Wywiad jak bollywodzki film - rozmowa z Jakubem Duszynskim

  • autor: Aleksandra Salwa
  • Wywiad
O kinie Bollywoodzkim można się podstawowych faktów dowiedzieć z prawie każdego programu kulturalnego. Lub czasopisma. Niewielu wie i pisze, kto rozpoczął swoistą modę na Bollywood. Z Jakubem Duszyńskim spotykam się w siedzibie Gutek Film. Sprawia wrażenie lekko rozkojarzonego, co chwilę przekłada dokumenty, przestawia rzeczy na biurku. Wyjaśnia, że miał ciężki dzień, bo jutro wyjeżdża do Paryża.
Kiedy zaczynamy rozmowę o kinie, zmienia się w innego człowieka, pełnego pasji, fascynata. Mówi szybko, z przejęciem, gestykuluje. Gdy opowiada o bogu Krisznie, pokazuje mi jego wizerunek. Ma go na tapecie w swojej komórce. Swojego ulubionego aktora Shah Rukh Khana, który w "Czasem słońce, czasem deszcz" gra jedną z głównych ról, porównuje do Jamesa Stewarta i Rudolfa Valentino. Gdy wymienia obsadę indyjskiego filmu, nazwisko SRK wymienia 2 razy.

Filmweb: Jak do tego doszło, że dyrektor artystyczny niszowej firmy Gutek Film założył własną, jeszcze bardziej niszową firmę, Blink?
Jakub Duszyński: Gutek Film ma określony profil. Promuje kino artystyczne oraz ściśle określone nazwiska jak Lars Von Trier, Wong Kar-Wai czy Pedro Almodovar.
Kusiło mnie, by się podzielić z widzami moją pasją, jaką jest kino gatunkowe z bardzo odległych krajów: Hongkongu, Kamerunu, Indii. Takie, które rzadko dociera do Polski.

Filmweb: Jaki jest związek między firmami Gutek Film i Blink?
Jakub Duszyński: Współdziałania i dopełniania się. Blink jest skromnym, autorskim projektem, który realizuję z błogosławieństwem, radą i pomocą Romana Gutka. Myślę, że relację między firmami można porównać do relacji między ogromnym festiwalem w Cieszynie stworzonym przez Romana a sekcją, na której mi bardzo zależało i którą programuję - "Nocne szaleństwo". Blink to projekt, którego celem jest promowanie kina gatunkowego, które nie do końca pasuje do profilu Gutek Film. Jeśli ciekawię się kinem, dajmy na to, z Hongkongu, to chciałbym się podzielić z widzami jakimś wielkim przebojem, o którym u nas nikt nie słyszał. Ale tylko, jeśli mnie samego najpierw oczaruje.

Filmweb: Więc jeśli zainteresowałeś się Indiami, to naturalnym wyborem była się najdroższa i największa produkcja czyli "Czasem słońce, czasem deszcz"
Jakub Duszyński: Tak, choć przyznaję, że przed Bollywoodem długo się broniłem. Miałem w domu kasety z filmami, ale nie chciałem ich zobaczyć. Potem trafiłem na "K3G" [skrót tytułu "Czasem słońce, czasem deszcz" używany w Indiach - przyp. A.S.]. I zakochałem się. Oglądając film czułem takie emocje, jak w dzieciństwie, gdy w "Gwiezdnych Wojnach" Luke Skywalker atakował Gwiazdę Śmierci. Chciałem się podzielić swoją fascynacją.

Filmweb: Dlatego w Cieszynie na festiwalu Era Nowe Horyzonty stworzyłeś sekcję "Nocne szaleństwo"?
Jakub Duszyński: Tak. Może to głupio zabrzmi, ale cykl był hołdem dla filmów mojego dzieciństwa. Wychowałem się na kinie gatunkowym. Kiedy byłem mały, oglądałem z kolegami w nocy horrory, by później umierać ze strachu mierzyć się ze swoim lękiem. Potem coraz częściej chodziłem do Iluzjonu na retrospektywy wybitnych twórców: Kurosawy, Ozu. Kino stało się dla mnie czymś więcej niż tylko źródłem rozrywki. Nigdy już nie wróciłem do hollywoodzkich produkcyjniaków i komercyjnych produkcji. I teraz na nowo odkryłem, że ta dziecięca radość zabawy w kino, oglądania komercyjnych filmów z kinematografii u nas w ogóle nieznanych.

Filmweb: Brzmi trochę jak snobizm.
Jakub Duszyński: To nie tak. Nudzi mnie powtarzanie bez końca tej samej formuły przez wytwórnie hollywoodzkie lub europejskie, gdy w innych częściach świata - na przykład w Azji - powstaje tak oryginalne i pomysłowe kino, zrealizowane za pomocą prostych i oszczędnych środków.

Filmweb: A nie prościej i taniej byłoby sprowadzać filmy tylko dla siebie? Trzeba od razu zakładać firmę dystrybucyjną?
Jakub Duszyński: Od lat ściągam filmy własnymi ścieżkami, ogląda je wąskie grono moich najbliższych. W zeszłym roku postanowiłem pójść krok dalej i pokazać między innymi K3G w Cieszynie.
I tu czekało mnie zaskoczenie. Myślałem, że widzowie odbiorą film chłodno, intelektualnie, z dystansem oraz pewną wyższością. Ale nie! Sala reagowała emocjonalnie, żywiołowo. Takiego zachowania nie widziałem w żadnym kinie w ciągu ostatnich latach. Ludzie zanosili się śmiechem, ale nie ironicznym, tylko szczerym. W drugiej połowie zaczęli płakać, nawet faceci. Po seansie podchodzili zachwyceni i dziękowali. Pomyślałem, że takimi emocjami trzeba się podzielić z resztą widzów. Błędem, jest założenie, że widz kinowy - w odróżnieniu od festiwalowego- nie "załapie" tego filmu.

Filmweb: Kim będzie widz "Czasem słońce, czasem deszcz"?
Jakub Duszyński: Teoretycznie - widzem wyrobionym, o którym można spokojnie powiedzieć, że zna kino. Zna dorobek wielu reżyserów i wciąż czuje głód nowości, zabawy z kinem i jego konwencjami. Widzem, który nie musi wyłącznie oglądać filmów, stawiających podstawowe, egzystencjalne pytania i każące określać swoją postawę wobec życia. Widzem, który potrzebuje oddechu, rozrywki..

Filmweb: Zastanawiam się jednak, czy takie nagromadzenie emocji, odmienność kulturowa nie przytłoczy widza, który przyzwyczajony jest jednak do bardziej stonowanych i bliskich sobie filmów.
Jakub Duszyński: Przeciwnie, myślę, że go rozbroi. U nas ogląda się kino raczej na chłodno, nikt nie krzyczy na horrorach, nie pęka ze śmiechu na komediach. Przyzwyczajeni jesteśmy do dystansu. Tymczasem "K3G" stara się go przełamać, choćby przez swoją czułość i szczerość. Nikt z ekranu nie puszcza oka do widza. Nie daje mu odczuć, że to tylko taka zabawa.
W kinie Bollywoodzkim początkowo reagujemy śmiechem na sceny czułości, w których matka przytula syna, albo bracia się obejmują. Widzowie mówią, że to ckliwe. Ale siedzą, nikt nie wychodzi z kina. Bo tak naprawdę tkwi w nas tęsknota za kinem, które dostarcza takich prostych, silnych emocji.

Filmweb: Byłeś w Indiach, tam filmy odbierane są inaczej.
Jakub Duszyński: Tak, choćby dlatego, że widzowie śmieją się w zupełnie innych momentach niż my. W Indiach filmy traktowane są niemal rytualnie. Każdy seans zaczyna się od odegrania hymnu narodowego. Dla Hindusów kino nie jest wypełniaczem czasu, przerwą między zakupami w centrum handlowym. To coś więcej.

Filmweb: Może swoisty nośnik kultury i tradycji? Bohaterka K3G śpiewa piosenki Geri Halliwell, nosi obcisłe dżinsy, ale pozostaje wierna zasadom rodziny i gdy przychodzi odpowiedni czas, to ubrana w sari, oddaje się religijnym obrzędom.
Jakub Duszyński: Akurat w "K3G" kultura Zachodu jest potraktowana dosyć ironicznie. Hindusi trochę się z nas śmieją. Zauważ, że pierwsza część filmu, "Indie" podsumowuje wszystko, czym jest Bollywood: przepychem, pałacami maharajów, tradycyjnymi świętami, strojami, gestami. Druga część, "Londyn", pokazuje, co się dzieje, gdy Bollywood "zakłada dżinsy" - czyli dokonuje ekspansji, przenika do naszej kultury.

Filmweb: I co się dzieje?
Jakub Duszyński: Najpierw "zasysa" naszą kulturę, przeżuwa ją, przetrawia i przerabia. A potem pokazuje nam, jak nas widzi. Mamy niepowtarzalną szansę zobaczyć samych siebie oczami Hindusów. Pokazują nam też, co się dzieje, gdy przyjmują nasze wzory. Wynikają z tego same nieporozumienia i pomyłki. Przykładem jest rola Kareeny Kapoor [czyt.Kariny Kapór - A.S.], która gra Pooję [czyt. Pódżę - A.S.].

Filmweb: Jaka jest różnica między Bollywood a Hollywood?
Jakub Duszyński: Najlepiej ujął to hinduski krytyk filmowy, z którym rozmawiałem w Bombaju. Powiedział, że w naszym kinie przykłada się wagę do realizmu. Zastanawiamy się, czy ekranowego lekarza stać na dom, w którym mieszka, ubrania, w których chodzi, czy tyle naprawdę może zarabiać. Ich takie kryterium zupełnie nie interesuje. Porównał oba kina do religii. W chrześcijaństwie bóg czyli Jezus jest przedstawiany według pewnych kanonów realizmu. Przybity do krzyża, krwawiący, ma ciernie wbite w skórę. Natomiast w hinduizmie bóg Kriszna jest niebieski, Hanuman ma głowę małpy, a bogini Kali 6 dłoni. Nikt się nie pyta, czy to możliwe, by bóg miał niebieski kolor. Tak samo jest z kinem. Ich nie interesuje kryterium realistyczne, filmy pokazują taką mityczną rzeczywistość. To jest świat półbogów, ludzi doskonałych. Idealnie pięknych, idealnie dobrych lub idealnie złych. Dlatego aktorzy są traktowani jak bóstwa. Ich wizerunki są wszędzie, na kartkach pocztowych, we wszystkich magazynach, na ręcznie malowanych plakatach filmowych. Gdyby kosmita odwiedził Indie, pomyślałby, że taki Shah Rukh Khan to bóg, władca, ktoś niezwykle ważny w tym kraju.

Filmweb: A gdyby K3G nakręcono w Europie lub w Ameryce, to jak wyglądałaby historia rodziny Raichand?
Jakub Duszyński: Myślę, że konflikt w takim filmie mógłby się rodzić wtedy z jakieś aberracji, z przełamania obyczajowego tabu, czego raczej w kinie hinduskim nie ma. W europejskiej wersji K3G bohater Hritika Roshana [czyt. Hritika Roszana - A.S.], Rohan, po przyjeździe do domu brata, pewnie miałby romans ze swoją szwagierką. Jakaś psychodrama.

Filmweb: Miałeś okazję spotkać się z dwiema gwiazdami filmu - Hritikiem Roshanem i Kajol [czyt. kadżol], którzy są traktowani w Indiach jak półbogowie. Jacy są w kontakcie bezpośrednim?
Jakub Duszyński: Hritika spotkałem w jego mieszkaniu. To było dość niesamowite. On - bożyszcze, idol, który jest na okładkach większości czasopism, zaprosił jakiegoś małego dystrybutora z Polski, do siebie do domu. Gdy wszedł, żona i ja oniemieliśmy z wrażenia, taki był przystojny i pełen charyzmy. Zachowywał się swobodnie i bezpośrednio. Bardzo go interesowało, skąd przyjechaliśmy i dlaczego chcemy promować indyjską kinematografię. Opowiedzieliśmy mu o swojej fascynacji Bollywoodem, co przełamało lody. Hritik powiedział nam dużo o swojej rodzinie. Nie zachowywał się jak gwiazda, która ma przygotowane formułki dla dziennikarzy. Potwierdził, że w "K3G" prawdziwie oddane jest przywiązanie Hindusów do tradycyjnych wartości. Na koniec zupełnie mnie rozbroił, prosząc bym mu napisał, jak w Polsce widzowie reagują na film.

Filmweb: A Kajol? Czy przypomina zwariowaną, roztrajkotaną postać, którą gra?
Jakub Duszyński: Trochę tak (śmiech). Od razu zrobiła na mnie wrażenie - piękna, filigranowa, delikatna, co podkreślał biały tradycyjny strój, który miała na sobie. Gdy zaczęliśmy rozmawiać, okazało się, że jest pewna siebie i ma opinię na każdy temat. Przy czym jej wypowiedzi też były przemyślane i osobiste, a nie ułożone przez sztab PR-owców. Bardzo mnie uderzyło, że aktorzy są tacy, jak filmy, w których grają. Emocjonalni, żywiołowi i naturalni. Nie są zmyśleni ani wykombinowani.

Filmweb: I szczerzy?
Jakub Duszyński: Tak. Cały czas patrzyli prosto w oczy, co było onieśmielające, bo są bardzo piękni. I Kajol i Hritik to niezwykle urodziwi ludzie. W ogóle Hindusi są moim zdaniem pięknym narodem, a aktorzy są spośród nich najpiękniejsi. I trochę robi się przy nich słabo (śmiech).

Filmweb: Co po "K3G" zaproponuje widzom firma Blink, komedię z Kamerunu?
Jakub Duszyński: Trudno mi w tej chwili powiedzieć, prowadzone są negocjacje.

Filmweb: Ale obiecujesz, że będzie to coś oryginalnego, nietuzinkowego i porywającego?
Jakub Duszyński: Obiecuję!
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię