Zmarnowany potencjał

Ten film miał potencjał oskarowy, ale reżyser (zresztą wyrzucony przed zakończeniem produkcji) zmarnował szanse.
Największym elementem dramatyzmu powinna być dalsza walka Freddiego w obliczu choroby. Ostatni teledysk w którym grał w mega makijażu. Mary która nie opuściła go do samego końca podobnie Jim Hutton. Kiedy Freddy kupił sobie dom z którego potem już prawie wcale nie wychodził spędzając czas samotnie. W końcu śmierć. Film powinien się konczyć pogrzebem i kawałkiem Show Must Go On w tle - gdzie w teledysku już Freddy ze względu na swój stan zdrowia nie wystąpił. Nie pokazali też szalonych imprez orgio-libacji alkoholowo-narkotykowych, które trwały codziennie, trochę zmienili prawdę o Freddim. Generalnie dobry reżyser zrobiłby z tego materiału film nie do zapomnienia przez fanów i tych co dopiero o Queen usłyszeli. Ostatecznie film pozostanie fajny dla fanów ale skończony w połowie. A dla nie znających Queen będzie ledwie ciekawostką.

42
  • Mam dokładnie takie same przemyślenia, a jestem fanem Queen i to takim z gatunku die-hard. Irytujące były też przekłamania. Aż ciężko wszystkie wymienić. Dla mnie najciekawsze byłoby zobaczyć, jak Freddie walczył z AIDS i do końca tworzył. Jak scalilo to zespół i jaka była strata po jego śmierci. Powinni pokazać jego pogrzeb przy dźwiękach Show must go on. To byłoby coś. Film oceniam na 7 mocno na wyrost. Aktorsko tak sobie, historia w wielu miejscach po prostu nieprawdziwa.

  • Film jest raczej muzyczny i tak go odbieram. To nie jest dramat o Freddiem Mercurym i z takim nastawieniem trzeba go oglądać. Chyba zależało mu żeby to muzyka była zapamiętana, a nie jego cierpienie. Dlatego też tak długo tę chorobę ukrywał. czytałam jak wyglądała jego śmierć i nie wiem czy chciałabym oglądać jak nie mógł mówić, wstać żeby się załatwić. Film kończy się w najlepszym momencie, który ma być zapamiętany. To nie znaczy że reszta się nie wydarzyla.

  • Film nie był tylko o freedim, więc nie potrzebowałam takiego zakończenia, o którym mówisz

  • W filmie nie chodziło po prostu o biigrafie, i miał być zrobiony na wesoło. Gdyby pokazali to wszystko była by smutma atmosfera kończąca film.

  • A ja sie nie zgodze.

    Wg mnie pokazanie Queen, a szczegolnie Freddie'go w momencie chwaly w sekwencjach koncowych bylo idealnym podsumowaniem tego, jaki byl Freddie i jak chcial zyc - zauwaz, ze Freddie przez wiele lat ukrywal swoja chorobe, byl ponadto osoba bardzo niesmiala prywatnie i dopiero na scenie wybuchal jak wulkan.

    Zakonczenie filmu pokazujace Freddie'go w glorii jest najelpszym mozliwym holdem dla artysty, ktory zawsze chcial byc zapamietany jako swietny performer.

    Wszyscy wiemy dobrze, jak niestety skonczyla sie jego historia, ale na legende Freddie'go nie mozna patrzec jedynie przez pryzmat AIDS. Ten temat jest w filmie poruszony (linia czasowa zostala zaburzona wlasnie po to, aby zakonczyc film koncertem z Live Aid, ktory notabene jest uwazany za jeden z najlepszych wystepow wszechczasow ), ale nie stanowi glownej osi filmu.

  • Trudno się z tym nie zgodzić. Mimo wszystko, Rami Malek przypominał trochę Mercury'ego(poza wyłupiastymi oczyma, które ma Malek), ale też się spodziewałem, że pod koniec filmu pokażą, że mimo AIDS dalej nagrywał, nie poddał się, mimo, że zdrowie już mu nie pozwalało na występy na scenie i że nagrał takie arcydzieła jak "Innuendo" czy "The Show Must Go On", a jego głos mimo AIDS wciąż pozostawał tak samo potężny. A tak pokazali w końcówce koncert na Live Aid w '85, który oczywiście może sugerować, że odszedł jako świetny showman, ale czy ludzie właśnie go takiego nie pamiętali, kiedy w ostatnich latach swego życia zaszył się w swoim domu i wychodził jedynie do lekarza i do studia? I jego życia towarzyskie pokazali też z lekka ugrzecznione, a znawcy tematu wiedzą, jak naprawdę było(co nie oznacza, że w filmie mieli pokazać stosunek homoseksualistów czy w ogóle jakikolwiek, a tak skończyło się jedynie na pocałunku, i w sumie dobrze xP). Na plus dla filmu jest to, że z wyjątkiem jego działalności artystycznej już w trakcie choroby(w latach 1987-1991)ukazano, jak doszło do tego, że Queen powstał, i pokazali najważniejsze i najbardziej zapadające w pamięć fakty z historii tego zespołu, i co robił Freddie przed 1971 rokiem, choć z drugiej strony jego życie przed tym rokiem ukazano pobieżnie, ale chyba nie było sensu więcej szczegółów w to wkładać. Jak dla mnie 6/10, chociaż chciałbym dać więcej ;).

  • Zakonczenie dokladnie bylo takie jakie byc powinno !.Choroba i zmagania Freddiego to juz kazdy moze sobie wyobrazic jak ciezkie to byly czasy dla niego.Nie trzeba tego pokazywac w filmie bo po co ? Przeciez od tego mamy wyobraznie.A tak to zakoczyli to w jego najdoskonalszej formie zycia i tak trzeba go zapamietac.

  • A ja w połowie filmu miałem nad że nie będzie pola śmierć i choroba. I bardzo dobrze.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: