Festen

1998 1 godz. 45 min.
7,7 12 620
ocen
7,7 10 12620
20 768
chce zobaczyć
7,0 8
ocen krytyków
{"rate":7.0,"count":8}
powrót do forum filmu Festen
  • katedra ocenił(a) ten film na: 6

    Specyficzny eksperyment Dogmy 95, czyli filmu robionego pod 10 przykazań Triera, buntownika, który chciał wypiąć tyłek Hollywood jeszcze bardziej i zwerbował do swojej sekty paru innych reżyserów. To, co najbardziej boli w tym filmie to właśnie wyznaczniki Dogmy: perfidna praca kamer, budowanie sztucznych emocji, które nie znajdują ujścia, dziwne zachowanie bohaterów.
    Emocje niby jakieś są, ale nie znajdują one ujścia. Najpierw ktoś mówi,że był gwałcony za młodu, a ludzie jak gdyby nigdy nic, wznoszą toast. Potem,gdy ten ktoś nadal twierdzi,że był gwałcony za młodu przez ojca, wszyscy mają go gdzieś, bo przecież można pić. Nawet po finalnej spowiedzi ojca, imprezka trwa nadal, nie następuje oczyszczenie, nie ma puenty, rodzina zasiada do śniadania i...spożywa je. Emocje głębią się w rodzinnej posiadłości, ale za każdym razem ulatują, gdy bohaterowie np. chowają sobie kluczyki albo zamykają się w piwniczkach(?).
    Fajnie jest pooglądać czasem takie eksperymenty, jednak nie biorę na poważnie tego kina i nie chciałbym gi oglądać zbyt często. Dobrze,że taki coś powstaje, można się wiele ciekawych rzeczy dowiedzieć np. że forma (efekciarska), z którą tak walczyli faceci od Dogmy, jest przedkładana w tym filmie ponad treść. Widz skupia się na tańcu z kamerą w ręce, a nie na bohaterach, przynajmniej nie w takich proporcjach, jakie ustalił sobie reżyser.

    PS: Brutalne rozliczenie się z rzeczywistością, przeszłością i prawdą, dużo lepiej wyszło Smarzowskiemu.

  • marlett_1 ocenił(a) ten film na: 8

    katedra "ktoś mówi,że był gwałcony za młodu, a ludzie jak gdyby nigdy nic, wznoszą toast."

    Ależ to jest świetnie wychwycona tzw. poprawność polityczna (vide brylujący na salonach i festiwalach Roman Polański). Szanowanemu powszechnie i zamożnemu gospodarzowi nikt nie chciał zrobić afrontu, ani się narazić. Z drugiej strony wobec ciemnoskórego gostka śmietanka towarzyska nie miała oporów z zaśpiewaniem rasistowskiej piosenki, bo się z nim nie liczyli. Taka małość.

    "Nawet po finalnej spowiedzi ojca, imprezka trwa nadal, nie następuje oczyszczenie, nie ma puenty, rodzina zasiada do śniadania i...spożywa"
    Przecież to było właśnie oczyszczenie, a poza tym ojca pedofila grzecznie ze śniadanka wyproszono.

    Ps. Jednak wolę kino skandynawskie od "brudnych" filmów Smarzowskiego, choć talentu nie odmawiam.

  • katedra Ja z kolei bardzo lubię filmy "Dogmy" i właśnie ta oszczędność w środkach, brak efektów, muzyki, praca kamery z ręki sprawiają, że film nabiera szczególnego klimatu i trochę inaczej się go przeżywa. Co do samej treści i reakcji bohaterów w niektórych scenach, to trzeba trochę lepiej znać postać von Triera i Vintenberga. Odsyłam bo ciekawej biografii autorstwa Nielsa Thorsena. Von Trier był przedziwnym człowiekiem, ale jego Dogma wytyczyla nowe ścieżki dla filmu europejskiego (nie do końca jest prawda, ze- jak to okreslileś- chciał się wypiąć na Hollywood).
    Scena z wznoszeniem toastu w chwili ciężkich zwierzeń jednego z bohaterów to nic innego jak "zasady" i poprawność polityczna, tak silna w dzisiejszym społeczeństwie. Film nie tylko uświadamia nam, że przerost formy nad treścią nie jest w kinie pożądanym zjawiskiem, ale Vintenberg posługuje się w nim bardzo ciekawa zonglerka słowną. Do mnie takie filmy przemawiają, nawet jeśli zdaje sobie sprawę z manierycznosci pewnych jego elementów. Cały zabieg ma prowadzić do tego co B. Brecht nazywał "Entfremdungsefekt" czyli efektem dystansu wobec tego, co rozgrywa się na scenie czy ekranie. Innymi słowy widz nie ma " wczuwać się" w rolę bohaterów, a ma stać na zewnątrz i odbierać spektakl czy film jako pewna alegorię, stać się arbitrem wydarzeń. Dzisiejsze filmy, szczególnie te zza oceanu "made by Hollywood" angażują widza emocjonalnie, co nie sprzyja "uruchomieniu" intelektu. Kiedy film oddziaływanie na emocje, rozum śpi a to zjawisko wysoce niepozadane.
    A zatem: jeżeli preferujesz odbieranie filmów zmysłami, to po prostu pozostań przy efekciarskim kinie hollywoodzkim. Ja lubię i jeden i drugi rodzaj kina. Czasami szukam czegoś, co rozwinie mnie intelektualnie, a czasami potrzebuje po prostu rozrywki, która zangażuje zmysły. Chociaż oczywiście taki wyraźny podział nie istnieje. Filmy zazwyczaj angażują i emocje i intelekt. Nie każdy po prostu lubi taki rodzaj kina, w którym pozornie nic się nie dzieje. To zależy od widzą, jego filmowego obycia, jakości jego procesów poznawczych, sposobu myślenia. Nie jest to kino komercyjne, na które widzowie walą do kina drzwiami i oknami. Niewątpliwym fenomenem von Triera jest fakt, że jemu częściowo udało się połączyć jakość filmu z sukcesem komercyjnym.

  • katedra ocenił(a) ten film na: 6

    Stefan_Zyskowski Chętnie wszedłbym w dyskusję, ale nie pamiętam absolutnie nic z tego seansu.

  • katedra hehe, komentarz mi się podoba