widz odbiera je bardzo osobiście. W abstrakcyjnym "Domu wariatów" naszkicowany został portret psychologiczny Adasia Miauczyńskiego - przyszłego inteligenta wychowanego w piekle małżeństwa swoich rodziców. Jego matka, to nieszczęśliwa kobieta niekochana przez męża, mająca zawsze dobre rozwiązanie na wszystkie problemy tego świata - zupę pomidorową. Ojciec jest chorym psychicznie pedantem, który linijką odmierza odstęp swojej głowy od talerza zupy. Syn powoli przejmuje dziwactwa swoich rodziców, choć przecież pragnie uciec od nich jak najdalej. Mimo bardzo wysokiego poziomu absurdu oglądając ten film widzimy swoją rodzinę. Podobne wrażenie towarzyszy pozostałym odsłonom historii o Adasiu. Ten jest raz niespełnionym reżyserem, raz sfrustrowanym niedoszłym profesorem. "Wszyscy jesteśmy Chrystusami" podsumowuje całe życie Miauczyńskiego i ostatecznie rozlicza się z nim.

Pozornie to opowieść o alkoholiku, który pokonał nałóg i w rozmowie z synem porządkuje swoją przeszłość. Pozornie, bo film opowiada o czymś bardziej uniwersalnym - o wzajemnych relacjach. I to relacjach wcale nie wydumanych i wziętych z kosmosu, ale tych prawdziwych, życiowych, naszych. O relacjach będących wynikiem wariackiej sztafety pokoleń. Ojciec Adasia pił, Adaś też pije, jego syn sięga po narkotyki. Taka sztafeta mogłaby ciągnąć się w nieskończoność, ale w końcu ktoś mówi "dość". Ktoś, czyli syn Sylwuś (Michał Koterski). Zanim jednak to się stanie, obserwujemy kolejne upadki głównego bohatera. Miauczyński odchodzi z pracy po zwymiotowaniu na dziekana (wcześniej wykładał kulturoznawstwo), niszczy choinkę podczas Wigilii czy spędza kolejne noce na izbie wytrzeźwień. W końcu sięga dna, śpiąc w ubraniu i mocząc się w nocy po uprzednim wypiciu butelki wódki i kilku piw.

Siłą filmu jest jego prostota doprawiona garścią absurdu i czarnego humoru. Oto pijany Adaś w towarzystwie kumpli alkoholików ogląda transmisję papieskiej pielgrzymki. Jan Paweł II mówi: "Trzeźwymi bądźcie i czuwajcie". Na co towarzystwo wzdycha: "Ech, to jest kolo. Nie było drugiego takiego i już nie będzie. Może pojedziemy do niego w intencji niepicia?". Na co Miauczyński mówi: "Niech zstąpi coś tam tego ziemi. Tej ziemi!". Widz uśmiecha się, może nawet boki zrywa, ale wnet uświadamia sobie, że bohater właśnie upił się tuż przed kolacją wigilijną, a wcześniej przez siedem lat nie miał alkoholu w ustach. I uśmiech znika...

Warto obejrzeć ten film także dla samych aktorów. Andrzej Chyra, jako Miauczyński lat 33, jest doskonały. Co nie powinno wcale dziwić, aktor ma na koncie znakomite role m.in. w "Długu", "Symetrii" czy "Komorniku". Równie dobrze patrzy się na Marka Kondrata, czyli Miauczyńskiego lat 50, choć nie jest to rola na miarę tej z "Dnia Świra". Świetnym pomysłem było obsadzenie Michała Koterskiego (syna reżysera, co też ma znaczenie symboliczne) w roli Sylwusia, syna Adasia. Koterski jest naturszczykiem, jego gra jest drewniana i nieporadna, ale taka właśnie ma być! Bo czego oczekiwać od dziecka żyjącego od zawsze w ciągłym strachu przed powrotem taty, który zamiast Mickiewiczowskich rodzynek w koszyku przynosi kolejną dawkę cierpienia i upokorzenia? Wylewności i uśmiechu?

"Wszyscy jesteśmy Chrystusami" to siódma część historii Adasia Miauczyńskiego. Wiele wskazuje na to, że na tym koniec. Po pierwsze ten film w przeciwieństwie do poprzednich kończy się dobrze (nie zdradzam fabuły, przecież już pierwsza scena mówi, że Adaś wyszedł z nałogu), po drugie siódemka ma dla reżysera szczególne znaczenie, co najbardziej wyeksponował w "Dniu świra". Koterski jest jednak twórcą zaskakującym, więc tak odważne stawianie tezy może być trochę na wyrost. Mimo wszystko trudno mi sobie wyobrazić, by reżyser mógł zamilknąć albo kręcić filmy o czymś zupełnie innym. Na razie wolę o tym nie myśleć, więc pozostaje mi cieszyć się z najnowszego dzieła. Dzieła bardzo dobrego, głębokiego acz prostego, trafiającego prosto w serce. Gorąco polecam!
1 10
Moja ocena:
9
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
99% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (90 głosów).
Udostępnij:
Na ekrany polskich kin właśnie wszedł nowy film Marka Koterskiego, "Wszyscy jesteśmy Chrystusami". Tym samym do wyliczanki produkcji o perypetiach Adasia Miauczyńskiego, ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 88%
Można sobie wyobrazić, że "Wszyscy jesteśmy Chrystusami" powstało w obowiązującej u nas stylistyce twardego, szarego realizmu. Że byłoby filmem interwencyjnym. Mielibyśmy ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 53%