Piękna przeszłość, której kompletnie nie czuć

To jeden z tych seriali, które zaczynają się całkiem obiecująco, żeby z każdym kolejnym odcinkiem coraz bardziej gubić własny pomysł. Początek potrafi zainteresować, są ładne scenografie, ciekawy
Historia opiera się na motywie podróży w czasie. Główny bohater trafia do przeszłości, gdzie musi odnaleźć się w zupełnie innych realiach, a przy okazji rozwikłać tajemnicę związaną z wydarzeniami, które doprowadziły go do tego miejsca. Na miejscu poznaje Decha, z którym początkowo nie jest mu po drodze. Ich relacja zaczyna się od niechęci, sprzeczek i wzajemnego drażnienia, ale z czasem pojawia się między nimi uczucie.

Sam pomysł nie jest szczególnie oryginalny, ale nie musi być. Podróże w czasie, zamiana ról czy odkrywanie własnych uczuć mogą działać bardzo dobrze, jeśli historia ma dobre tempo i przede wszystkim wiarygodną relację między bohaterami. Tutaj właśnie zaczynają się problemy.

Pierwsze odcinki są zdecydowanie najlepszą częścią serialu. Fabuła jest wtedy stosunkowo prosta, łatwo śledzić wydarzenia, a motyw zderzenia współczesności z przeszłością daje kilka zabawnych sytuacji. Podobało mi się również pokazanie codziennego życia sprzed setek lat - tradycyjne jedzenie, gotowanie, ziołowe lekarstwa, naczynia czy dawne sposoby radzenia sobie z różnymi problemami.

Są też momenty, w których serial potrafi być naprawdę uroczy. Szczególnie dobrze wypadają sceny, w których Dech zaczyna zauważać swoje uczucia i nie bardzo wie, co z nimi zrobić. Jego zawstydzenie, ukrywanie emocji czy próby zachowania dumy są znacznie ciekawsze niż większość późniejszych komplikacji fabularnych.

Niestety, z czasem coraz więcej miejsca zaczynają zajmować poboczne historie. Zamiast rozwijać główną parę, scenariusz dorzuca kolejne postacie, konflikty i tajemnice. Część z nich nie prowadzi właściwie do niczego, a niektóre można by spokojnie usunąć bez większego wpływu na główną historię.

Najbardziej przeszkadzała mi relacja głównych bohaterów. Niestety, między nimi praktycznie nie ma chemii.

W serialu bardzo dużo mówi się o tym, że zaczynają się do siebie zbliżać, ale trudno to naprawdę poczuć. Ich relacja istnieje przede wszystkim dlatego, że scenariusz mówi nam, że powinna istnieć. Brakuje naturalnego napięcia, spojrzeń, swobody i tego poczucia, że tych dwóch ludzi rzeczywiście zaczyna coś do siebie czuć.

Najbardziej widać to w scenach romantycznych. Zamiast wyglądać jak moment między dwoma zakochanymi osobami, niektóre pocałunki i bardziej intymne sceny sprawiają wrażenie wymuszonych i niezręcznych. Oczywiście można wybaczyć pewną niezręczność, szczególnie jeśli aktorzy dopiero zaczynają współpracę, ale tutaj problem utrzymuje się praktycznie przez cały serial.

Co ciekawe, znacznie lepiej wypadają niektóre relacje drugoplanowe. Tam, gdzie główna para powinna mieć najwięcej emocji, często ich brakuje, podczas gdy poboczni bohaterowie potrafią mieć między sobą znacznie bardziej naturalną energię.

Największy zgrzyt: to w ogóle nie wygląda jak przeszłość To chyba rzecz, która irytowała mnie najbardziej.

Rozumiem, że główny bohater pochodzi ze współczesności i dlatego jego wygląd nie musi być historyczny. To nawet ma sens. Problem pojawia się wtedy, gdy praktycznie cała reszta obsady wygląda tak, jakby właśnie wyszła z nowoczesnego salonu fryzjerskiego i gabinetu medycyny estetycznej.

Akcja ma rozgrywać się kilkaset lat temu, ale trudno w to uwierzyć, kiedy bohaterowie mają bardzo współczesne fryzury, perfekcyjnie wystylizowane włosy, nowoczesne makijaże, a niektóre twarze wyglądają tak, jakby historia nigdy nie dotarła do epoki przed zabiegami medycyny estetycznej.

Przez to nawet dobrze przygotowane kostiumy i scenografia nie wystarczają. Możemy dostać tradycyjne ubrania, stare naczynia, zioła i dawne zwyczaje, ale jeśli stoją przed nami osoby wyglądające współcześnie, cała iluzja epoki natychmiast znika.

I właśnie dlatego serialowi brakuje autentycznej atmosfery historycznej. Nie oczekuję oczywiście stuprocentowej zgodności z rzeczywistością, ale podstawowe elementy wizualne powinny pomagać widzowi uwierzyć w świat przedstawiony, a tutaj często robią dokładnie odwrotnie.

Scenariusz ma wyraźny problem z proporcjami. Wątki poboczne zabierają dużo czasu, ale często nic z nich nie wynika.

Pojawiają się kolejne postacie i tajemnice, które przez chwilę wyglądają na ważne, a później właściwie znikają. Historia Phaulkana, Marie czy niektórych innych bohaterów pozostawia wrażenie, jakby scenarzyści mieli pomysły na wiele różnych historii, ale nie do końca wiedzieli, które z nich naprawdę są potrzebne.

Podobnie jest z niektórymi konfliktami. Serial potrafi poświęcić bardzo dużo czasu na rzeczy drugorzędne, podczas gdy najważniejsze pytania pozostają bez satysfakcjonującej odpowiedzi.

Momentami miałem wrażenie, że oglądam kilka różnych seriali połączonych w jedną produkcję.

Tempo również mocno kuleje. Początek potrafi wciągnąć, ale później tempo jest bardzo nierówne. Są odcinki, w których dzieje się zdecydowanie za dużo, a jednocześnie nie posuwamy się znacząco do przodu. Innym razem serial zatrzymuje się na rzeczach, które nie mają większego znaczenia dla głównej historii.

Najbardziej boli to, że pod koniec wszystko zaczyna dziać się nagle.

Przez większość serialu mamy mnóstwo czasu na poboczne historie, drobne konflikty i sceny komediowe, a kiedy przychodzi moment na rozwiązanie najważniejszych zagadek, scenariusz zaczyna się spieszyć. Finał sprawia przez to wrażenie, jakby zabrakło miejsca na jeszcze jeden lub dwa odcinki.

I to naprawdę czuć.

Finał jest zdecydowanie jednym z najsłabszych elementów całej produkcji.

Po tylu odcinkach oczekiwałam wyraźnego zamknięcia najważniejszych wątków, tymczasem wiele rzeczy pozostaje niedopowiedzianych. Niektóre postacie właściwie znikają bez konkretnego zakończenia swoich historii, część pytań dotyczących podróży w czasie zostaje bez odpowiedzi, a sama relacja głównych bohaterów również nie dostaje takiego finału, na jaki zasługiwała.

Ostatnie sceny zamiast dać satysfakcjonujące rozwiązanie pozostawiają przede wszystkim pytania: co właściwie wydarzyło się z Dechem, jak dokładnie działał cały mechanizm podróży w czasie i co stało się z niektórymi bohaterami?

Można oczywiście powiedzieć, że twórcy zostawili sobie furtkę. Problem w tym, że serial powinien najpierw zakończyć własną historię, a dopiero później zostawiać miejsce na interpretacje.

Szkoda tylko, że ta dobra strona produkcji nie idzie w parze z odpowiednią atmosferą historyczną. Właśnie przez współczesne fryzury, makijaże i wygląd aktorów trudno mi było naprawdę zanurzyć się w przedstawionym świecie.

Największym problemem nie jest nawet to, że serial jest bardzo zły. Bardziej chodzi o to, że jest zwyczajnie rozczarowujący i momentami bardzo nudny. Ma kilka dobrych pomysłów, ciekawy punkt wyjścia, ładną oprawę i pojedyncze naprawdę sympatyczne sceny. Niestety, wszystko to zostaje przykryte przez brak chemii między główną parą, nierówne tempo, przeładowanie pobocznymi wątkami, współczesny wygląd bohaterów oraz pośpieszny i niedopracowany finał.

Zaczynałam z nadzieją, że będzie to przyjemna historia o podróży w czasie i rodzącym się uczuciu. Im dalej, tym bardziej miałam jednak wrażenie, że twórcy próbują upchnąć zbyt wiele pomysłów w zbyt małej historii.
1 10
Moja ocena serialu:
5
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?