Filmweb sp. z o.o.
https://www.filmweb.pl/news/SEGA+Mega+Drive+Mini+-+test+sprz%C4%99tu-135277

SEGA Mega Drive Mini - test sprzętu

  • autor: Bartosz Czartoryski
  • Gry
Żaden ze mnie socjolog, ale jeśli ktoś zapytałby mnie o utrzymującą się od paru ładnych lat popularność mody na retro, powiedziałbym, że to rzecz naturalna i mało zaskakująca. Bo pierwsze pokolenie wychowane na domowych sprzętach do grania jest już przynajmniej dobrze po czterdziestce i zdążyło wychować kolejne, co można by uznać za swojego rodzaju cezurę określającą moment przełomowy dla całego przemysłu elektronicznej rozrywki. Otóż historia wydarzyła się na naszych oczach. I teraz do niej powracamy, patrząc na minione z zupełnie nowej perspektywy, a dla tych, którzy nie załapali się na dworcowe salony i sny o Game Boyu, to swoista nauka o przeszłości stosunkowo nieodległej, o początkach wyemancypowanej dziś gałęzi sztuki generującej hollywoodzkie zyski. Stąd nie chodzi jedynie o nostalgię każącą nam szukać substytutu dawno utraconych chwil, ale o podparte doświadczeniem, świadome spojrzenie na ten czy inny tytuł, do którego przed laty nie byliśmy zdolni, co pomaga docenić rozmaite rozwiązania treściowe i formalne. Lecz jednak odzywam się niepytany, dlatego pozwolę sobie przejść do sedna, bo bezpośrednim powodem owych refleksji jest mała, czarna konsolka, o której marzyłem przed jakimś ćwierćwieczem tak, jak na początku lat dziewięćdziesiątych marzyć potrafił chyba tylko chłopak z małego polskiego blokowiska. Sega Mega Drive nareszcie znalazła u mnie swój dom.

IMG_8568.jpg


Ale mówiłem, że nie chodzi wyłącznie o nostalgię i faktycznie nie ma co dać się opętać sentymentowi, skoro co i rusz jesteśmy bombardowani nowymi tytułami i coraz trudniej wykroić czas na stare. Sega Mega Drive Mini, czyli pomniejszona inkarnacja flagowej konsoli firmy zdolnej dokopać niegdyś gigantom z Nintendo, co przed trzydziestoma laty było wyczynem niemalże dawidowym, to kolejny dostępny na rynku sprzęt w wersji kompaktowej. I, być może, jak do tej pory najdoskonalszy. Oczywiście o wszystkim decyduje katalog gier i jeśli ktoś preferuje Mariana i Kirby'ego, to o wyższości Segi nie przekona go pakiet z Sonikiem, lecz nawet ultrasi japońskiej hydrauliki – czy dzisiaj jeszcze się toczy konsolowej wojenki? – docenią to, co tutaj przygotowano.

Sama konsola jest, proszę mi wybaczyć fachowy termin, przeurocza. Mieści się na wyciągniętej dłoni i jest, żadna to niespodzianka, kopią swojej starszej siostry. Ba, otwiera się nawet slot na kartridże, ale nie próbujcie przechytrzyć systemu i upychać tam wyciągniętych z sejfu (albo zakurzonego kartonu) gier, to tylko ozdoba. Podobnie suwak głośności, przy którym umieszczono symbol słuchawek. O wejściu już jednak zapomniano. Czyli zdatne do użycia są jedynie przełącznik on/off oraz reset. I starczy. Do zestawu dołączono, oczywiście, dwa pady podłączane przez USB. Kontrolery są oryginalnego rozmiaru i wydają się niezwykle leciutkie, jeśli porównać je z tymi do PlayStation czy Xboxa, a przyciski chodzą tak luźno jak dawniej. Są przy tym wysoce czułe i nie zauważyłem absolutnie żadnych opóźnień, wszystko śmiga bez zarzutu. Do fajowo zaprojektowanego pudełka dorzucono niezbędne kabelki, czyli HDMI oraz zasilający, który możemy podłączyć prosto do telewizora albo na przykład do ładowarki telefonicznej (a potem, ma się rozumieć, do sieci elektrycznej). Czyli odpalamy wszystko w trymiga. Zostajemy powitani przez proste menu, z którego wybieramy z czterdziestu dwóch gier. Katalog jest odpowiednio przekrojowy, choć nacisk położono na tytuły czysto akcyjne; miłośnicy dynamicznego strzelania, skakania i prania po mordach będą mieli istny raj. Opcje ograniczono do niezbędnego minimum, czyli wybrać możemy język (polskiego brak, ale polecam przełączenie z czasem na japoński, bo zmieniają się nieco dostępne tytuły i okładki) oraz format obrazu – 4:3 albo 16:9. I możemy grać.

Zrzut ekranu 2019-10-29 o 13.25.20.jpg
  
Zrzut ekranu 2019-10-29 o 13.25.37.jpg


Emulacja stoi na najwyższym poziomie i nawet nie ma się co nad tym rozwodzić. Każda gra, a przed testem włączyłem wszystkie choćby tylko na kwadrans, chodziła i wyglądała jak powinna. Z początku trudno się zdecydować, co odpalić, bo wybór jest spory. Pogrupować dostępne tytuły można po roku produkcji, gatunku albo liczbie graczy, ale dylemat pozostaje. Oczywiście najwięcej czasu spędziłem z tak zwanymi klasykami i śpieszę uspokoić, że lwia ich część trzyma się znakomicie. Sztandarowy "Sonic the Hedgehog" miejscami zachrzania aż za szybko (nie wyobrażam sobie nawet, jaki to musiał być szok dla graczy przyzwyczajonych do cokolwiek ślamazarnego "Mario"), takie "Streets of Rage 2" czy "Golden Axe" nie na darmo zapisały się złotymi zgłoskami na kartach konsolowej historii (choć i jedno, i drugie minimalnie przegrywa ze świetnym, intertekstualnym "Comix Zone"), a "Castlevania: The New Generation" nawet i dziś wygląda niesamowicie pięknie. Nie obyło się też bez niejakich rozczarowań, bo słynne "Altered Beast", swojego czasu dodawane do oryginalnej konsoli, to niemalże niegrywalne kuriozum, a udany przecież port "Stridera" wydaje się koślawy i powolny. Piszę tu praktycznie wyłącznie o grach akcji, ale, choć tych jest najwięcej, znalazło się tu miejsce na kilka dłuższych przygód, z których szczególne miejsce zajmuje klasyk role-playing "Phantasy Star IV", a sam bardzo lubię "The Story of Thor", czyli próbę zdetronizowania Linka i Zeldy. Obok rzeczy godnych zapamiętania nie brakuje zapychaczy, jak chociażby osobliwej, dwuwymiarowej wersji "Virtua Fighter 2", czy rzeczy mało znanych i ciekawych tylko pozornie, żeby napomknąć o Alisii Dragoon, ale i tak bilans wychodzi na plus. Nie ma możliwości – póki domowi magicy czegoś nie wymyślą – dogrywania kolejnych gier, ale te, które wgrano na konsolę, zajmą nas na całe miesiące.

IMG_8567.jpg


Słowem, nie mam się za bardzo do czego przyczepić, może ewentualnie do konieczności dłuższego przytrzymania przycisku Start na padzie, żeby odpalić menu (przez co nie raz zdarzyło mi się coś schrzanić), do kabla przy nadal przewodowych kontrolerach oraz do braku możliwości przewijania krótkiego fragmentu gry po skusze, co zaproponowało Nintendo, ale cztery sloty na zapis stanu gry przy każdym tytule raczej załatwiają sprawę. A, uwierzcie, będziecie często sejwować. Bo gry na Segę Mega Drive łatwe nie są i młodszy ja miałby obecnego mnie za cieniasa. Ale się nie poddaję.
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię