Netflix powoli zaczyna przeskakiwać samego siebie, serial rewelacyjny. Najlepszy na ten moment jaki widziałam w tym roku. Polecam !
Tak czekałem na finalny sezon i cóż, doczekałem się. Sęk w tym, że dłużył mi się niemiłosiernie. Mam wrażenie, że całość dało się zamknąć i wyjaśnić wszystkie wątki w 3-4 odcinkach. Pierwsze dwa sezony wbijają w fotel. A tu? Mnóstwo dialogów opartych na powtórzeniach (tak, cykl się powtarza, wiem), a pomimo tej...
Tego dnia rozpoczyna się 1 odcinek, tego dnia samobójstwo popełnia Michael i tego dnia, czyli jutro wchodzi drug sezon... wszystko jest przemyślane, jakie to podniecające :D
Hmmm było ciekawie... ale w 7 odcinku robi się "Moda na sukces"... ten człowiek to syn Twojego brata, mój wnuk, Twój bratanek. Po tych słowach rżałam jak koń, poraz pierwszy w tym serialu. Po kolejnych wywodach było jeszcze śmieszniej. Uważam, że ostatnie dwa odcinki II serii ratuje tylko Peter Gabriel.
Wydawało mi sie, ze nie mozna bardziej zapętlić przy jednoczesnym utrzymaniu koncentracji widza na opowiadanej historii. Nic bardziej mylnego - sezon drugi to jakis majstersztyk. Tajemniczość, kompleksowość, dobór i gra aktorów, scenografia, muzyka i o wiele wiecej paradoksów z podrozy w czasie. Wszystko w tym serialu...
więcejNa fali recenzji "lepszy od Stranger Things" przebrnąłem z mozołem przez sezon pierwszy, by w ostateczności pojąć, że zachwyty zdają się być wyrwane z forów audiofilskich. A i tak nie do końca, bo recenzenci za bardzo sami nie wiedzą, czy zachwycać się nad scorem czy soundtrackiem, wychwalając na przemian a to Bena...
- wymieszanie i wzorowanie się na wątkach, które dobrze się sprzedały w innych serialach: lost, westworld, stranger things, twink peaks itd.
- pseudonaukowy bełkot np. czarne dziury w jaskiniach XD
- pomieszane linie czasowe, co sprawia że faktycznie dla niektórych serial może być czymś trudniejszym w odbiorze niż...
Już dawno nie widziałem serialu który by miał tak precyzyjnie napisany scenariusz. Wszystko się zazębia i spina, wynika z siebie i nie jest przypadkowe. Porównania do Stranger Things jak dla mnie bez sensu. To zupełnie różne seriale. Bliżej mu chyba do Fortitude z pierwszego sezonu, choć też niezbyt blisko.
1 i 2 sezon były wprost genialne. Drugi kończył się nawet mega twistem wbijającym w fotel. A co dostajemy w trzecim? 20 Mart i 40 Jonasów.
Niepotrzebne wątki w drugim świecie, jakby się oglądało poprzednie sezony tylko z trochę innej perspektywy. Ale to dalej jest to samo a robiło się coraz nudniej. Wieczne powtarzane...
10 odcinków na przedstawienie tej bądź co bądź ciekawej historii to stanowczo zbyt dużo (straconego) czasu.... Niektóre sceny dłużyły się niemiłosiernie. Innymi słowy: pomysł dobry, ale wykonanie fatalne :(