"Wonder Man", mimo swojego powolnego tempa, potrafi zainteresować. Opowiedziana historia niestety nie jest zbyt porywająca pod kątem rozrywki, a sam serial cierpi, na niektórych płaszczyznach,
Nadszedł 2025 rok, czyli jeden z najbardziej interesujących okresów w historii kinowego uniwersum Marvela. Studio zaplanowało w tym czasie wiele istotnych produkcji, które zostaną zwieńczone wyczekiwanym "Avengers: Doomsday". Czy "Wonder Man" faktycznie skradnie serca fanów, którzy - im bliżej historycznej grudniowej premiery - pokładają coraz większe nadzieje i oczekiwania, wobec przyszłości MCU?
Poznajemy historię aspirującego hollywoodzkiego aktora Simona Williamsa (Yahya Abdul-Mateen II), który robi wszystko, aby rozkręcić swoją obiecującą karierę. Bohater walczy nie tylko z innymi kandydatami o otrzymanie roli w najnowszych światowych produkcjach, ale przede wszystkim z samym sobą – z towarzyszącym mu zwątpieniem, demotywacją i samotnością. Simon przypadkowo poznaje znanego aktora Trevora Slattery’ego (Ben Kingsley), o którym świat usłyszał po pamiętnej roli wroga Iron Mana, Mandaryna. Jednak czasy jego świetności już minęły, a teraz musi zmagać się z konsekwencjami swoich czynów i odpokutować swoje grzechy. Działając pod przykrywką, wysłany przez służby specjalne, Trevor Slattery będzie musiał zbliżyć się do Simona Williamsa i poznać jego prawdziwe, nieobliczalne i nadprzyrodzone oblicze.
Marvel
Suzanne Tenner
Destin Daniel Cretton podjął się swojego drugiego projektu dla Marvel Studios, a trzeci "Spider-Man: Całkiem nowy dzień" już w drodze. Podobnie jak w przypadku "Shang-Chi i legenda dziesięciu pierścieni", dostajemy spod jego ręki świeżą pozycję, która, mimo że wprowadza coś nowego i obiecującego do świata MCU, cierpi niestety na innych płaszczyznach. W "Wonder Manie" scenariusz jest podzielony na dwa główne wątki – wiodącą opowieść oraz historię współpracy Slattery’ego ze służbami specjalnymi. Serwowana przez twórców historia jest niestety dosyć przewidywalna, a jej tempo powolne.
Trzeba przyznać, że jak na produkcję ze świata MCU, "Wonder Man" jest mało superbohaterski. Marvel Studios kontynuuje trend, który pojawia się od kilku ostatnich pozycji spod ich szyldu. Produkcje, oprócz emocjonujących pojedynków i scen akcji, mają dostarczyć widzowi coś więcej. Jest to serial opowiadający historię o drodze, którą musi przebyć większość początkujących aktorów, aby zaistnieć w filmowym świecie. To walka z przeciwnościami losu i omijanie kłód rzucanych pod nogi. Historia Simona Williamsa to opowieść, z której mogą czerpać nie tylko młodzi artyści, ale każdy ambitny człowiek pędzący za marzeniami. "Wonder Man" mówi o wytrwałości, by zawsze w siebie wierzyć i mimo przeciwności losu dążyć do realizacji postawionych celów. Cretton pokazuje, że podczas realizacji założeń, często towarzyszą myśli o poddaniu się, jednak istotne jest, aby nie dawać za wygraną i skrupulatnie dążyć do celu.
Jest to kolejne dzieło wprowadzające nowego bohatera do kinowego uniwersum Marvela. Simon Williams wydaje się być ciekawą i złożoną postacią, która może odegrać istotną rolę w przyszłości MCU. Jednak czy tworzenie filmów i seriali, w których za każdym razem wprowadzamy nowego protagonistę ma sens? Trudno nie odnieść wrażenia, że przez ostatnie kilka lat ciągle pojawiają się nowe postacie, a tylko pojedyncze występują w więcej niż jednej produkcji - to zwykłe marnowanie potencjału na poprowadzenie wielu ciekawych wątków i historii. Wszystko prowadzi do punktu kulminacyjnego, jakim jest film "Avengers: Secret Wars", co można interpretować jako drugi i być może ostatni występ dla wielu bohaterów. Bezsensowne jest wzbogacanie świata o tyle nowych postaci, skoro w przyszłości więcej się już ich nie zobaczy.
Wracając do "Wonder Mana". Dostajemy show dwóch świetnych aktorów. Dla Yahyi Abdula-Mateena II rola Simona Williamsa to bardzo solidny debiut w świecie Marvela. Ben Kingsley powraca po raz kolejny, w świetnym stylu, jako Trevor Slattery, błyszcząc na ekranie. Ten człowiek jest po prostu świetny! Z pełną odpowiedzialnością można stwierdzić, że to jego najlepsza i najciekawsza interpretacja tej postaci. Oba występy są solidne, więc na wysoki poziom gry nie ma co narzekać. Cóż… w końcu to serial o aktorach.
Marvel
Suzanne Tenner
"Wonder Man", mimo swojego powolnego tempa, potrafi zainteresować. Opowiedziana historia niestety nie jest zbyt porywająca pod kątem rozrywki, a sam serial cierpi, na niektórych płaszczyznach, jednak porusza istotne i ciekawe tematy. Niewątpliwie dla fanów Marvela jest to pozycja obowiązkowa, która dostarczy miłych i nostalgicznych wrażeń w związku z powrotem do roli Trevora Slattery’ego, fenomenalnego Bena Kingsleya.