Erasmus dla filmowców

Gazeta Wyborcza /
https://www.filmweb.pl/news/Erasmus+dla+filmowc%C3%B3w-15811
Słynną w całej Europie łódzką szkołę filmową wybrała komisarz UE ds. kultury Viviene Reding, by ogłosić start wymiany stypendialnej Erasmus dla przyszłych reżyserów jednoczącego się kontynentu - informuje "Gazeta Wyborcza".

Czwartkowa debata ze studentami "filmówki" ma być głównym punktem wizyty luksemburskiej komisarz w Polsce. - Chcę właśnie tam, wraz z ministrem kultury Waldemarem Dąbrowskim, głośno powiedzieć, że kinematografie z nowych państw Unii zasługują na mocniejsze wsparcie - mówi Reding. - Wasze kino, a szerzej cała wasza kultura, jest właściwie na Zachodzie nieznane. To wielka szkoda. Wy wiecie o nas więcej niż my o was. Trzeba to zmienić, musimy was poznać. Ale przede wszystkim trzeba spróbować pomóc waszym kinematografiom, bo część z nich jest w naprawdę złym stanie.

Reding uważa, że z polską produkcją filmową na tle innych w naszym regionie nie jest aż tak źle. Z 27 filmami długometrażowymi wyprodukowanymi w 2002 r., niemal 26 mln widzów w kinach, z czego prawie 4,4 mln na polskich filmach, możemy w porównaniu z krajami Europy Środkowo-Wschodniej wyglądać jak drapieżny tygrys. Jest jednak także druga strona medalu - zwierzę jest mocno wyleniałe i ledwo się trzymana nogach. Na stu Polaków do kina nawet raz w roku nie chodzi aż jedna trzecia. W Irlandii każdy statystyczny mieszkaniec, od oseska po starca, był w kinie średnio na czterech i pół filmu rocznie (w Unii średnia to dwa i pół filmu)!

- W Łodzi chcę usłyszeć od przyszłych reżyserów, jakie są ich aspiracje i problemy - mówi nam Reding. - Tak naprawdę w świecie filmu to wy już jesteście w Europie, bo z tego co wiem, trudności młodych są w Polsce podobne do tych w Paryżu czy Brukseli. Jej zdaniem "w szkołach filmowych Europy trzeba uczyć nie tylko, jak się robi filmy - dzieła sztuki, ale też jak się na nie zdobywa pieniądze, by te dzieła mogły żyć, być oglądane, a nie trafiać na półkę i obrastać kurzem". Jak Unia może pomóc? - Trzeba nauczyć się koprodukcji, która jest podstawą kina w Europie - przekonuje pani Reding.