Reżyser filmowy
Steven Spielberg, który odwiedził w tym tygodniu Kubę, złożył w środę hołd ofiarom holokaustu, a wcześniej zjadł z Fidelem Castro kolację, która trwała osiem godzin - czytamy w "Gazecie Wyborczej".
Podczas swej pierwszej wizyty na komunistycznej Kubie twórca
"Listy Schindlera" odwiedził największą synagogę w Hawanie i zachęcał nieliczną na Kubie społeczność żydowską do kultywowania tradycji i wiary.
Spielberg, który jest Żydem, spotkał się z potomkami tych, którym udało się przeżyć Auschwitz i położył kamień węgielny pod pomnik ofiar holokaustu na miejskim cmentarzu żydowskim.
Uczestniczył w hawańskiej premierze swego najnowszego filmu
"Raport mniejszości".
W poniedziałek wieczorem
Spielberg zjadł z 76-letnim przywódcą Kuby Fidelem Castro kolację, która przeciągnęła się do godziny 2.30 w nocy. Rozmawiali o sztuce, polityce i historii.
Amerykański reżyser zaapelował o zniesienie obowiązującego od 40 lat embarga USA wobec Kuby, mówiąc, że czas już zapomnieć stare urazy z czasów zimnej wojny i rozpocząć współpracę kulturalną między Amerykanami i Kubańczykami.