Pomysł dla właścicieli kin...

Życzyłbym sobie, aby takie stwory były w każdej sali kinowej. Kiedy jakiś burak zacznie głośno jeść, lub komentować film z sąsiadem obok, to momentalnie byłby usuwany :-)

790
  • Popieram. I niech reagują przy okazji na światło z telefonów, bo sprawdzanie wiadomości na FB jest równie irytujące co rozmowy i obżeranie się popcornem

    • Można tak w nieskończoność... Paradoksalnie nigdy nie wiadomo na co się trafi. Niezależnie od rodzaju filmu i ilości widzów zawsze trafi się ktoś, kto pomylił salę kinową z pubem. Wczoraj dla przykładu na seansie filmu trwającego półtorej godziny już na pierwszych scenach słychać było otwierane paczki przekąsek... Ja pierdzielę. Niektórzy nie potrafią wytrzymać 90 minut bez jedzenia? Kolejna sytuacja na seansie "Zabicie świętego jelenia"... Kilka małolatów zaczęła się nudzić (owszem, film specyficzny) i zamiast po prostu wyjść nie przeszkadzając innym, to postanowili między sobą komentować zachowanie bohaterów (telefony też poszły w ruch).

      • Po prostu fajnie się je w czasie filmu tylko ze ja zawsze biore popcorn :)

      • Wiesz, mnie kiedyś tak wkurzyła jedna baba tym przeglądaniem telefonu, że wstałam, podeszłam do niej i krótko syknęłam, że albo wyłączy, albo idę do obsługi i zgłaszam, że nagrywa film. Momentalnie schowała telefon. Ale i tak najlepszym wyjściem są seanse na tygodniu (z wyłączeniem taniej środy), najlepiej zaczynające się przed 14:00. Mało ludzi, mniejsza szansa trafienia na takich dupków

        • Kiedyś jakoś mniej mnie to raziło - może dlatego, że dużo więcej filmów oglądałem sam w zaciszu pokoju a mniej chodziłem do kina. Od kiedy zdecydowałem się na kartę Unlimited, to na sali kinowej jestem częściej i coraz bardziej mam dość. Brawa dla Ciebie za reakcję - pokazałaś, że niektórzy idą do kina NA FILM a przy okazji wyświadczyłaś przysługę innym widzom na sali. Oby więcej takich osób, to może z czasem wyplenimy buractwo z sal kinowych bez pomocy istot atakujących źródła dźwięku :-)

          • :D Witam kolegę z #teamUNLIMITED ;)
            I masz rację, przy okazjonalnej wizycie w kinie to aż tak nie raziło, ale teraz, gdy potrafię wejść do kina po 14:00 i wyjść koło 22:00 po obejrzeniu trzech filmów z rzędu... Cóż, przeszkadza jak nie wiem. Inna sprawa jest na animacjach, gdy widownię stanową głównie rodzice z dziećmi. Tam człowiek od początku jest przygotowany na to, że jakieś dziecko krzyknie na całą salę, że chce mu się siku ;)

          • Witam ! Też #teamunlimited :-P Mi szczerze mówiąc lekko widoczne światełko telefonu czy pop-corn zupełnie nie przeszkadza, właśnie bardziej mi przeszkadza typ który zawsze występuje w takich sytuacjach czyli Janusz drący się do kogoś "Ciszej żryj k*rwa, to miejsce kultury" (Autentyczny cytat z bodajże "Pasażera" albo "Czas Mroku" nie pamiętam) i uspokajanie go przez żonę, serio tego typu darcie bardziej przeszkadza. Sam nie jem pop-cornu, chyba dlatego, że przed unlimited byłem raczej bywalcem kin studyjnych, a tam wiadomo raczej się pop-cornu nie spożywa, tak więc się jako tako odzwyczaiłem :-P W sumie może bym jadał gdyby nie kosztował prawie 30-stu złotych ;-).

            • Wiesz, jeśli ktoś jest na tyle inteligentny, by ściemnić ekran, to tak to nie razi. Ale ustawienie 100% jasności tuż przed tobą daje po oczach ;)
              Popcorn... Nie jest aż tak przeszkadzający. Chyba, że na filmach typu właśnie Ciche miejsce, gdzie napięcie w dużej mierze budują dźwięki ;)

            • Nazywanie "Januszami" osób, które reagują na kliniczne chamstwo i buractwo w kinie, gdyż zwyczajnie, po ludzku nie są już w stanie tego wytrzymać, to doprawdy szokująca konstatacja... jestem kinomanem od kilkudziesięciu lat, całą młodość spędziłem w kinie i myślę, że widziałem (słyszałem) już podczas seansów wszystko – picie wódki, palenie papierosów, głośne komentowanie każdej sceny, odrabianie zaległości towarzyskich, żarcie chipsów przez godzinę a potem składanie torebki w kosteczkę, jedzenie cukiereczków w folijkach, czytanie dziecku napisów (!), śmianie się w scenach nieśmiesznych, wykonywanie rozmów telefonicznych a nawet... spożywanie jogurtu przy użyciu palców. Nigdy nie zapomnę pewnej starszej pani na filmie "Pan Lazhar", która widząc nieuchronnie zbliżający się koniec seansu, zaczęła mozolnie ubierać się w płaszcze i inne elementy garderoby, "kładąc" całe, mocne zakończenie filmu! O tak banalnych, współcześnie wykształconych zachowaniach jak spóźnianie się (rekordzistę szacuję na jakieś 30 minut po rozpoczęciu filmu, nie reklam!), kopanie w fotel (gdzie nogi kopiącego są na wysokości mej głowy), jedzenie popcornu mlaskając czy kilkukrotne wychodzenie w czasie seansu na siku (plaga multipleksów!) nawet nie wspomnę... jestem zawziętym orędownikiem kampanii przeciwko takim dziadowskim zachowaniom i pan krzyczący "nie żryj już!" swego czasu w łódzkim kinie "Charlie" jest dla mnie wzorem walki o szacunek dla miłośników kina. Interweniuję często w takich przypadkach, albo przesiadam się z braku sił i jestem szczęśliwy, jeśli ktoś uczyni to za mnie i na sali zapanuje spokój, który powinien być normą podczas odbioru dzieła filmowego!

              • Dobra należałoby rozróżnić picie wódki, palenie papierosów czy jedzenie jogurtów palcem albo czytanie dziecku napisów itd. Ja skomentowałem sytuacje typu, że ktoś wyjął na chwilę telefon (czasem jest to prawie nie zauważalne) albo jadł pop-cornu który już sam w sobie jest cichy, a na dodatek zagłuszany jest przez film (No może nie przez "Ciche Miejsce" co nie znaczy, że ten pop-corn aż tak słychać :-P) i w sumie tym aż tak nie przeszkadza, oglądam dalej, natomiast zaraz jakiś debil się wydrze żeby ten człowiek był ciszej i od razu psuje innym seans, którym nie przeszkadzają takie pierdoły.
                Tak więc prosze jeszcze raz przeczytać moją wcześniejszą wypowiedź, gdyż mówimy o zupełnie innych sytuacjach, oczywiście, że jak ktoś pali to należy mu zwrócić uwagę, albo nawet od razu podejść do kogoś z obsługi kina, ale najlepiej cicho i przy okazji nie psując seansów ludziom jeszcze bardziej.
                Moim zdaniem ludzie którzy oburzają się bo ktoś przyszedł 30 minut po seansie (czym Ci teraz przeszkadza ? :-P) albo, że właśnie je normalnie pop-corn właśnie przeszkadzają w seansie, poza tym jak Ci przeszkadza dźwięk ubierania płaszcza i nie możesz przez to oglądać filmu to Ci współczuję, ale nie wiem może idź to laryngologa ?
                Pozdrawiam !

                • Zależy jaki płaszcz. Bywają uszyte z takich materiałów, że robią od groma hałasu. A jak ktoś ma grację słonia w składzie porcelany to przy okazji może zasłaniać ekran osobom siedzącym z tyłu.

                • No przeczytałem uważnie... trzeci już raz. Napisałeś, że ktoś, kto krzyczał o żarciu w kinie jest dla Ciebie "Januszem" i to stało sie przyczynkiem do mojej wypowiedzi, bo miałem wrażenie że uderza to we mnie. Nie ustosunkowywałem się do zagadnienia ekranów telefonicznych, bo uważam to za problem mniejszej wagi. Skoro ktoś krzyczał "nie żryj!", to znaczy że ktoś żarł (a nie jadł) i zapewne robił to jak świnia i do tego prawdopodobnie szeleścił, albowiem żarcie w kinie niejednokrotnie łączy się z szeleszczeniem torebeczkami. Osobiście zwracam ludziom uwagę jak ktoś grubo przekracza pewne normy i nie wątpię, że tak było i w tym przypadku, ktoś po prostu nie wytrzymał.

                  W kwestii laryngologa - dziękuję za troskę o moje zdrowie i pełen elegancji komentarz. A co jest denerwującego w ubieraniu się dziesięć minut PRZED zakończemiem seansu? No co może być ??? Może to, że ludzie na sali oglądający film w skupieniu, być może sa wzruszeni, przejęci, czekają na końcowy zwrot akcji i nie mają ochoty oglądać jak ktos czyni żałosne wygibasy z płaszczem, swetrem czy diabli wiedzą czym ? Że czynność taka wykonywana po ciemku i na siedząco czy półsiedząco trwa trzy razy dłużej niz po zapaleniu świateł? Że jest to po prostu żałosne i bezsensowne, bo pozwoli oszczędzić 60 sekund a innym zakłóca najważniejszą, kluczową część seansu ? Nie napisałem że rzeczona akcja działa się w pierwszym rzędzie aby było jeszcze weselej. Obejrzenie tego filmu też dużo by wyjaśniło, końcówka jest tu kluczowa dla zrozumienia motywacji głównego bohatera i wymaga pewnego skupienia. To może być naprawdę śmieszne, ale napiszę to, tak - zakończenie niemalże każdego filmu jest WAŻNE.

                  A'propos spóźniania się do kina, to doprawdy słów mi brak...
                  O czym świadczy spóźnianie się i wędrowanie po omacku po sali kinowej? A może o braku szacunku dla tych, którzy oglądają film od początku? Przepychanie się i deptanie po nogach osób oglądających film to fajna rzecz? A może podświetlanie sobie latarką miejsc aby je znaleźć pomiędzy siedzącymi w 15 minucie trwania akcji jest ekstra przygodą i wzbudza Twoją sympatię ? Zasłanianie komus tyłkiem ekranu jest w porządku? Zawsze następuje u spóźnialskich procedura (trwająca plus minus 5 minut) "moszczenia się" na swych miejscach - to nie wybija z rytmu? A skoro seans dawno już się rozpoczął należałoby się skupić na filmie a nie na ułatwianiu ludziom nie szanującym innych na znalezieniu ich miejsc ?

                  Niestety, kino ma juz dużo ponad 100 lat i nie wiem, czy zauważyłeś, że dawno już przestało być jarmarczną rozrywką dla plebsu. Ja traktuję film jak dzieło sztuki i oczekuję godnych warunków do recepcji dzieła filmowego. To że istnieją ludzie nie rozumiejący tego, jest smutne i nadzwyczaj frustrujące.

          • A co był chciał skoro mamy pokolenie tamagotchi :) pozdro .

        • Ostatnio będąc na takim seansie trafiłam na Ryśka ze swoją Grażyną, którzy poobkładali się paczkami czipsów, a w ręku mieli - wymieniając się co jakiś czas paczkę chrupek, to jest buractwo do nieskończoności. Już chyba żadne seanse nie są bezpieczne, społeczeństwo debilniej na całego.

        • Jest jeszcze opcja na tych, co to ciągle gadają z panną, którą zaprosili na seans. "Pan tu przyszedł zarabiać za extra dubbing"? Trzeba spytać głośno, żeby przynajmniej 1/3 sali słyszała.

        • Rozumiem ze wg was ja również nie mam prawa do odrobiny rozrywki zaledwie kilka razy w roku, gdy z mężem chcemy się wybrac do kina i muszę małe dziecko pozostawić pod opieką innej osoby. Mając wyciszony telefon sprawdzam co jakis czas czy opiekunka nie dzwoniła bo się coś stało lub godzinę o której wrócę bo nigdy ze względu na reklamy przed filmem nie wiem kiedy dokładnie będę wracać a nie mam kina pod ręką tylko muszę dojechać kilkanascie kilometrów ...

          • Nie przesadzasz? Czymś innym jest sprawdzanie telefonu a czym innym grzebanie w nim i ciągłe pisanie na messengerze. To raz. Dwa, w jednym z postów pisałam dość wyraźnie, że przyciemniony ekran aż tak nie razi. Wystarczy być na tyle inteligentnym, by to zrobić i w ten sposób okazać szacunek innym osobom, które przyszły na film. Trzy, nie słyszałaś o czymś takim jak wibracje? Wtedy CZUJESZ, że ktoś do ciebie dzwoni, a nawet te wibracje słyszysz, bo są na tyle głośnie, by zwrócić na nie uwagę i na tyle ciche, że nie przeszkadzają innym. Cztery, tak się składa, że odbierając w kasie bilet możesz zapytać o której skończy się seans.
            A wracając do sprawdzania czy opiekunka dzwoniła. Moja koleżanka, która też jest matką, ma na to prosty patent. Wkłada telefon ekranem w swoją stronę do miejsca na picie. Jest na tyle szerokie, że telefon się zmieści i od razu widzi, gdy ktoś próbuje się z nią skontaktować. Z resztą o niej też już pisałam w jednym z postów, że wyleciała z kina po telefonie od opiekunki, że jej synowi coś się stało, więc sorry bardzo, ale twój zarzut jest nie bardzo na miejscu.

            • Brawo, brawo! Piękna odpowiedź. Niektóre dziewczyny rodząc dziecko tracą rozum. (Ostatnio modna nazwa na ten syndrom: ,,pieluszkowe zapalenie mózgu''.) Kiedy ktoś krytykuje zachowanie niegodne homo sapiens sapiens w kinie, teatrze, autobusie, itd., wydaje im się, że to o nie chodzi i od razu ostrzą pazury próbując zwrócić na siebie uwagę. Cokolwiek czytam, obojętnie na jaki temat, zawsze znajdzie się ,,matka'', która myśli, że wszyscy ją atakują. Czy to jakaś nowa odmiana narcystycznego zaburzenia osobowości?...

              • Dla mnie nie liczy się to, kim człowiek jest, ale jak się zachowuje. A matki, szczególnie te mające małe dzieci, czasem są przemęczone i nadwrażliwe. Ja to rozumiem. Nie zmienia to jednak faktu, że wymagam od nich, by zwracały uwagę na to, że nie są same na świecie i muszą brać pod uwagę również komfort innych ludzi. Czym innym jest dziecko płaczące w tramwaju, a czym innym głośny dzwonek telefonu podczas seansu kinowego. Oczywiście pomijam seanse z produkcjami typowo dla dzieci. Tam to jest wolna amerykanka i nic nie ma prawa przeszkadzać ;)

                • Dla mnie też się nie liczy. Wcześniej już pisałam: mam wrażenie, że normalnych ludzi jest coraz mniej, takich, którzy uznają normy , takich, których kultura osobista oznacza życzliwość i szacunek dla innych. Coraz więcej ludzi widzi tylko czubek swojego nosa. Nie dotyczy to tylko zachowania w kinie. Oczywiście, że młode matki mogą być nadwrażliwe, przemęczone, ale to nie usprawiedliwia wylewania czary goryczy na innych (np. w internecie) i odbierania wszystkiego osobiście. Kilka lat temu matki też miały małe dzieci, ale tego dziwnego syndromu nie było, a jeżeli już, to był bardzo mało widoczny. P.S. Bajki dla dzieci, to inna bajka ;)

                • Hahaha naprawdę ktoś tu nie ma dystansu do siebie z ta " wylewana czara goryczy". I ja mam akurat sporo dystansu do siebie czego nie mogę powiedzieć o Tobie. Może jak będziesz starsza to zrozumiesz pewne rzeczy.

                  Swoja droga to w kinie owszem powiedzą ile trwa film ale nie uwzgledniaja w tym reklam.... ktore potrafia trwac nawet do 40min w multikinie. Wibracje w telefonie w niektorych momemtach filmu tez potrafia byc bardzo glosne i komus przeszkadzac a juz nie mowiac o takim filmie jak ten.
                  Gdy ja byłam nastolatką to kurcze nie przypominam sobie by moi rówieśnicy czy ja mieliśmy taki problem do wszystkich co obecnie niektorzy młodzi i tak z góry wszystkich oceniali naszczescie jest jeszcze sporo normalnych empatycznych ludzi

                • Masz dystans do siebie mówiąc: ,,Rozumiem ze wg was ja również nie mam prawa do odrobiny rozrywki zaledwie kilka razy w roku''? Nie sądzę. Kto powiedział, że nie masz prawa do rozrywki? Nikt. To właśnie jest odbieranie wszystkiego personalnie. Wylewanie czary goryczy było skierowane do matek nadwrażliwych - i to także odebrałaś osobiście - może teraz w końcu coś dostrzeżesz. Wyobraź sobie, że nie jesteś jedyną matką na świecie i na sali kinowej może trafić się kilkanaście takich dziewczyn. Co by było, gdyby wszystkie co chwilę zerkały nerwowo na telefon? Mielibyśmy dyskotekę w kinie. Starasz się stwarzać pozory osoby inteligentnej, dlaczego zatem nie zakładasz marginesu czasu będąc w kinie? Sama określasz czas trwania reklam, więc nie tak trudno dodać go do długości filmu, dodać czas dojazdu do domu i już. Jak funkcjonujesz w innych przypadkach, jak planujesz inne rzeczy, skoro wypad do kina jest taki trudny do zorganizowania... P.S. ,,Może jak będziesz starsza to zrozumiesz pewne rzeczy. '' - moja droga obawiam się, że nie trafiłaś - w ten sposób możesz próbować dotknąć/ustawiać nastolatkę, nie kobietę :) Pozdrawiam serdecznie i życzę właśnie dystansu.

                • Skończ, wstydu oszczędź!

                • "Swoja droga to w kinie owszem powiedzą ile trwa film ale nie uwzgledniaja w tym reklam" Guzik prawda. Kilkukrotnie pytałam w kasie o której dokładnie skończy się film i za każdym razem dostawałam dokładną informację. Wystarczy zadać precyzyjne pytanie. Czyli nie "Ile trwa film" tylko "O której skończy się seans". Bo wiesz, to dwie różne sprawy.
                  Tak, wibracje też mogą przeszkadzać, ale nie aż tak jak głośny dzwonek. To jasne, że wszystkich nie zadowolimy, ale trzeba minimalizować przeszkadzanie pozostałym osobom obecnym na sali.

      • Dla lubiących dreszczyk emocji https://youtu.be/ueqKbg8wtJA

      • I właśnie dlatego nie chodzę do kina :)

  • Zdecydowanie dobry pomysł.

  • Są senase 3d lub z dubbingiem. Powinna być do wyboru też opcja seans bez jedzenia i telefonu.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: