Recenzja filmu

Zjazd absolwentów (2013)
Anna Odell
Anna Odell
Anders Berg

Szkolne demony Anny Odell

Film, poza tym, że jest dziełem wielowymiarowym, performance'm i zabiegiem artystycznym, w początkowym zamiarze łączącym dokument z inscenizowaną fabułą, jest opowiedziany w sposób niezwykle ...
Film, poza tym, że jest dziełem wielowymiarowym, performance'm i zabiegiem artystycznym, w początkowym zamiarze łączącym dokument z inscenizowaną fabułą, jest opowiedziany w sposób niezwykle odważny. Reżyserka, autorka scenariusza i odtwórczyni głównej roli przedstawia osobistą historię opartą na faktach z jej życia. Bohaterka to ona sama - nawet imię i nazwisko bezsprzecznie na to wskazują. A na tych, o których opowiada, nie zostawia suchej nitki.

Anna Odell, mieszkanka kraju, gdzie nierówności społecznie praktycznie nie istnieją, a życie wydaje się wieczną sielanką, pokazuje, że hierarchia szkolna i znęcanie się nad słabszymi nie wybierają miejsca pochodzenia. Przez 9 lat szkolnych, przechodząca dosłowne męki i walcząca z niskim poczuciem własnej wartości Anna nie traci jednak woli przetrwania. Zamiast jednak na siłę dostosowywać się do ogółu wybiera szlachetną formę zemsty - sztukę. Po tym jak nie otrzymuje zaproszenia na zjazd absolwentów jej szkoły, postanawia zainscenizować go wraz z aktorami, by później skonfrontować z tym obrazem samych zainteresowanych.
Pierwszą część filmu stanowi samo spotkanie z dawnymi kolegami (?) z lat szkolnych. Rzewne wspomnienia wycieczek szkolnych i wszechobecnego koleżeństwa, główna bohaterka bezceremonialnie przerywa opowiadając wydarzenia widziane oczami niezbyt ładnej i nielubianej Anny, wrażliwej dziewczyny, która pechowo stała się kozłem ofiarnym klasy. Jedni szydzili z niej chcąc dowartościować siebie, inni, widząc na szali podziw ze strony szkolnych liderów i przyjaźń z odepchniętą przez wszystkich koleżanką - jednogłośnie wybierali to pierwsze. Po latach jedynym wytłumaczeniem wydaję się być: "byliśmy dziećmi", a najlepszym wyjściem - puścić w zapomnienie niemiłe chwile, by rozkoszować się drogim szampanem, porównywać wykonywane zawody czy wymieniać ilość przebytych ciąż. Jednak dorosłość nie zawsze oznacza dojrzałość.

Widz podziela ból Anny. W wielu momentach aż chce się powiedzieć: 'Daj sobie spokój, nic nie wskórasz, tym razem znów sama się ośmieszasz'. Ona jednak nie daje za wygraną. Chce wywrzeć jakąkolwiek reakcję na tych, którzy ją ignorują lub ze wstydem spuszczają wzrok. Przyznajcie się, pomyślcie nad sobą, nad skutkami swoich czynów. Nic z tego. Anna znów, tak jak wiele lat temu, jest wariatką. Nie dlatego, że jest brzydka i nielubiana, ale dlatego, że walczy o swoje. Nalepienie komuś etykietki jest takie łatwe, powód, dla którego to się robi nie musi nawet być logiczny.

Czy Anna wygrywa? Czy wypominanie ludziom to, czego są świadomi, ale woleliby nie pamiętać, może przynieść jakikolwiek skutek po latach? Najsmutniejsze jest to, że tak nie jest. Jedyną karą mogłoby być cofnięcie się w czasie i postawienie oprawców w roli ofiar, żeby poczuli jak to jest, żeby ich poczucie własnej wartości zostało zachwiane na tyle, by przed samobójstwem powstrzymywała ich tylko wizja szyderstwa z ich zwłok. Dorośli ludzie, którzy słuchają nawet drastycznych wynurzeń ich szkolnej ofiary, inaczej zapisali w pamięci dawne lata. To wina Anny - zawsze była naiwna, małomówna i trzymała się na uboczu. Winą za swoje cierpienie może obarczać tylko siebie, zdają się mówić głupawe miny i niewybredne komentarze aktorów odgrywających role kolegów z klasy. Minęło tylko 20 lat, hierarchia pozostała.

Drugą część filmu stanowić miała konfrontacja ludzi z klasy Anny z wizją zawartą w jej inscenizacji. Niewielu chciało się spotkać. Tylko kilkoro pozwoliło sobie na komentarz, próbę wytłumaczenia. Ostatecznie nagrane z ukrytej kamery spotkania nie ujrzały światła dziennego - ich bohaterowie nie wyrazili zgody na publikację materiałów z ich wizerunkiem. Dla Anny nie stanowiło to jednak przeszkody. Nagrała nowy materiał, tym razem inscenizując również spotkania. Efektem jest bardzo osobisty, zmuszający do refleksji, emocjonujący film. Do polskich kin wchodzi pod nazwą "Zjazd absolwentów".
1 10 6
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
89% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (28 głosów).
Udostępnij:
"Zjazd..." skłania nas również do pewnej nieprzyjemnej konstatacji: wynegocjowanie wspólnej wersji przeszłości – takiej, która mogłaby doprowadzić do pojednania – w ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 88%