Recenzja Sezonu 1

Sterling Point (2026)
Megan Park
Aurora Guerrero

Lato, kiedy stałam się Kanadyjką

Najnowsze teen drama od Amazona to powiew świeżości w tym gatunku, choć ci, którzy wychowali się na "Jeziorze marzeń" rozpoznają tę bryzę bez trudu.
Lato, kiedy stałam się Kanadyjką
Produkcje z gatunku teen drama pojawiają się na platformach streamingowych regularnie, choć ich jakość bywa bardzo różna. Dzisiejsze seriale dla nastolatków różnią się jednak zdecydowanie od tych, które święciły triumfy na przełomie tysiącleci – wówczas więcej uwagi poświęcano emocjom i procesowi dojrzewania, dziś najczęściej bardziej liczy się akcja i intryga. "Sterling Point", jedna z najnowszych produkcji Amazona, to serial, który na dobrą sprawę mógłby mieć premierę nie w 2026, ale w 2000 roku, gdyż doskonale wpisuje się we wzorce fabularne, którymi gatunek teen drama kierował się przed laty. I jest to całkiem miła odmiana!


Annie Jacobson (Ella Rubin) to trochę rozpuszczona, ale ambitna 17-latka – mieszka w Nowym Jorku, ma zamożnego ojca, luksusowe mieszkanie i bardzo dobre wyniki w nauce. Nie dostaje się jednak na letni program edukacyjny na swojej wymarzonej uczelni, a na dodatek dowiaduje się o śmierci dziadka, którego w ogóle nie znała. Co bardziej zaskakujące, ojciec jej zmarłej przed wieloma laty matki zostawia Annie i jej bratu-bliźniakowi pewien spadek oraz listy, które szybko zostają przejęte i schowane przez ojca nastolatków. Okazuje się też, że ów spadek znajduje się w Kanadzie, do której zaintrygowana listem Annie udaje się w tajemnicy przed tatą. Wakacje, które miała spędzić na przygotowaniach do studiów, szybko zamieniają się w pełnoprawną przygodę, wypełnioną nowymi znajomościami, odkrywaniem kolejnych sekretów z życia matki i jej rodziny oraz… miłością, a jakże. Wielkomiejska Annie, o której życiu w Wielkim Jabłku nie dowiadujemy się zbyt wiele, bez problemu odnajduje się na tytułowej wyspie. Życie na kanadyjskiej prowincji okazuje się czymś, czego potrzebowała.


Megan Park, niegdyś aktorka w hallmarkowych produkcjach, kilka lat temu objawiła się jako reżyserka i scenarzystka bardzo udanych filmów dla młodzieży ("Następstwa", "My Old Ass"). Tym razem stworzyła dłuższą historię, która jest oczywistym nawiązaniem do sentymentalnych teen dramas przełomu tysiącleci. "Sterling Point" można określić mianem "Jeziora marzeń" pokolenia zetek – miasteczko Capeside zamienione zostało na kanadyjską wyspę, a bohaterowie więcej przeklinają i sięgają po używki, ale serial stworzony i częściowo wyreżyserowany przez Megan Park niesie ze sobą tę samą dawkę melancholii i tej specyficznej tęsknoty bohaterów za czymś, co choć jeszcze trwa, za chwilę się skończy. "Sterling Point" sięga po wątki niemal wyjęte z opery mydlanej – mamy tu kwestie zaginionego rodzeństwa, nieznanego ojcostwa, utraty matki i wielu innych rodzinnych sekretów – ale ogrywa je w lekki, pozbawiony kiczu sposób, umiejętnie mieszając humor z momentami wzruszenia (a tych jest całkiem sporo, pudełko chusteczek przyda się podczas seansu). Niemal każda z postaci zmaga się z jakąś mniej lub bardziej przepracowaną traumą, ale to nie powstrzymuje bohaterów przed czerpania garściami z tego, co ofiarowuje im los. Mimo strachu przed dorosłością i zmianami nastolatkowie próbują życia na rozmaite sposoby, co nierzadko kończy się porażkami. Z każdej z nich wynoszą jednak lekcje, dzięki czemu bohaterowie nie są statyczni, a obserwowanie zachodzących w nich przemian jest jedną z większych przyjemności płynących z oglądania "Sterling Point". 

Osoby, które źle znoszą elementy woke culture mogą być niepocieszone – w "Sterling Point" mamy zarówno burzliwe związki par homoseksualnych, jak i osoby niebinarne. Jednak widzom, których bardziej niż orientacja seksualna czy tożsamość płciowa bohaterów interesuje emocjonalny rozwój tychże, nie powinno to przeszkadzać. Większość postaci jest tu bowiem zarysowana bardzo dobrze, dostaje swój czas ekranowy i pogłębiony rys psychologiczny, dzięki czemu grupa nastoletnich bohaterów ze Sterling Point jest zróżnicowana, ale też dynamiczna i zharmonizowana pomimo istniejących różnic. Szczególnie kontrastowym zestawieniem osobowości jest Annie i Ramona – pierwsza z początku jest ucieleśnieniem bogatej miastowej dziewczyny, poukładanej i niezdolnej do spontanicznych decyzji; druga to typowa chłopczyca, narwana i wybuchowa. Obie bohaterki zostają w pewnym sensie zmuszone do nawiązania relacji, która z czasem zaczyna dawać bardzo wiele każdej z nich.


"Sterling Point" ogląda się bardzo dobrze głównie dzięki świetnemu aktorstwu młodej obsady: znana m.in. z "Anory" czy "Until Dawn" Ella Rubin wspaniale niesie tę historię, kreując Annie jako bohaterkę dynamiczną, energiczną, często głośno myślącą na temat swoich decyzji czy kolejnych rewelacji w jej życiu. Wcielająca się w Ramonę Amélie Hoeferle (oglądana niedawno w "Eddington") jest znakomitym kontrastem dla gadatliwej Annie – bardziej skryta, choć nie introwertyczna; twarda, ale nie bezduszna. Na drugim planie wyróżnia się Keen Ruffalo (syn Marka, choć wyglądem i grą aktorską przypominający bardziej Joe Keery’ego ze "Stranger Things") jako wcale-nie-taki-głupawy-jak-się wydaje brat bliźniak głównej bohaterki oraz mało znana Brytyjka Bo Bragason w roli Oony, szalonej i wyjątkowo żądnej przygód przyjaciółki Ramony. Na brawa zasługuje jednak cała obsada, bo sprawia, że ze "Sterling Point" wcale nie chce się wracać.


Serial Madison Park nie jest produkcją bez wad: dialogi czasami brzmią tak, jakby nie przeszły żadnej redakcji, niektóre "wyzwania" stojące przed bohaterami wydają się wydumane i przesadzone, a całość pewnie można było skrócić o jeden czy dwa odcinki, by narracja była bardziej zwarta. Ale nie można odmówić "Sterling Point" uroku i lekkości przy jednoczesnej odwadze w doborze poruszanych tematów. Najnowsze teen drama od Amazona to powiew świeżości w tym gatunku, choć ci, którzy wychowali się na "Jeziorze marzeń" rozpoznają tę bryzę bez trudu.
1 10
Moja ocena serialu:
7
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?