Polecam ogromnie! Film jest niezwykle realistyczny - fantastycznie wyważony. Wszystko w nim wydaje się takie rzeczywiste. Ta młodziutka wampirzyczka nie jest jakaś uładzona, czyściutka itd. Ta krew faktycznie brudzi. Ciemność jest męcząca, a głód nie do wytrzymania w taki normalny zwierzęcy sposób. Jednocześnie wszystkie te elementy z legend - niemożność wytrzymania słońca, potrzeba zaproszenia, by wejść. Wszystko jest tak ładnie zgrane, że wydaje się czymś zupełnie normalnym - w takim sensie, że jak najbardziej możliwym w świecie "za oknem". I ta senna, melancholijna atmosfera. I ten ojciec dziewczynki, i ci ludzie pijący, siedzący przy stole. Maksimum realizmu. Świetna odtrutka na fatalnie nudny i sztuczny "Zmierzch" ;P
W takim razie pisz swoje wypowiedzi bardziej tak, żeby wyglądały na oddzielne wypowiedzi (dotyczące Twoich własnych poglądów, spostrzeżeń itp.), bo ta powyższa jest komentarzem do mojego postu i wypacza jego sens. Rozgraniczam tematy itd., ale naprawdę nie odpowiada mi to, bo chciałam coś napisać - wyrazić jakąś swoją opinię i nie chciałam, żeby została przeinaczona, zwłaszcza, że akurat chodziło o coś kluczowego dla omawianej kwestii. Chyba nikt nie lubi takich sytuacji.
Ale co ja takiego przeinaczyłem? Po prostu piszę, że istnieją też takie filmy, do całości których jedna spójna interpretacja nie może być przykładana - dobrym i jednocześnie "przyswajalnym" przykładem jest The Reader. To chciałem zauważyć i tylko to, natomiast nie sądzę, abym gdziekolwiek przekręcał Twoje słowa i nie wiem, po czym wnosisz...?
Aha, już rozumiem. To był komentarz do poprzedniego mojego postu. No nie zauważyłem tego i zacząłem z trochę innej beczki
Tego z kolei ja nie rozumiem. W każdym razie nie chodziło o jakieś personalne rozgrywki, tylko faktycznie zależało mi żeby nie zrozumieć tego, co napisałam inaczej niż to, co miałam na myśli. A przez Twoje skomentowanie mojego postu jest to jak najbardziej możliwe. Nie wiem w ogóle czy komuś będzie się chciało te dyskusje czytać, ale myślę, że mam prawo w takiej sytuacji napisać chociaż tyle, że chodziło mi o cos innego. Choćby po to, żeby w razie czyjegoś zainteresowania się taki ktoś dopytał mnie (jeśli by nie rozumiał) co miałam na myśli, a nie patrzył na moją wypowiedź przez pryzmat jej komentarza Twojego autorstwa.
Spoko, przepraszam za tą pomyłkę. Myślałem, że ten post odnosi się do
filmów w ogóle, nie zaś do tych "zajawek" (że tak to określę), o których
pisaliśmy powyżej.
PS
Teraz bardzo dobrze rozumiem, co miałaś na myśli i wydaje mi się, że
zgadzamy się w tej kwestii, którą także roztrząsaliśmy gdzie indziej.
Obejrzałam "Lektora". Bardzo mi się podobał, ale nie widzę żądnych możliwości (choć nie twierdzę, że ich na pewno nie ma - po prostu mi osobiście nie przychodzą do głowy) by interpretować go na różne sposoby. Rozumiem, że jedni mogą z tego filmu wynieść jedne odczucia, inni inne, albo więcej - że może jest jakiś rozstrzał co do interpretacji przesłań, jednak to nie jest to o co mi chodziło. Mi chodziło o filmy, które można zinterpretować na kilka sposobów i każdy z nich prowadzi do bardzo odmiennej historii o innym wydźwięku. Historii opowiedzianej w "Lektorze" raczej nie można zrozumieć inaczej. Jest to wyraźnie określona i rzeczywista historia. Dlatego pisałam o tym, że znam raptem ze trzy filmy, które można różnie zinterpretować jako całość - tak, że historia w nich opowiedziana nabiera innych kształtów - staje się inną historią. I to zdanie nadal podtrzymuję. Przykładowo jeszcze np. spotkałam sie z tym, że ktoś pewne sceny w "Źródle" zrozumiał jako sceny dotyczące przyszłości (rzeczywistości mającej miejsce w przyszłości), a sceny te dotyczą wizualizacji stanu duchowego głównego bohatera - są wizją - czymś nierzeczywistym. I o taką odmienność interpretacji mi chodzi. Aż tak różne spojrzenia na historię, a nie różne interpretacje wydźwięku tej samej sceny rozumianej jako ta sama scena (czyli przykładowo coś takiego, że dwie osoby uznają te sceny jako wizje ale o różnym wydźwięku). Wprawdzie ta interpretacja tych scen jako ukazania przyszłości nawala w odniesieniu do całego filmu, więc nie mogę jej uznac jako jedną z prawidłowych interpretacji (jako interpretację w ogóle), jednak podaje to jako przykład kompletnie innego spojrzenia na historię ukazaną w filmie. Chodzi o interpretacje całego filmu, całej jego zawartości, a nie dostrzeganie innego przesłania, albo dostrzeganie większej ilości przesłań czy nawiązań niż dostrzegł ktos inny, ale przy zachowaniu jednej ustalonej historii opowiadającej o konkretnych wydarzeniach. Może teraz wyraziłam się jaśniej i może teraz bedzie bardziej zrozumiałe, że wcale nie jest tak łatwo mnożyć różne interpretacje dowolnych filmów. A wręcz przeciwnie - rzadko kiedy trafiamy na film, który jako całość można zinterpretować jako różne historie.
@Martin - jeśli chcesz linka, to napisz pierwszy, bo ja niestety nie mogę zostawiać komuś prywatnych wiadomości (Eleo [kwiatuszek dla Pani] próbowała mnie nauczyć, ale niestety nie mam takowej opcji)
@Eleo - listę (skróconą) ciekawych i wielopłaszczyznowych (IMO) filmów podesłałem na maila
Rany, parura, przecież odpisałam Ci na maila. Widocznie nadal nie wiesz o co mi chodzi. Nie ma w tym nic złego, ale przestań pomagać mi w myśleniu.
No właśnie stosunkowo prostą w mojej opinii, tzn. nic w stylu Lyncha na przykład, ale to nie znaczy, że płytką. Mamy do czynienia z dość typowym filmem z tradycyjną narracją, bez zmyłek czasowo-przestrzennych, dziwacznych zapętleń, mamy także pewną sferą symboliczną, którą w filmie można dosyć dokładnie wyróżnić, pewne relacje, które co prawda są naszkicowane dość lapidarnie, ale na tyle wyraźnie, że są mniej lub bardziej czytelne dla odbiorcy, a tematem przewodnim moim - podobnie, jak i twórców - zdaniem, jest przyjaźń dwójki "innych", "obcych" osób - dzieci (pojawia się w międzyczasie sporo innych kontekstów pedagogiczny na przykład oraz wielu innych i są sporym urozmaiceniem i wzbogaceniem treści tej opowieści. Z tej konfiguracji może wypłynąć na prawdę wiele potencjalnych interpretacji jako sposobów zastanawiania się nad istotą człowieczeństwa (oraz wiele pobocznych), ale same środki są w zasadzie dość proste, czytelne i zrozumiałe.
To tak w skrócie, pobieżnie...
O widzisz Martin, ja nie zauważyłam tego Twojego pytania z postu "14 lutego 2009 19:46".
To dlatego mi napisałeś, że nie odpisałam tam pod swoim tematem, bo pewnie mi się film już znudził, a ja jakoś to przeoczyłam po prostu i myślałam, że temat się urwał. Bo to, że wzruszyły Cię te króliczki też ;P to pamiętam, że czytałam. Nie wiem jak przeoczyłam końcówkę.
Jeśli chodzi o mój prywatny odbiór to odebrałam ten film jako film o wampiryźmie - nie film, w którym wampiryzm byłby symbolem czegoś, a samą Eli odebrałam jako istotę czującą tak, jak normalny człowiek - czyli z pełnym wachlarzem odczuć (czyli nie pustą, a wyrachowaną w takim samym stopniu jak każdy inny człowiek, a może nawet i mniej niż przeciętna osoba).
W każdym razie to jeśli chodzi o mój osobisty odbiór. Natomiast jeśli chodzi o możliwe interpretacje no to, jak już wałkowalismy to wielokrotnie, są różne możliwości, bo na tyle genialnie zrobiony jest ten film, że można to wszystko dość różnorodnie zinterpretować.
ale Eli jednak zabija - czyli żywi się istotami, o których WIE, że są inteligentne i czujące
dlatego musi mieć do tego zimne podejście i nie czuje całkiem tak, jak ludzie ... natomiast zgoda, że COŚ czuje
jakbym się chciał upierać tylko przy jednym podejściu, to broniłbym tego, co rzuciło mi się w oczy najpierw - czyli scena w basenie (skąd wiedziała, że on akurat potrzebuje pomocy?) >>> zaistniał jakiś związek mentalny dwojga bohaterów, czyli że Oskar nie był dla Eli tak całkiem zwykły, był kimś specjalnym, jakoś odnalazły się dwie trochę pokrewne dusze
i wydaje mi się (to bardziej do parury) że ona jakoś tak od początku przewidywała / szykowała Oskara na swojego opiekuna, świadomie albo nawet odruchowo - takie miałem cały czas wrażenie, bo kiedy zacząłem oglądać to jako film o wampirze, to od razu z góry wiedziałem że taki będzie finał ... i się nie pomyliłem
--- jednak nie upieram się, bo już wiem że przy tym filmie to nie ma sensu ;)
hehe - na ostatnie zdanie :)
Natomiast co do mojego odbioru to moim zdaniem to, że ona traktuje to zabijanie w taki zimny sposób nie przekreśla wcale posiadania przez nią uczuć. Bo jednak ludzie zjadają zwierzęta i potrafią też być dobrymi ludźmi i czuć wyższe uczucia, a jednocześnie są przecież świadomi tego, że te mordowane zwierzęta też coś czują i cierpią. Czyli według mnie to jest bardziej kwestia tego, jakie ktoś sobie wytycza hmm jakby prawa? bo nie normy moralne. Chodzi mi o to, że i dobry człowiek może być np. żołnierzem i zabijać innych ludzi w imię czegoś. W sumie zabijanie w imię wojny można uznać nawet za bardziej okrutne niż zabijanie w imię zaspokojenia głodu.
Natomiast co do Oskara to mi podczas ogladania filmu nie przyszło do głowy, że ona go "hoduje" na nowego opiekuna (choćby nieświadomie). Jakoś tak najpierw byłam bardziej zaintrygowana relacją Eli/Hakan i kiedy przyjęłam, że on jest jej prawdziwym lub przybranym ojcem to przyjęłam z tym razem, że ona nie jest taką bardzo starą istotą i nie ma doświadczenia w "ustawianiu się" w życiu. Czyli nie przywykła do wynajdywania sobie opiekunów i nie planuje takich rzeczy. Aczkolwiek potem, jak przeczytałam, że ktoś (w sumie nawet sporo widzów) pomyślało, że ona ma taki styl działania, to stwierdziłam, że takie spojrzenie także jest bardzo ciekawe i zwraca uwagę na inne kwestie.
hmm a tu nadal dysputy nad fenomenem zarówno książki jaki i filmu(?)
oj niedobrze z Wami... ;)
wiemy, wiemy
znacznie lepiej pogadać o Moonlight, tam takie śliczne buźki przecież ;)
hehe :))) ....no a mi ten aktor z "Moonlight" to tak drastycznie się nie podoba ;P
Nie?? Ale przesz wszyscy tu piszą, że on taki fajniusi.
http://www.filmweb.pl/o164450/Robert+Pattinson
Nie?? Ale przesz wszyscy tu piszą, że on taki fajniusi.
http://www.filmweb.pl/o164450/Robert+Pattinson
o.O fajniusi powiadasz...
a skąd żeś go wytrzasnął (?)
ehh znów pleciesz Martin...swoją drogą ciekawe czy coś wypleciesz ;)
Eleonoro droga 'drastycznie nie podoba' tekst dnia ;)
hmm cóż nie wszystkich aktorów tudzież bohaterów darzy się sympatią.
HAHA dałeś faceta ze "Zmierzchu" ;P ale jak mówisz - jedna chwała, czy chała ;P
No ten ze "Zmierzchu" też mi się nie podoba - taki goguś, ale ten z "Moonlight" jeszcze gorszy.
bulwarowka, tak też myślałam, że to wyrażenie musi się spodobać ;P
ale tak poza tym Louis to nie Martin!
myślę że jednak mogło jej chodzić o mnie ;)
Bulvie droga, kiedy JA plotę, to zawsze coś wyplotę (jak, nie przymierzając, dzisiejszy solenizant Chuck Norris ;)))
Cześć Lestat, znaczy Louis, gdzieżeś był jak Cię nie było?
Spał pewnie pod ziemią... od czasu do czasu przecież trzeba... a teraz przyszedł świeży i wypoczęty ;P chwalić się swoją klatką piersiową ;PPPP
chyba tak, wiosna idzie, że wszystkie wampiry się znów pojawiaja, czy jak? :D
ano widzę właśnie - jak już wspominałem, ja co do klaty Gary'ego wolę się nie wypowiadać ( ze względów pryncypialnyh ;)
"jestem tam gdzie byłem" - czy aby na pewno na tym samym koncie?
ale dobra, nie wnikam w nie swoje sprawy ;)
Konto, to ja zmieniłem dobry rok temu, od tego czasu się nic nie zmieniło. ;)
Trza było oddać judaszowskie (tfu!), filmwebowe (tfu!) punkty.
Wiem, pamiętam kiedy
ale że jesteś gdzie indziej to ja się dowiedziałem dopiero parę miesięcy temu ;)
jeszcze tak a propos postaci "zimnego" wampira, bez ludzkich uczuć - oglądał ktoś "Mądrość krokodyli" z Judem Law?
film dziwny i baaardzo nietypowy, wielu sie nie spodoba, ale mnie kiedyś podpasował ( prawie jak "Let The Right One In" ;)
Ja chętnie zobaczę...
Taki "zimny" wampir głównie miał straszyć, czy nawet odstraszać od tego typu zachowań (egoistycznych, zwierzęcych), tymczasem już w "Symfonii grozy" pojawia się motyw miłosnego zauroczenia, co doprowadza naszego Nosferatu do spopielenia, jednak zanim to się dzieje, widz ma okazję choć przez chwilkę współczuć tej istocie i żałować tej romantycznej i zarazem tragicznie niemożliwej miłości.
Według mnie przede wszystkim Anna Rice zmieniła wizerunek wampira w kulturze. Louis jest w gruncie rzeczy filozofem poszukującym odpowiedzi na pytania o sens i istotę człowieczeństwa, próbuje znaleźć jakiś punkt oparcia w obliczu czekającej go wieczności i - siłą rzeczy - wiecznej samotności, nie godzi się jednocześnie na konsumpcyjny i błahy tryb życia, na maskaradę, która pod pseudo-dramatyczną, teatralną otoczką, skrywa wypatroszone skorupy jałowych dekadentów.
Podobnie jest z Eli - jako "zimna" nie ma - przynajmniej mi - nic do powiedzenia, dopiero jej szczera przyjaźń z Oscarem staje się dla mnie wymowna.
PS
Może przeniesiemy się z tą dyskusją na inny temat, bo tu miejsca już brak, a ja wciąż uważam ten temat za niezwykle ciekawy. Myślę, że Eleo również się przyłączy, jako że zdążyliśmy już miedzy sobą różne rzeczy powyjaśniać [swoją drogą powinna dostać MEGA-ŁEB za dyplomatyczną postawę i umiejętność przemówienia biednemu, zbłąkanemu człowiekowi do rozumu ;]
hehe parura ładnie się podlizujesz ;P - to odnośnie "P.S" ;P
a odnośnie reszty wpisu to powiem Ci, że wkraczasz na nieco śliski temat, bo postać Louisa w filmie "Wywiad z wampirem" ma inny charakter (w sensie psychiki i pobudek) niż postać książkowa. Tak więc jak coś to lepiej podkreślać o którym Louisie się pisze. No bo chyba nie czytałeś "Wywiadu z wampirem", czy czytałeś? Bo wiele osób po przeczytaniu twierdzi, że Pitt źle zagrał rolę i nie zrozumiał jej. Jednak on ją zagrał dobrze tylko właśnie trudno przyjąć takiego Louisa - zmienionego w stosunku do książki - jak się jest świeżo po przeczytaniu książki i stąd wrażenie, że Brad nie rozumie granej postaci.
Eleo, nie podlizuję się - piszę jak uważam, bo wydaje mi się, że się porozumieliśmy i to dzięki Tobie - Twej dobrej woli.
"Wywiad z wampirem" odbiorę w poniedziałek i myślę, że do przyszłego weekendu będę po lekturze, ale to w sumie nie istotne. Fakt - zainteresowała mnie ta problematyka, dlatego skłoniłem się do lektury.
Nie wiem, jak w książce, rzecz jasna, ale ja w filmie zauważyłem w postaci Louisa te filozoficzne zagwozdki i powiem szczerze, że w mojej opinii film wypadłby tak sobie, gdyby nie ten aspekt "dla myślących". Nie wiem, czy Pitt dobrze czy źle odtworzył postać książkową, ale dla mnie dzięki tej roli, film posiada drugie dno, które bardzo mnie zainteresowało, dlatego też przeczytam sobie książkę aby - być może - zgłębić temat.
Jak najbardziej polecam Ci tą książkę i tak samo następną część. W sumie jest dosyć istotne by także przeczytać "Wampira Lestata", bo dopiero wtedy rozumie się obydwie te postacie. Ja to czytałam już jakiś czas temu. Wtedy w Polsce były dostępne tylko 3 pierwsze tomy więc na nich moje czytanie kronik się skończyło. Teraz mogłabym pójść dalej, ale chyba musiałabym najpierw odświeżyć te pierwsze tomy. Dwa pierwsze uważam za cudowne, trzeci już taki średni (choć też coś z niego wyniosłam), ale dwa pierwsze są naprawdę cudowne. Z tymże właśnie mając książkę "Wywiad z wampirem" na świeżo w pamięci dużo gorzej odbiera się film, bo podobieństwa są duże więc nie sposób o książce nie myśleć, a jednocześnie w wielu bardzo istotnych aspektach zmieniono historię - choćby właśnie ten charakter Louisa. Z tymże bez czytania film jak dla mnie wypada genialnie i po jego obejrzeniu - kiedyś, dawno - zakochałam się w idei wampiryzmu. Skoro ten film Cię nie porwał to może w ogóle jakoś Cię specjalnie nie pociąga ta tematyka.
Co do naszego porozumienia to myślę, że jakoś się porozumieliśmy, ale czy byłam dyplomatyczna to sama nie wiem. W każdym razie dobrze, że pozytywnie to odebrałeś.
Mogłabym zwrócić Twoją uwagę na pewne kwestie dotyczące "Pachnidła" - skoro nadal interesuje Cię tematyka dobra i zła. Ale to wiesz - jeśli faktycznie byś chciał. Nie w jakichś innych celach.
"Skoro ten film Cię nie porwał to może w ogóle jakoś Cię specjalnie nie pociąga ta tematyka."
A kto powiedział, że mnie nie pociąga? Piszę tylko, że film nie byłby tak dobry, gdyby nie intrygujący namysł nad kondycją człowieka.
A "Pachnidło" wręcz odwrotnie - gdyby kilku "nierzeczywistych" rzeczy tam zabrakło, byłby w mej opinii zdecydowanie lepszy, choć w zasadzie te nierealne fragmenty opowieści nie zakłócają sensu, a jedynie szkodzą wiarygodności opowiadanej historii.
Chodziło mi o to, że napisałeś: "w mojej opinii film wypadłby tak sobie, gdyby nie ten aspekt "dla myślących"" ("tak sobie" uznałam, że nienajlepiej),a zwykle ludzie zwracają w tym filmie uwagę na jeszcze szereg innych rzeczy typu wspaniały klimat i samo wczucie się w wampiryzm - nauczenie się patrzenia na wampiry jak na jakby dzieci natury, element przyrody. Nabycie takiego odczucia, jakby wampiry były bardziej częścią przyrody, podobną zwierzętom i roślinom, niż człowiek. Mnie np. to bardzo urzekło. W każdym razie odebrałam ten urywek tego zdania w ten sposób, że sam wampiryzm - idea jego - aż tak bardzo może Cię nie pociągać. Może po prostu Cię nie rozumiem.
Co do "Pachnidła" to myślę, że odebrałeś je w zupełnie inny sposób niż ja. Jestem chętna do objaśniania swego podejścia, bo mnie ten film bardzo wiele nauczył. Pozwolił mi zrozumieć to zagadnienie o którym mówiliśmy, że umiejętność odczuwania miłości i empatii określa człowieczeństwo. Wcześniej myślałam, że biblijny 'Hymn o miłości' oznacza potrzebę miłości w sensie bycia kochanym. Po "Pachnidle" zrozumiałam, że oznacza potrzebę potrafienia kochania bez której to umiejętności nic nie jest warte, a człowiek staje się potworem/nie jest człowiekiem. To jest bardzo ciekawe zagadnienie o którym szeroko dyskutowałam pod "Pachnidłem" i pomyślałam, że może byłbyś zainteresowany z tego względu, że nasze niedogadywanie się miało u podstaw to, że nie przyjmowałeś/nie rozumiałeś (czy jak to określić) takiego stanu, że człowiek może nie umieć czuć miłości i empatii mając jednocześnie pozostałe uczucia. "Pachnidło" jest filmem, który przy odpowiednim objaśnieniu pozwala pojąć te kwestie.
No masz rację, po prostu źle się wyraziłem.
A co do 'Pachnidła', to może sobie poczytam przy okazji Twoje wypowiedzi, ale myślę, że nasze punkty widzenia są podobne, bo w zasadzie film nie jest aż tak bardzo skomplikowany, tzn. problematyka nie jest podana w przesadnie zawaluowany sposób.
"Pozwolił mi zrozumieć to zagadnienie o którym mówiliśmy, że umiejętność odczuwania miłości i empatii określa człowieczeństwo. Wcześniej myślałam, że biblijny 'Hymn o miłości' oznacza potrzebę miłości w sensie bycia kochanym. Po "Pachnidle" zrozumiałam, że oznacza potrzebę potrafienia kochania bez której to umiejętności nic nie jest warte, a człowiek staje się potworem/nie jest człowiekiem."
Gwoli ścisłości - ja nie uważam, że miłość i empatia określa człowieczeństwo, a przynajmniej nie całościowo. Pod tym względem właśnie bardzo podobał mi się 'The Reader', bo jest tu ukazany cały wachlarz ludzkich emocji, z którego także nie sposób wyraźnie wyróżnić, odseparować tych dwóch umiejętności/uczuć.
A poza tym ja Cię rozumiałem, jeśli chodzi o uczucia i emocje, a jedynie nie zauważyłem tego na filmie (i dlatego nie przyjmowałem takiego sensu niektórych scen). Dla mnie Eli z każdej strony jest istotą empatyczną i tak ją odebrałem. Poza tym wydaje mi się, że właśnie taka miała być w zamierzeniu twórcy i to starał się pokazać w filmie.
Osobiście uważam, że zestawienie tych dwóch postaci (tzn. Eli i Grenouille'a) jest dość kontrowersyjne z uwagi na to, że zupełnie inaczej zostały one wykreowane i osadzone w filmie. Inaczej mówiąc - "Pachnidło" to - jak wskazuje podtytuł - historia mordercy, natomiast "Pozwól..." to historia przyjaźni... no przynajmniej według mnie.
Ale oczywiście problematyka jest ciekawa i może być rozpatrywana z różnych stron.
Właśnie dziś obejrzałem sobie wspomnianą "Mądrość krokodyli" i tu pojawia się dobre porównanie tych dwóch postaci, tzn. Grenouille'a i Steve'a Grlscz - obydwaj są tak jakby "naukowcami", prowadzą pewnego rodzaju badania, mając jednocześnie chłodny stosunek do swych ofiar. To porównanie jest zdecydowanie bardziej adekwatne.
Ja nie mówię, że ja uważam lub nie uważam, że umiejętność odczuwania miłości czyni z człowieka człowieka, tylko że wcześniej nie myślałam o tym w ten sposób. Właśnie wydawało mi się to przesadzone - takie stwierdzenie, że te dwa uczucia określają człowieczeństwo, jednak po tym filmie i wiedząc o tym w jaki sposób zmieniają się osoby z tym uszkodzeniem płata czołowego, stwierdziłam, że faktycznie jest bardzo dużo prawdy w tym twierdzeniu, że bez tych uczuć nie można być człowiekiem. Ten film pozwolił mi to zrozumieć, ale tez nie wiem, czy byłabym w stanie to pojąć bez znajomości tych zagadnień z psychiatrii i z życia.
Myślę, że dopóki człowiek nie otrze się o coś takiego naprawdę mocno - osobiście - to nie pojmie idei tego tak do końca. Albo przynajmniej jest niskie prawdopodobieństwo tego zrozumienia.
Co do "Lektora" nie wypowiadam się, bo jeszcze go nie oglądałam.
Co do zestawienia Eli i Grenouille'a to ja bym ich nie zestwiała i nie zestawiam, ale zaintrygowała mnie uwaga Martina swego czasu - że w ogóle przyszło mu do głowy skojarzenie z "Pachnidłem". Konsekwencją tej jego uwagi był dalszy ciąg przemyśleń na temat "Pozwól mi wejść". O "Pachnidle" i zagadnieniach z nim związanych pisałam, by coś Ci wyjaśnić - lepiej odzwierciedlić. Samo "Pachnidło" jest filmem bardzo wyjątkowym także ze względu na swoją postać przypowieści. Ma bardzo specyficzną formę i wiele innych bardzo specyficznych, rzadko spotykanych w kinie cech. To, że opowiada o mordercy to jest jakby no nie marginalna kwestia, bo ważna, ale chodzi o to, że tematem "Pachnidła" faktycznie jest rozważanie istoty człowieczeństwa - jego zależności od umiejętności odczuwania miłości i empatii. Morderstwa jak i zapachy są tam jedynie po to by odmalować ten właściwy temat. Dlatego zawsze dobija mnie dosłowne rozumienie "Pachnidła", zwłaszcza, że ludzie rozumiejący je dosłownie nie potrafią wyjaśnić ani sceny na placu, ani zachowania wielu osób w wielu momentach filmu, ani końcówki filmu - końcówki, która dosłownie podsumowuje i objaśnia istotę tego filmu (tego o czym to była historia).
No więc ja oglądałam, ale nie od początku, a tam poczatek jest chyba kluczowy w związku z czym nie mogłam się potem połapać o co dokładnie chodzi :-/ No i że to było w tv to jeszcze ten lektor zagłuszający oryginalne dialogi :-/ W każdym razie gra tam ta aktorka, którą bardzo lubię i która grała wampirzycę w "Nadji" :) Tak więc przy okazji przypominam o "Nadji" - jak ktoś nie widział to koniecznie musi nadrobić :>
W książce on był pedofilem zakochanym w Eli. W ogóle w książce jest mocno rozwinięty ten wątek pedofilii, w filmie nic z tego nie pokazano. Postać "ojca" jest tak zrobiona, że można ją interpretować na kilka różnych sposobów, moim zdaniem jest to akurat in plus. Pierwsza moja impresja po wyjściu z kina była taka, że ten jej "ojciec" został towarzyszem Eli w podobny sposób jak Oscar i że po jego śmierci Oscar będzie jego następcą, no ale ja bardzo lubię takie symetryczne rozwiązania, nie wszyscy muszą to uwielbienie podzielać :). Książka jest dużo ostrzejsza niż film, akcent jest przesunięty w stronę analizy społeczeństwa, mocno wyeksponowany jest problem pedofili, patologii społecznych, rozbitych rodzin, każde dziecko, które się pojawia zostało w jakiś sposób skrzywdzone przez dorosłych. W porównaniu z książką film jest taki hmm...elegancki.
No właśnie podobno jest spora różnica między ksiażką, a filmem. A to mnie zawsze cieszy, bo jest bogaciej ;P W każdym razie wiem, że on jest pedofilem, bo już tam wcześniej gdzieś w jakims temacie ktoś puścił farbę ;P i się tego doczytałam, jednak to mi nie przeszkadza postrzegać tą historię też właśnie w taki inny sposób - np. że on jest ojcem fizycznym lub przybranym. No możliwości jest naprawdę dużo i to jest super. I już się spotkałam z taką interpretacją jak Twoja i też ją zasymilowałam, bo także bardzo mi się podoba i daje wiele do myślenia.
A tak w ogóle to ciekawe czy wydali już nową wersję dvd, bo wiesz chyba, że pierwsze wydanie jest z błędami? Jak nie wiesz, to informuję :) Nawet sobie patrzyłam, że jest dość tanie na allegro, no ale to chyba to pierwsze z błędami (jest przesunięta ścieżka dźwiękowa i napisy względem obrazu). Wprawdzie dystrybutor twierdzi, że przyjmie zwroty i bedzie wymieniać na drugie poprawione wydanie, ale jeśli jeszcze go nie wydali, albo jak sie kupi tak na allegro i nie będzie się mieć paragonu, to nie wiem czy to możliwe. hmmm muszę tą ksiażkę w końcu kupić, bo mnie jeszcze zachęciłaś teraz odświeżając ten temat :)
W książce wątek z "ojcem" jest dużo bardziej rozwinięty, niestety nie mogę nic więcej napisać, bo nie chcę psuć Ci lektury, mogę tylko dodać, że ostatnia scena z jego udziałem jest jedną z najbardziej koszmarnych scen, z jakimi zetknęłam się w literaturze.
Na razie nie planuję zakupu filmu, poczekam sobie cierpliwie na wydanie poprawione :).
Z tego, co widziałam, książka jest łatwo dostępna i w nawet przyzwoitej cenie, więc zachęcam do nabycia, bo naprawdę warto. Acha i ma tytuł "Wpuść mnie".
Tak, tak, nie spoileruj mi tu więcej Ty zła kobieto ;PPPP
Ja i tak już tam coś przeczytałam gdzieś tam itd., więcej lepiej żebym więcej nie wiedziała.
A co do książki no ja wiem, że niedroga, bo już ją obserwowałam na allegro pare razy, tylko przesyłkę koszą sporą. I jakoś tak wyszło, że pokupowałam co innego. No wiesz niezbędne różne rzeczy typu dvd, inna książka, torebki, szaliczki, wisiorki... tylko takie naprawdę niezbędne ;P ...
A propos kotów... Może to dość banalne spostrzeżenie, ale wampirom często towarzyszą szczury (czy też myszy), a w dodatku w kilku filmach wampir przeistacza się np. w sforę szczurów, czy myszy. Może to jest jakiś klucz do jakiegoś logicznego wytłumaczenia tego antagonizmu kotów i wampirów?
Zaiste ciekawa. Może to i jest jedno z wyjaśnień, ale wampiry zamieniają się też w niektórych filmach w wilki. Przy takim założeniu koty raczej powinny się ich bać, a właściwie bać sie i polowac na nie na przemian :) Kiedy wampir zmienia się w szczury ma to symbolizować epidemię, której nie da się zatrzymać. W czasie epidemii dżumy w wielu miastach o zarazę posądzano wampiry. Stąd wziął się "szczurzy" wizerunek wampira.
Legendy o wampirach można by mnożyć :) Zapewne jedynym sposobem aby poznać prawdę o wampirach jest po prostu poznac jednego ;)
pzdr
hehe - na ostatni akapit
ale zmieniają się też w nietoperze :)
A co tych kotów to one czuły niechęć/agresję, a były w przewadze liczebnej więc mogły sobie pozwolić na atak. Mi się to tłumaczenie całkiem, całkiem podoba :)
W "Willardzie" jest przewaga szczurów i biedny pojedynczy kotek nie miał szans ;PPP Czyli siła masy ;P
Co do chorób - nie wiem czy oglądaliście ten filmik z serii "Is it real?" Takie sobie są te dokumenty, ale ciekawa była hipoteza, że w dawnych czasach ofiary gruźlicy uważano (no w ramach tej hipotezy) za ofiary wampirów. Z dnia na dzień bledli, słabli, dusili się, charczeli, a pościel wokół nich była w plamach krwi (no bo nią pluli) - faktycznie przypominali ofiary wampirów.